RSS
czwartek, 22 marca 2012
10...9...
Czuje sie jak na sylwestra przed dwunasta :)

We wtorek bylo trzy centymetry rozwarcia, dzisiaj raczej nie lezalam plackiem na sofie. Zrobilam sobie spacerek do skrzynki na listy i na pedicure. Potem popralam ostatnie rzeczy dla Mlodego, wypralam nasza posciel, potem doszlam do wniosku, ze wypiore poduszki, jeszcze nie wiem czy przezyly to pranie i czy bede musiala jutro leciec po nowe, okaze sie niedlugo :) Gotowalam, poskladalam pranie. Jutro pewnie wezme sie za lazienke i troche grubsze sprzatanie jesli sily bede miala. Zauwazylam, ze nie moge sie skupic nad ksiazka, badz czasopismem, nie wiem dlaczego.

Wody plodowe wrocily do normalnego poziomu, wiec sie ciesze. W piatek nastepne monitorowanie, mam nadzieje, ze sytuacja z wtorku sie powtorzy.

Noc spedzilam z recznikiem pomiedzy nogami, za rada blogowej kolezanki Magdy, bo sie stresuje, ze zaleje lozko ;) Spalam do pozna ;)

I zastanawiam sie, kiedy zaczna mi sie skurcze, jaki dzien tygodnia Torbiniatko sobie wybierze.

Szefowa urodzila swoja coreczke w 45 min, niezle co? Przyjechala do szpitala z 3cm, wiec poszli na dwugodzinny spacer, wrocili do szpitala, dwa razy pchnela i sie urodzilo ;)

To jak myslicie, kiedy?
00:46, alexxela78
Link Komentarze (12) »
niedziela, 18 marca 2012
weekend
Poczytalam o doswiadczeniach innych mam z GBS, pogadalam z doula i jestem spokojniejsza.

Za nami ostatni weekend we dwoje. Wczoraj dzien byl zabiegany, a dzisiaj bardzo leniwy poranek, spalam do prawie jedenastej, potem sniadanie, prysznic i udalo sie nam pojsc na spacerek wiosenny po centrum. Nie bylam pewna czy dam rade, bo coraz ciezej mi sie porusza, ale nawet mialam energie i Mlody tez wspolpracowal i nie musialam sie koncetrowac nad tym aby sie nie posiusiac!
 W drodze na metro zachcialo mi sie, ale wytrzymalam do mojego pierwszego punktu, czyli do gapa w centrum, ktory to ma nawet w miare czysta i duza ubikacje :) Gap byl moim glownym i stalym miejscem na trasie lekarz/praca, teraz pewnie musialabym miec wiecej tych postojow.

Wczoraj zalatwialismy fedex i poczte na miescie i nie wyrobilam pomiedzy jednym a drugim, wiec na sygnale do starbuksa sie udalismy, myslalam, ze nie wyrobie, ale doszlismy, otworzylismy drzwi, popatrzylam sie na faceta, tam pracujacego i jego mina byla bezcenna, kiedy wskazywal i mowil mi gdzie ubikacje sa, do dzisiaj sie smieje...

Teraz sie zastanawiam czy moja Mama bedzie pierwsza, czy Mlody. Czy jednak jeszcze nie w tym tygodniu?

Jutro przyjezdza do mnie kolezanka na lunch, we wtorek mam maraton lekarzowy, moze po nim uda mi sie pojechac do polskiej dzielnicy po pare produktow, w srode chcialabym sie udac do malla i kupic pare ostatnich rzeczy, sprzatanie i pranie mi zostalo i tyle. Ostatnio w sklepie doszlo do mnie, ze niedlugo bedzie sie ogonek za mna ciagnal :)
23:19, alexxela78
Link Komentarze (2) »
czwartek, 15 marca 2012
żeby życie pod koniec ciąży nie było za bardzo monotonne
Fotelik został zamontowany!
Myślałam, że będzie to proces skomplikowany, ten cały montaż, a okazało się, że nie jest tak źle i że w sumie łatwo się go montuje. I całe szczęście. Dostałam przy okazji zasłonkę na okno w postaci nalepki i parę ulotek. Dowiedziałam się przy okazji, że przy szpitalu dziecięcym mogę kupić tańsze foteliki, jakby mnie szlak trafił z tym ( mamy samochód dwu drzwiowy, a fotelik mamy taki co rośnie z dzieckiem, i się go nie wyjmuje z samochodu, więc trzeba wejść do tyłu aby wyjąc dziecko) co mamy. A jeśli nie, to przyszłościowa informacja ;)

