RSS
piątek, 31 października 2008
Championship Parade
Link do zdjec tutaj:
http://www.philly.com/philly/gallery/World_Series_Parade.html?index=1

dopisane:
Nie mam zadnej koszulki Phillies- co za wstyd..ide do pracy na dokladnie dwie godziny, no zupelnie bezsensu, wiecej czasu strace na dojazd tam i z powrotem, bo tlumy wszedzie, a my mieszkamy na trasie parady ;)) Zyc nie umierac.

17:06, alexxela78
Link Komentarze (1) »
Wishing You a Scary Halloween!!!

woooowoooooo.........
03:30, alexxela78
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 października 2008

17:54, alexxela78
Link Dodaj komentarz »
New Year for Philadelphia













04:34, alexxela78
Link Dodaj komentarz »
Phillies won!
Jeszcze raz dziekuje za mile slowa i gratulacje. Dzisiaj wypisalam czek, wypelnilam dodatkowe papiery, a jutro jade do szkoly, zeby osobiscie im ten list oddac.
Nie pisalam, bo bylam lekko zakrecona wizyta tesciow, ktora opisze juz niedlugo, poza tym nie mam weny, choc tematow by sie znalazlo duzo.

Poza tym ogladam bejsbol-Phillies jak na razie wygrywaja, jest to piaty mecz. Jak dzisiaj wygraja to otrzymaja tytul World's Champions-pierwszy raz od lat 80'. Za tymi ostatnio dobrymi meczami stoi opowiesc o tym, ze jak William Penny, ktory jest umieszczony na szczycie City Hall, ktory byl najwyzszym budynkiem w Filadelfii, wszystkie druzyny sportowe wygrywaly do czasu jak w Filadelfii zaczeto budowac coraz to wyzsze wiezowce William Penny juz nie siedzial na najwyzszym budynku miasta, bo otaczaly go wysokie wiezowce, i co za tym idzie nikt nie wygrywal juz. Ostatnio w Filadelfii zbudowali bardzo wysoki budynek-Comcast i na jego dachu postawili malutka figurke Williama Penniego.

Mam dobre wiesci, Phillies wygrali. Philadelphia is on fire right now!! Czuje sie jakby byla na Sylwestrze, fani krzycza na zewnatrz, sztuczne ognie, ogolny szal cial!!
Mam nadzieje, ze nie bedzie zadnych zniszczen.

dopisane:
zdjecia juz wkrotce. Ale sie dzieje. Tlumy nieziemskie.
03:05, alexxela78
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 października 2008
Ajajajaj
Dzisiaj z rana same dobre wiadomosci. Pierwsza przyszla od siostry, ze Mama dostala wize i ze przylatuje juz niedlugo. Z sama posiadaczka wizy jeszcze nie rozmawialam, bo ogarniam dom i pieke przed jutrzejszym przyjazdem tesciow, a niedlugo do pracy musze sie szykowac. A druga dobra wiadomosc przyszla poczta...Dostalam sie na studia magisterskie!!! zaczynam w drugim tygodniu czerwca, a do nastepnego piatku musze zaklepac miejsce-$ 500 nie zwrotna zaliczka, zostanie mi odjete od rocznej oplaty. Rany boskie, otworzylam list, przeczytalam pierwsze zdanie i sie rozplakalam. Czyli jednak ta droga pojde, czyli jednak to jest moje przeznaczenie. Bardzo sie ciesze, ze dostalam odpowiedz, bo przez te dwa tygodnie bylam w zawieszeniu...Od poniedzialku zaczynam wysylac listy o stypendia i o inne 'darmowe' pieniadze, co by nie byc skazanym na 100% pozyczke. Czyli zostajemy w Stanach...No i z dzidziusiem poczekamy... Lece! Milego weekendu.
18:59, alexxela78
Link Komentarze (19) »
piątek, 17 października 2008
przed i po weekendzie
Codziennie mam probem ze wstaniem rano, tak zeby jeszcze przed praca cos zrobic, a to pojsc na silownie i pocwiczyc, a to posprzatac troche. Lista "to do" jest dluga, a ze mam czas to powinnam go wykorzystac, no ale nie zawsze mi sie udaje. Dzisiaj byl sukces. Wstalam o siodmej trzydziesci, ubralam sie w rzeczy na silownie i jeszcze przed wyjsciem zadzwonilam do Mamy pogadac, bo dawno nie rozmawialysmy. Po rozmowie doszlam do wniosku, ze zostane w domku. Umylam schody do piwnicy( reszte sprzatania zostawiam na inny dzien, bo musze mala szczotke z szufelka kupic, no i przydaloby sie kupic dwa regaly, co by wszystkie rzeczy mialy swoj kat, ale na ten projekt potrzebne sa pieniadze, wiec pewnie za miesiac sie zabiore za to), a potem zabralam sie za robienie marchewkowych muffinkow, bedzie cos do herbaty na sobote wieczor, kiedy to znajomi M. sie zapowiedzieli, wiec znowu weekend zapowiada sie zakrecony. W sobote po poludniu wybieramy sie do New Hope pospacerowac i wykorzystac piekna pogode, wieczorkiem grill i piwko co dla niektorych. Za tydzien przyjezdzaja tesciowie i mam nadzieje, ze do tego czasu przyjdzie zamowiony pare dni temu futon. Musze wiec kupic zestaw przescieradel, koc i poduszki. Zastanawiam sie nad kolorem. Poprzestawiac meble w 'goscinnym pokoju' co by sie futon ladnie prezentowal. Kupic nowe reczniki bo stare juz strasza.
Dobrze, ze mam wtorek i piatek wolny. I M. tez wezmie piatek wolny wiec bedziemy mogli razem to wszystko przygotowac.

