RSS
piątek, 28 września 2007
takie tam
A dzisiaj, nie wstalam o siodmej rano, jak co ranek, wstalam pozno, bo po dziesiatej. Odpuscilam, pomyslam, ze musze sie choc raz pospac dluzej, powylegiwac sie w lozeczku i na spokojnie podejsc do dnia. Olalam silownie, juz tydzien mnie tam nie bylo- bardzo zle. Musze sobie zrobic szczegolowy plan na nastepny tydzien. Powinnam tez jesc regularnie, a czego nie robie i pic wiecej wody. Matme zaliczylam. Nie dostalam 100 punktow, wiec sie nie ciesze, jest mozliwosc poprawy pod koniec semestru, ale ja tak nie chcialam, po to ucze sie codziennie i poswiecam weekend przed egzaminem aby dostac maksymalna ilosc, i chce miec to odfajkowane i podejsc do nastepnego, bo ciezko jest pisac egzamin z calego semestru. Poza bledami w tescie i bledami w ksiazce, byly zadania, ktore sie nie pojawily ani w zadaniu domowym, ani w klasie, w ksiazce tez ich nie pamietam.
Plany na weekend:
ogladanie domkow, to juz dzisiaj wieczorkiem,
umowic sie na korypetycje-znalazlam pomoc na uczelni,
fryzjer,
zanalizowac jedna z przeczytanych, krotkich historyjek-mam nadzieje, ze wena przyjdzie i mnie nie opusci,
przeczytac Carvera,
dokonczyc czytanie ksiazki nie zwiazanej ze szkola-czytam w wolnym czasie-bardzo piekna ksiazka.
Moze sie uda wyskoczyc wieczorem do kina.

17:07, alexxela78
Link Komentarze (4) »
środa, 26 września 2007
stres, stres, stres.
Co jest najlepsze na dzisiejszy stres przed egzaminowy? Nuttella z herbatnikami :) Po dwoch lyzeczkach jest mi strasznie slodko i chyba wolalam jak mnie mulilo caly dzien i jesc nie moglam ;) A poza tym, to Greg, znajomy M. ( z pracy) przeprowadza dzisiaj wywiad z Bono-no i M. poprosil Grega o mala przysluge, o autograf dla mnie, ciekawe czy Greg nie zapomni. Zastanawiam sie co Bono robi w Filadelfii? 
Poza tym jestem taka zakrecona, ze napisalam sobie na karteczce, co by zadzialalo na moja podswiadomosc, ze zdam ten test z matmy na A. Cos chyba jest ze mna nie tak, ze tak bardzo denerwuje sie tym testem.
17:13, alexxela78
Link Komentarze (3) »
wtorek, 25 września 2007
marzenia scietej glowy
Jestem zmeczona, wyzuta do cna. Choc nie ma jeszcze dziewiatej wieczorem, ja juz marze o snie. W ramach odpoczynku umylam naczynia, przygotowalam lunch dla M. na jutro i chyba sie spakuje i pojde pod prysznic, bo z tym bolem glowy juz nic wiecej nie zrobie. Weekend zostal podzielony i obdarowany w 100% robota, rano-domowe roboty, w stylu pranie, zakupy, a potem nauka, a wieczorem kiedy glowa byla wypelniona myslami juz do konca-spedzanie czasu z M. Kupilam sobie Carvera-to na podstawie jego zycia i jego historyjek,  bede pisac moja koncowa prace-research paper-nigdy w zyciu nie pisalam takiej pracy, wiec pewnie bedzie wesolo. Dobrze sie go czyta, interesujace, wciagajace historyjki, zapadajace w pamiec. Wylaniaja sie pierwsze problemy, na ktorych autor sie skupia, najwazniejsze to wejsc glebiej, odczytac przeslanie, znalezc ukryty problem, a to zazwyczaj nie lezy na powierzni, "to" jest ukryte pod wieloma warstwami-jeszcze nie odkrylam-mam nadzieje, ze dojde. Szczerze, to boje sie tego testu z matmy, choc mysle, ze rozumiem, to nie czuje sie pewna siebie.
W piatek bylismy, jednak na komedii, ktora sie okazala sie beznadziejna, zly wybor, ale M. dzielnie zniosl ;) Piatek zaczal sie bardzo milo i slodko, ale skonczyl sie fatalnie, wiec wymazuje z pamieci.