Donoszę, że głośna sprawa z glukometrem w roli głównej została pomyślnie zakończona. Przyszedł w poniedziałek. Uff.

Czuję się od wczoraj jak balonik, który został za mocno nadmuchany, czuję, że zaraz mnie rozerwie na pół ;)

A wczoraj miałam maraton lekarzowy i dowiedziałam się o następnych pagórkach na mojej drodze ciążowej. Bo w końcu dlaczego ma być nudno pod koniec ciąży, prawda?

Jednym z następnych pagorków jest to, że okazało się, że jestem nosicielką paciorkowca z grupy B ( group B strep), nie jest on problemem dla mnie, ale dla płodu jest zagrożeniem życia, dlatego po przyjęciu do szpitala dostanę antybiotyk w żyłę. Super! Następna rzecz do martwienia. Mam nadzieję, że nie usiedli mnie to w łóżku.

A usg pokazało, że Młody książkowy jest bo waży tyle ile powinien w 37 tygodniu ciąży, czyli 6.5 funta ;) Wciąż głową w dół, tyłkiem odsuwa mnie od stołu. Fajnie było Go znowu zobaczyć. Jego profil z noskiem i usteczkami, wyglądają jak po Tatusiu :) Dodatkowe zdjęcia do kolekcji :) Podobno ćwiczył oddychanie. Facet się przygotowywuje na wielkie wyjście!

 Ale, że mam ciut za dużo wód płodowych ( co zdarza się osobom z cukrzycą ciążową) muszę się teraz pokazywać dwa razy w tygodniu na monitorowanie. Czy wspomniałam już, że coraz ciężej jest mi chodzić długie dystanse? Całe szczęście jedna z tych wizyt jest w tym samym dniu co moja co tygodniowa kontrolna wizyta u ginekologa, więc dam radę, chyba, że urodzę wcześniej :)

Takie to pagórki na mej drodze, które procentowo rzadko się zdarzają. Pewnie jak na bank powinnam sie przygotować na to, że chlusną mi równo moje wody płodowe, bo w końcu też rzadko się to zdarza ;) Muszę kupić jakąś 'ceratkę' na nasz materac!
01:18, alexxela78
Link Komentarze (7) »
środa, 14 marca 2012
Troche niebieskiego :)
Młody dostał dzisiaj następną paczkę, tym razem od przyjaciół moich teściów. A w paczce komplet niebieskich przytulaczy plus grzechotkę.



Jak je zobaczyłam to moja pierwsza myśl była, jak z Dynastii u Carringtonów! Nie wiem czy ktoś z Was pamięta pokoiki dla dzieci, które były tam urządzane? Cały niebieski dla chłopczyka włącznie z niebieskimi zabawkami i taki sam w wersji różowej dla dziewczynki. Wtedy byłam w szoku, a tu patrzcie mój własny syn będzie posiadaczem niebieskiego misia i pieska :)) nie wspominając już niebieskiego samolocika :)
17:05, alexxela78
Link Komentarze (3) »
niedziela, 11 marca 2012
decyzje, decyzje...
Nie, jeszcze nie urodzilam ;)

Nie pisze, bo mam glowe zaprzatnieta decyzjami zyciowymi do podjecia. Nie, nie sa to decyzje na poziomie, ktore przescieradlo wybrac do lozeczka, choc byl czas kiedy nie moglam sie i na to zdecydowac.
A tak apropo mozliwosci wyboru, niesamowite ile w tych sklepach roznorodnosci jest. Mam wrazenie, ze juz gdzies o tym pisalam, czy mowilam. Oczu plasu mozna dostac! Ile smoczkow, a ile glupich szczotek do butelek jest, ktore sie i cenami roznia i kolorem i firma i czlowiek patrzy, patrzy i nie ma zielonego pojecia, ktora wybrac!