Dzisiaj wieczorem musze jeszcze zawisic zdjecia na scianie, bo leza i czekaja juz od tygodnia.

A tydzien temu wyprawa na farme udala sie w stu procentach. Pogoda byla letnia. Slonce prazylo w policzki. Cudnie. Farma jest ogromna i slawna, wiec co tydzien zjezdza sie pelno ludzi z dziecmi, bo jak juz wczesniej pisalam, farma ma pelno roznych atrakcji, wlasnie dla dzieciakow.

My chcielismy kupic dynie, mielismy troche problemu z wyborem tej jedynej bo dyn bylo duzo. Sami zobaczcie:










Na farmie mozna tez bylo kupic wystroj jesienny, na halloween, a takze na zblizajace sie Swieta Dziekczynienia. Na poczatku myslelismy, ze wyrob 'zabawek' jest farmowy, dopiero potem popatrzylismy na metki: Made in China...





Po wybraniu wielkiej dyni i kilku malych dekoracyjnych, udalismy sie do piekarni, gdzie nabylismy miod wlasnej produkcji, pare dzemow, apple cider i najlepszy jaki kiedykolwiek jadlam wisniowo-waniliowy z posypanymi na wierzchu migdalami pie, czyli nasza polska tarta. Tarta rozkoszowalismy sie przez dwa dni. Pycha. Po piekarni poszlismy spacerkiem do sadu, w ktorym dostalismy pudlo i moglismy zrywac jablka. Sad piekny, jablka soczyste.






A tak zbieralismy jablka:

bardzo nowoczesny sposob ;)


I pod jablonia:



a na koniec wierszyk:



Przywiezlismy ze soba kartonik czerwonych i zielonych jablek, niestety juz nam sie koncza.