03:03, alexxela78
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 września 2007
wolny piatek
Cudowna jest pogoda na dworze, slonce, cieplo, pieknie!! Wyszlam dzisiaj z domu po osmej i choc mam dzisiaj dzien wolny do domku wrocilam dopiero po trzeciej. Rano trening, przez dwa tygodnie nie bede widziec trenera, bo wyjezdza. Najpierw do Meksyku, na swa walke, a potem bierze tydzien wolnego, aby wrocic do stanu uzywalnosci ;) Po treningu, po czek, do banku, potem w locie na kanapke, zagladnelam do paru sklepow-i tylko krotki plaszczyk wpadl mi w oko i tyle :( butow jesiennych i zimowych nie znalazlam, potem wpadlam do paru dzieciecych sklepow-zastanawiam sie co by tutaj mojej kolezance sprezentowac, dla jej przyszlosciowego dzidziusia-w sumie mam jeszcze duzo czasu, ale dobrze by bylo sie zastanowic, w ktora strone, bo pomyslow mam duzo, jak zawsze ;), potem M. mi wyslal smsa, ze skonczy wczesnie, bo ma pracowac w nocy, wiec chce spedzic, ze mna popoludnie, wiec pomyslalam, ze zmienie moje plany..potem mi wyslal, ze pewnie o pierwszej nie skonczy, a potem sie okazalo, ze pracowac w nocy nie musi, wiec skonczy prace o normalnej porze, czyli pewnie o szostej-zakrecone. Po drodze do domu wstapilam kupic kartki, ale sie okazalo, ze nie moge zaplacic karta, wiec polecialam do banku, potem do cvsu i wracajac okazalo sie, ze sklepik z katkami chwilowo zamkniety-kurcze. Przyszlam do domciu, zobaczylam ten balagan, ktory mialam i wciaz mam w planie posprzatac, i mi sie odechcialo, wiec postanowilam posiedziec  sobie na patio, w sloneczku, z zielona, zimna herbatka i odpoczac chwilke, bo w koncu mi sie nalezy. Za chwilke musze pobiegnac do sklepiku po moje kartki! A i jeszcze jedno...co mnie martwi ostatnio i nie wiem co z tym fantem zrobic, bo zauwazylam ostatnio na mojej skorze rak, male , rozlane, biale plamy-moze niedokladnie biale, ale kolor znacznie jasniejszy od mojej opalenizny i nie wiem co to jest i skad sie wzielo i czy sobie pojdzie? Oczywiscie jak to zobaczylam, to tylko jedna mysl mi przez glowe przebiegla i mam nadzieje, ze to nie to!! Bo przeciez nie moge miec wszystkich problemow skornych, prawda? A wieczorem spedzamy czas we dwoje i idziemy do kina. Wlasnie sobie popatrzylam na liste filmow i kurcze nie ma dzisiaj mojej komedii, ktora chcialam poogladac, widze, ze znowu wyjdzie na to, ze idziemy ogladac M. film, czyli Resident Evil: Extinction. 
22:12, alexxela78
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 września 2007
A co u mnie?
A ja znowu sie stresuje. Czym? jak to czym. Tym samym. Wczoraj podchodzilam pare razy do mojego zadania domowego z matmy, a to z jednej strony, a to z drugiej. Glupio sie przyznac, ale nie umiem go rozwiazac. Dzisiaj wiec obudzilam sie ze stresem. Nie cierpie takich sytuacji. Jeszcze pare dni temu widzialam swiatelko w tunelu, a wczoraj zgaslo. I moze robie z igly widly, i moze jestem wariatka, ale nie lubie isc do szkoly nie przygotowana. A moze jednak cos jest ze mna nie tak, bo na tym etapie zycia powinnam sie denerwowac czyms innym niz szkola, nieprawdaz? Wczoraj wieczorem, przed pojsciem do lozka M. zapytal sie mnie, gaszac swiatlo, czy jestem gotowa zaczac nastepny tydzien pracy? a ja mu odpowiedzialam na prace zawsze jestem gotowa, do szkoly mniej... No wlasnie czas sie szykowac do pracy.