No wiec sie stresuje. Moze to i dobrze, ze zamiast stresowac sie na przyklad porodem, stresuje czym kompletnie innym, moze to jest to! W koncu w kazdej ksiazce pisze by sie na czyms innym skupic i myslec pozytywnie, wiec dokladnie tak zrobilam, ha!

Poza tym sprawa z moim glukometrem tez sie nie posunela do przodu. W ta sprawe jestem juz zamieszana od polowy lutego, pisalam o niej na blogu Mlodego, kto czyta ten wie,  ale Ci ktorzy nie wiedza to tylko powiem, ze ubezpieczenie moje postanowilo, ze nie bedzie pokrywalo mi paskow do glukometra, ktore sprzedalo mi na samym poczatku. Po ilus tam telefonach z ubezpieczeniem, apteka, lekarzem i moja case manager, ktora chetnie bym zwolnila bo nie wykonywala swojej pracy tak ja powinna wykonac, wyszlo, ze ubezpieczenie pokryje mi inne paski, ktore mialy teoretycznie pasowac do mojego glukometra, a ktore na koniec niestety nie pasowaly. Podczas tego zamieszania, babka ktorej co tydzien melduje sie z wynikami, obwiescila mi, ze zwiazku z tym, ze tak dobrze mi idzie, moge zredukowac moje pomiary z czterech do dwoch dziennie, dzieki temu moje paski wystarczyly mi do piatego marca. Dwa tygodnie temu okazalo sie, ze paski, ktore mam nie pasuja do glukometru, ktory posiadam, tydzien temu wykonalam wiec kolejny telefon do firmy od paskow ( telefon dostalam od ubezpieczalni) i zlozylam zamowienie na bezplatny glukometr, ktory mial przyjsc w czwartek ( dzis jest niedziela), w piatek zadzwonil do nich ponownie z pytaniem gdzie jest moj glukometr bo nie przyszedl, okazalo sie, ze moje zamowienie, ktore zlozylam tydzien temu nie poszlo i ze moge zlozyc je ponownie dzisiaj, w tym momencie sie rozryczalam, i ze glukometr przyjdzie za tydzien. Tak wiec zrobilam, po czym odlozylam sluchawke. Napisalam emaila do Matta, ze po raz kolejny mam dosyc tej sprawy, ze raczki po raz kolejny mi opadly. Zadzwonil do mnie po paru minutach mowiac, ze zadzwonil do nich i ze przesla mi ten glukometr szybciej i ze powinnam dostac w poniedzialek. Jestem bardzo ciekawa czy w poniedzialek znajde ten glukometr w skrzynce na listy. A mowia, zeby kobiet w ciazy nie stresowac, zwlaszcza kobiet, ktore maja cukrzyce ciazowa. Oh well...we wtorek ide na nastepne usg. Mam nadzieje, ze z Mlodym wszystko jest ok. A jesli jestem przy temacie to Mlody tez mnie stresuje, malo sie rusza, w porownaniu do tego co inne przyszle mamy mi opowiadaly, wiec tez sie i tym stresuje...