18:13, alexxela78
Link Komentarze (8) »
sobota, 11 października 2008
sie dzieje...
Nastepny piekny, jesienny dzien za mna. Uwielbiam indianskie lato. Lazurowe niebo, slonce i wiatr we wlosach. Ukoronowaniem dnia byla randka z mezem w sasiedzkiej, wloskiej restauracji. Uwielbiam takie male, swojskie restauracyjki, zdala od turystow. Jedzonko palce lizac. Nastepne miejsce godne polecenia. A plany na weekend mamy nastepujace, rano silownia ( to ja, zwlaszcza po tym dzisiejszej kolacji), potem Wegman... donosze najnowsze wiesci, ze przed chwilka przechodzila obok naszego domku grupa dzieciakow, ktora zdemolowala nam doniczki z kwiatami. W ramach czwartkowego wysilku fizycznego sprzatalam liscie i smieci z chodnika, przesadzalam kwiaty i na koniec wystawilam je przed dom.Piekne  chryzantemy. Kupilam jedne zolte a drugie zolto-pomaranczowe. No brak slow. Zadzwonilismy na policje, nie przyjechali, chyba takie sprawy ich nie interesuja. Musimy kupic nowe doniczki... Wracajac do tematu, to mamy tez zaplanowany spacer we dwoje, zdjecia dzielnicy, w ktorej mieszkamy. A w niedziele jedziemy na farme, po jablka, po dynie i apple cider. Juz nie moge sie doczekac. Farma organizuje rozne, fajne atrakcje dla dzieciakow, jak wycieczka do lasu na slomie, na  spotkanie z dobra czarownica, ktora opowiada bajki, ognisko z apple cider i marshmallow, gry w wyciaganie jablek z wody za ogonki. Takie fajne maja wieczorne wycieczki do lasu, wiec na bank atmosfera jest super. My jedziemy w ciagu dnia. Chociaz ta jazda na slomie, wieczorem przy blasku ksiezyca...mhmm...romantycznie...tylko, ze M. ma uczulenie na slome, wiec niebardzo to by bylo romantyczne. Farma ma tez wlasna piekarnie. Bedzie super. Zabieramy tez znajomych. Zapowiada sie niesamowity weekend, relaksujacy, takiego nam trzeba i pal licho sprzatanie!
05:03, alexxela78
Link Komentarze (1) »
czwartek, 09 października 2008
Interview
Do szkoly dojechalam z pol godzinnym wyprzedzeniem, bo balam sie, ze utkne w korku na 76, ktora zawsze jest zakorkowana, i nie wazne czy wyjezdzasz z miasta, czy wjezdzasz do niego. Ale o dziwo w tym akurat dniu wyjechalam bez korkow i dopiero przy zjezdzie z autostrady zastalam korek, posuwajacy sie do przodu, ale korek. Zupelnie sie tym nie martwilam, bo nie chcialam byc w szkole za wczesnie. Bylam akurat, zeby znalezc parking, zalatwic sie i upudrowac nosek w ubikacji. W ubikacji spotkalam studentke, ktora od razu spytala sie mnie, 'na interview?', zyczyla mi powodzenia i najlepsze jest to, ze po spotkaniu,  przed wyjsciem udalam sie znowu do ubikacji i spotkalam ta sama dziewczyne, usmialysmy sie ze spotkania.
Na dzien dobry, przywitala mnie bardzo mila pani portierka, zaskoczenie w pelni, bo portierki zazwyczaj sa gburowate, takie przynajmniej mam doswiadczenie. Dostalam plan dnia z wyznaczonymi godzinami na indywidualna rozmowe z dyrektorem oddzialu psychologii szkolnej. Moja rozmowa byla ta ostatnia, przed lunchem. O dziewiatej zebralismy sie w sali, bylo nas okolo dwudziestu, moze mniej, ludzi na rozne kierunki i te medyczne-z czego jest slynny ten college i na psychologiczne, dwie osoby na studia doktoranckie, jedna na studia konczace sie licencja-drugi etap i cztery osoby na magisterskie. Najpierw dyrektor szkoly opowiedzial nam o szkole, programach i nauczycielach, a potem juz w grupkach tematowych rozmawialismy o programie, jak to wszystko wyglada, przedstawialismy sie. Bylam najstarsza. Jedna seniorka, w maju konczy bachelor degree, druga ma 22 lata, trzecia barmanka 25 i ja. Z czego ja wygladalam jak najbardziej profesjonalnie w tym moim garniturku, jedna byla w sukience z biala bluzeczka, trzecia w czarnych spodniach i w bluzce, a czwarta-byla boska, ta barmanka, byla ubrana w niebieski sweter, z pod ktorego wystawala koronka od koszulki na ramiaczkach, do tego czarne spodnie, ktore ja ratowaly i klapki na koturnie. Po dyskusji i pytaniach, nastepnym etapem bylo czekanie na indywidualne rozmowy w