Jutro ostatni dzien w pracy. We wtorek mam dwie wizyty u lekarza, na srode wieczorem jestem umowiona na montaz fotelika. Wiekszosc rzeczy juz kupiona. Czeka. Jest jeszcze pare rzeczy, ktore musze dokupic i dla niego i dla mnie. Wyciagnelam torbe do szpitala, teraz powoli dokladam do niej rzeczy.
Pamietam, ze na poczatku chcialam rodzic w swoich rzeczach teraz doszlam do wniosku, ze nie chce plamic swoich i bede rodzic w tych szpitalnych, zastanawiajac sie przy okazji, czy szlafrok tez dostane, czy powinnam swoj wziac. Jestem zmeczona, moja glowa potrzebuje wakacji!
23:16, alexxela78
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 05 marca 2012
Niedzielna popołudniowa niespodzianka
Mężulek planował tą niespodziankę od listopada, bolały go moje słowa, kiedy znajomym odrzekłam,  że takiej imprezy mieć nie będę, bo to przecież przyjaciółki organizują, a moja daleko mieszka. Postanowił więc, że zrobi wszystko by impreza na moją cześć się odbyła. Poprosił o pomoc żonę, swojego najlepszego przyjaciela by mu pomogła w tym przedsięwzięciu. Listę znajomych ułożyŁ czytając/przegladając mój laptop, nie jestem pewna czy również nie telefonu. Parę kontaktów emailowych miał z poprzednich już imprez, do paru osób nie udało mu się dotrzeć. A potem wysłał emaila z zaproszeniem na mój niespodziankowy 'baby shower' z wielką prośbą co by mi nikt nie mówił mi o tym, i się nie przyznawał, że wie, że jestem w ciazy, jeśli osobiście tej osobie o tej informacji nie wspominałam.

Wiele osób pytało się mnie w trakcie imprezy, czy nie miałam żadnych przeczuć, że coś takiego szykuje. Przeczuć takich nie miałam, ale tu i tam dziwilam się, że N. ( koleżanka, która mu pomagała) ma aż tyle problemów z komputerem i dzwoni często. Spotkałam w styczniu moją byłą szefową i ta spytała się jak się czuję i pogratulowała mi ciąży, a nigdy jej nie wspomniałam, że jestem w ciąży, na dodatek spytała się mnie jak tam było na imprezie, a kiedy zrobiłam zdziwioną minę i zapytałam się jej o czym ona mówi, to zapytała się, ' jak tam  twój baby shower?', oczywiście bardzo zdziwiona odpowiedziałam jej, że żadnego baby shower nie miałam i pewnie mieć nie będę, potem jak wróciłam do domu to opowiedziałam o tej dziwnej rozmowie Mattowi, a on ( o czym nie wiedziałam) panikował w tym momencie, że mu się niespodzianka nie uda, że wywęsze coś.

Kiedy planowałam weekendy w lutym, zarezerwował ostatni weekend i powiedział mi, że chce go spędzic ze mną, więc byłam bardzo zaskoczona kiedy znajomi się zapowiedzieli na ten właśnie weekend, a Oni byli częścią niespodzianki i jak dobrze ją odegrali! haha :))

W dzień niespodzianki, zaskoczył mnie sprzątaniem zmywarki o 6.30 rano! Na moje zdziwienie odpowiedział, że zabalowali z C. poprzedniej nocy, na co ja ponownie odpowiedziałam zagadkowym spojrzeniem.  I powiedział mi, pamietam, przed weekendem,  że chce abym miała miły weekend i że On chce zadbać o resztę, chce bym się w końcu zrelaksowała i odpoczęła, a On posprząta, więc w tą niedzielę taki właśnie sprzątajacy się zrobił, nie wiedziałam z czym mam to powiązać.

 Plan na rano był taki, że z O. pójdziemy na babskie śniadanie, a potem około południa chcą wracać do domu. Babskie śniadanie było super, w końcu sobie na spokojnie pogadałyśmy, potem trochę pospacerowałyśmy i wróciłyśmy do domku.

Ja oczywiście nie wiedziałam co sie szykuje, że w domu czeka cały tłumek ludzi, że czekają i doczekać się nie mogą, że mężulek wypatruje mnie, przebiera nóżkami,  myśmy sobie ze stacji metra szły powoli. Bliżej domu zauważyłam, że M. naciągnął żaluzje tak nisko, że leżały  mi prawie na kwiatach, więc wchodząc po schodach chciałam już mu o tym powiedzieć, potem zobaczyłam umyte nasze szklane drzwi i pomyślałam sobie tylko wow! Pamiętam, że O. się jeszcze coś mnie pytała, że wyciągałam klucze, myśląc dlaczego mi drzwi faceci nie otwierają.

A potem w końcu otworzyłam te drzwi i otworzyłam buzię, bo nagle usłyszałam "suprise" i zobaczyłam pełno ludzi patrzących się na mnie z aparatami w ręku wycelowanych w moją stronę. Mam takie zdjęcie z taką buzią otwartą. Zupełnie się nie spodziewałam, że mój kochaniutki mężulek planuje mi 'baby shower'! tak, łzy poleciały, nie mogłam uwierzyć co widzę!

Potem uścisków nie było końca, wciąż w wielkim szoku, M. pokazywał mi tort, napis, jedzonko. A ja sie tylko rozglądałam i  kolejnych ludzi ściskałam zaskoczona.

Jak miło mi było ich wszystkich zobaczyć i pogadać.

N. opowiedziała mi o planie, jak to M. sam wszystko zaplanował, a ona tylko mu pomogła dopięć. Były pyszne kanapki, i słodki torcik na naszą cześć.  I były też prezenty.

Najpierw był torcik, a potem wielkie otwieranie prezentów. Córeczka O. dzielnie mi pomagała i przynosiła mi pokolei kolejne prezenty do otworzenia, moja szefowa robiła notatki co od kogo, a ja chyba wciąż byłam w wielkim szoku.

Kochany mężulek, wspaniała niespodzianka! Szkoda, że nie wszystkim udało się na nią dojechać, ale bardzo mi było miło zobaczyć te twarze, którym udało się przybyć.

Oj tak, ostatni weekend był naprawdę niesamowity, bardzo się też cieszę, że naszym przyjacielom udało się przyjechać na ten właśnie weekend i pomóc M. w tej niespodziance. A po ich wyjeździe padliśmy, chyba z tych wszystkich emocji.

A w ten weekend odbyło się wielkie pranie ubranek dla Młodego. Na pierwszy rzut poszły ubranka, które dostałam w spadku od szefowej, jak popatrzyłam na tą stertę wypranych i ułożonych w kupki ubranek w przedziale od 0-6, mój plan umieszczenia wszystkich ubranek Młodego w komodzie spalił się na panewce, wiedząc, że jeszcze czeka mnie upranie ubranek nowych, które dostałam, albo które kupiłam. Tak więc w komodzie najpierw będą ubranka w rozmiarze od 0-6, a jak Młody urośnie, to się je wymieni na rozmiar 6-12. Resztę musiałam zapakować do pudeł plastikowych. I wychodzi na to, że w tym momencie Młody pobił ojca w ilości ciuchow :) Jestem bardzo ciekawa jak duży się urodzi.

Pierwsza paczka z diapers.com, przyszła w piątek, a w niej malutka paczuszka pieluszek dla noworodków i mokre chusteczki. Pierwsze koty za płoty. Teraz kompletuję drugą do wysyłki, tym razem z amazon.




03:33, alexxela78
Link Komentarze (4) »
czwartek, 01 marca 2012
Yay!
Długo czekałam, aż w końcu dzisiaj przyszedł długo oczekiwany email, moje serce podskoczyło z radości, kiedy czytałam zawartość z wiadomością, że zostałam zaakceptowana …do klubu matek z Amazon!     hihi:))

20% zniżki na pieluchy i chusteczki!