wydziale psychologii. Bylo nam zimno i bylysmy wyglodzone. Rozmowy zaczely sie od 10.30 i trwaly do 12.30. Patrzac na czas i na ilosc osob, wyszlo na to, ze kazda z nas ma pol godziny. Ale dwie pierwsze rozmowy sie przeciagnely i byly prowadzone nie tylko z dyrektorem ale takze z jedna babka, ktora prowadzi jeden z kursow na studiach magisterskich. Nie wiem czy mam sie dopatrywac czegos, czytac miedzy wersami, ale te dwie pierwsze dziewczyny pracuja na pol etatu w zawodzie, np. jedna ma pod opieka rodzine z dzieckiem autystycznym, druga nie pamietam co dokladnie robi, ale w psychologicznym kregu. Kiedy trzecia osoba zostala wezwana do srodka, druga osoba prowadzaca rozmowe wyszla z pokoju i zostal tylko dyrektor i rozmowa byla krotsza. Potem ja weszlam. I ciesze sie, ze sie troche do tej rozmowy przygotowalam, bo tak przynajmnie sie nie jakalam i wiedzialam jak inteligentnie mu na te pytania odpowiedziec. Atmosfera nie byla napieta,relaksujaca, ze smiechem. Pytania w stylu, opowiedz mi o sobie, dlaczego ten program, zapytal sie mnie czy lubie/ nie lubie pracowac w grupie i dlaczego, w czym jestem dobra, czego moglabym nauczyc inne osoby, z jakim przedmiotem na studiach mialam problem i jak sobie z tym poradzilam i w sumie tyle. Na koniec mi powiedzial, ze do dwoch tygodni powinnam dostac odpowiedz: pozytywna, negatywna i trzecia mozliwosc-moze, czyli jestes zawieszona do odwolania-waiting list.
Bylam zaskoczona, ze bylo tak malo osob. Bylam pewna, ze bedzie duzo ludzi, zwlaszcza, ze miejsc jest tylko 19. Nie wiem, pozyjemy zobaczymy. Po rozmowach, byl lunch. Nie wiem dlaczego, ale wystroj byl typowo pogrzebowy-talerzyki, sztucce i serwetki w kolorze czarnym. Jedzonko dobre, kanapeczki, salatki i ciasteczka. Siedzialam z wlascicielkami psow i czulam sie chwilami jak piate kolo u wozu, kazda z osob pokazywala zdjecie pieska na telefonie. Smiac mi sie chcialo, bo zachowywaly sie gorzej niz matki dzieci. A po lunchu zabrala nas jedna z babek na wycieczke po campusie. Campus malutki, trzy budynki, z czego w jednym znajduje sie sala gimnastyczna, silownia i bilard z pilkarzykami. Po przyjezdzie do domku wyslalam email do dyrektora z podziekowaniami za rozmowe. I teraz czekam.
18:42, alexxela78
Link Komentarze (2) »
środa, 08 października 2008
Hi, I'm Alex and I'm crazy!
Juz po. Poltorej godziny przygotowywania do i po oraz samego zabiegu. Sprzed czterech lat zapamietalam tylko miejsce, te same lozka na kolkach, nawet lezalam w tym samym miejscu i mialam ta sama szafke z kluczykiem. Bardzo mili lekarze, zartowali ze mna do samego konca, po czym odplynelam w kraine snu. Jeszcze przed 'wyjazdem' do sali zabiegow mialam moznosc zobaczenia nagiego dziadka, ktory zostal przywieziony z zabiegu i doszedl do wniosku, ze przed ubraniem sie, chce skorzystac z toalety, a ja lezalam i mialam widok na drzwi toalety, wiec widze, ze idzie w swym niebieskim kubraczku, kubraczek dlugi, wiec widze tylko jego lydki, ale potem skrecil , zeby otworzyc drzwi i ukazal sie caly jego tyl. Widzialy to jeszcze dwie inne osoby-pielegniarz i pielegniarka, wiec mialam z kim wymienic usmiech. Sen byl krotki, dziwne bo budzisz sie zupelnie w innym miejscu, niz w tym ktorym zasypialas. Przynosza ci picie, pytaja jak sie czujesz i przynosza diagnoze. Nic. Nic nie znalezli. Nie wiem dlaczego, ale sie rozplakalam przy moim lekarzu. Taka jeszcze nie do konca obudzona. Pewnie dlatego, ze modlilam sie, zeby cos znalezli. Popatrzyl sie na mnie, spytal sie co sie stalo i zaczelismy rozmawiac. Ja, ze pewnie to stres, a on, ze wszystko bedzie dobrze, zycie zbyt krotkie zeby sie martwic. Teraz to juz na pewno mysli, ze jestem wariatka. Bo sie totalnie rozkleilam. Nawet nie mam ochoty przesuwac wizyty z listopada na pazdziernik. Pytanie co teraz. Moze terapia to nastepny krok dla mnie. Moze teraz powinnam sie zaczac przedstawiac, hi I'm Alex and I'm crazy!

03:58, alexxela78
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2