01:56, alexxela78
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 lutego 2012
Bardzo interesujące
Jednym z dzisiejszych tematów jaki pojawił się dzisiaj na mamowym forum ( członkiniami są mamy, które rodziły lub będą rodzić w Pennsy, czyli w Pennsylvania Hospital) było pytanie jednej z przyszłych mam, która ma termin na lato,  'ile kosztuje zwykły poród, ile cesarka, a ile prywatne pokoje bez ubezpieczenia'. Kobieta ubezpieczenie ma i wie co akurat jej pokrywa. Temat wydał mi się bardzo interesujący, więc czekałam z niecierpliwością na odpowiedzi innych mam i bam, pierwsza odpowiedź przyszła po kilku minutach.

Kto nie siedzi, niech usiądzie! W 2010 roku, normalny poród z dwudniowym pobytem w szpitalu i ze zdrowym dzieckiem kosztował 8000 dolarów! I to bez epiduralu, za epidural był oddzielny rachunek, który wynosił 170 dolarów. Nieźle, co?

Za poród, który zaczął się naturalnie, a skończył cesarką plus sześć nocy w szpitalu inna matka dostała rachunek na 44,000 dolarów ( nie napisała w którym roku rodziła), z czego zapłaciła tylko co-pay bo miała ubezpieczenie. Wow, ceny są boskie!

Jestem bardzo ciekawa ile będzie kosztować poród w tym roku. Z tego co się orientowałam przed zajściem w ciążę, z ubezpieczeniem moim moje co-pay było 150 dolarów, jak noc w jakimś najlepszym hotelu!
Z tego co się orientuje jak ktoś chce mieć prywatny pokój, który niczym innym się nie różni od normalnego pokoju, to za noc każą sobie płacić 400 dolarów, według mnie totalna strata pieniedzy! No ale cóż wiem, że są chętni.

Pokoi w Pennsy jest dużo, są dwu osobowe, ale zazwyczaj masz cały pokój do swojej dyspozycji, bo pielęgniarki najpierw wydają wszystkie pokoje, a dopiero jak już wszystkie są pełne i nie ma wolnych to dokładają do nich nowe osoby i to do takiego pokoju gdzie wiedza, że za pare godzin i tak byłby pusty.


Inna interesującą rzecz jest taka, że od 14 lutego do dzisiejszego dnia schudłam 3 funty?!

W głowie mam notkę o weekendzie z wielka niespodzianką, ale jestem tak zmęczona dzisiaj, że nic mi się nie klei, obiecuję opisać  co się wydarzyło jak już odpocznę :)
01:42, alexxela78
Link Komentarze (8) »
środa, 22 lutego 2012
Już niedługo
Zostało mi dokładnie dwanaście dni roboczych, a potem dni wypełnione będą tylko wizytami u lekarzy i mam nadzieję, że nic nie robieniem oraz czekaniem na Młodego.

Taki jest oczywiście mój plan i mam nadzieje, że Młody będzie nadal ładnie współpracował z matką i da jej trochę odpoczynku przed Swoim wielkim wyjściem na ten świat :)


04:52, alexxela78
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 20 lutego 2012
34
W piątek zabraliśmy Młodego na operę Mozarta ;) Uczestniczyl w czasie pierwszego aktu, a potem zasnął snem kamiennym by obudzić się dopiero jak kładłam się spać, po czym poprzesuwał się trochę, powyciągał kończyny i znowu zasnął ;)

 A dzisiaj rozpychał się przy stole, odpychał mnie od stolu,  śmialiśmy się z Mattem, że się już najadł ;) Dzisiaj zdecydowanie jest ruchliwy, nie jest to kopanie, raczej przesuwanie ciałka w tą i z powrotem,  udeptywanie sobie miejsca ( coś podobnego jak koty robią, udeptujac sobie miejsce łapkami, takie mam uczucie) i wypychanie kończyn, nie za bardzo wiem którą w danym momencie. Tylko raz udało mi się odczuć, że kopnął mnie kościstą nóżką, niesamowite i tym samym dziwne uczucie.

A wczoraj zaczęliśmy 34 tydzień magicznej podróży życia ;)


04:47, alexxela78
Link Komentarze (6) »