Dopisane:

W koncu doszlam z trzeciej strony do tego zadania, mialam chwilke czasu w pracy, popatrzylam,  zablysnela mi zaroweczka i rozwiazalam. I czuje sie lepiej.
14:59, alexxela78
Link Komentarze (2) »
piątek, 14 września 2007
leniwy piatek
A dzisiaj to mam chyba jakiegos rannego lenia, bo choc powinnam zaraz po przyjsciu z godzinnego treningu wziac prysznic, przebrac sie i zaczac sie uczyc-wykorzystac czas przed praca, to ja zrobilam sobie pycha sniadanko-ryzowe kanapeczki z topionym serkiem, ze szczypiorkiem, ogorkiem i rzodkiewka-tak jak lubie, bardziej wiosenne, niz jesienne sniadanko; zasiadlam przed laptopem i zaczelam zagladac na blogi i nie moge sie ruszyc. Na dodatek po drodze do domku, kupilam sobie hanute -pamietacie niemiecki przysmak wafelek z orzechowo/nutellowym nadzieniem ?-pamietam smak, nie pamietam kiedy ostatni raz mialam hanute w ustach. A wczoraj kupilam sobie sloneczniki, sa piekne, stoja sobie centralnie na stole kuchennym, wiec patrze na nie co jakis czas i sie usmiecham do siebie. Sloneczko na dworze, sloneczko w domu, dobrze jest, i na dodatek piatek. Dobra, pora sie wziac do roboty. Milego weekendu :))
17:26, alexxela78
Link Komentarze (1) »
czwartek, 13 września 2007
its good for now
Nie chce nic zapeszac, ale na razie wszystko idzie do przodu. Tylko czasu mi brakuje i czasem zasypiam nad ksiazka. Dzis dopiero dziesiata, a ja juz marze o lozeczku, zaczelam dzien wczesnie od treningu, cale szczescie, ze bylam umowiona z Aaronem, bo pewnie bym nie wstala, a potem odrobilam zadania domowe, a potem do pracy i koniec dnia. Jutro rano do szkolki, potem lunch z ukochanym, do pracy i mam nadzieje, ze na koniec dnia uda nam sie obejrzec raz jeszcze domek, ktory wczoraj nam sie spodobal i mam nadzieje, ze w koncu uda nam sie zamknac choc jedna sprawe-szczegoly pewnie wkrotce :) Choc wciaz goraco i slonecznie, to juz czuc ta jesien-niebieskie niebo nad glowa, lekki, odswiezajacy wiaterek-cud, miod i orzeszki ;)
Tak sie ostatnio zastanawialam, dlaczego ja sie tak przejmuje niektorymi sprawami, po co sobie zycie truje, czy warto sie tak stresowac?
04:22, alexxela78
Link Komentarze (4) »
niedziela, 09 września 2007
zycie
Wiecie czego nie lubie? Nie lubie kiedy jest weekend i ja siedze nad matma, jak na przyklad teraz, a M. jest na dworze-spaceruje, dookola pelno roznych fajnych rzeczy sie dzieje, a tu jarmark zielony na naszej ulicy, a tam dalej zespol spiewa. A ja, siedze i nawet cos zrozumialam, znalazlam maly sens w calej tej niesensownosci, rozwiazuje zadanie domowe i nawet mi wychodzi, zastanawiam sie tylko czy w dobrym kierunku ida moje mysli. Ach...takie jest moje zycie, ksiazkowe, brne przez strony rozdzialu na temat funkcji, strasznie zagmatfane moim zdaniem, przeciez mozna prosciej, przeciez matematyka nie powinna byc az tak zakrecona, probuje wylapywac to co jest mi potrzebne, bo czytajac czuje, ze to ziarnko prawdy jest przykryte za duzo iloscia niepotrzebnych mi informacji. Powtarzam sobie jak mantre bedzie dobrze, zdam na "B" ( bede szczesliwa, wiecej mi nie potrzeba), tylko do grudnia, a potem wolnosc od bezsensownosci, ktora w zyciu nie ma zupelnie zastosowania. Z angielskiego przeczytalam dwie opowiesci, krotkie, fajne-dokladnie zinterpretowalam tylko jedna, druga stoi w kolejce-szczerze nie lubie tematow wojennych, ale czuje, ze z angielskim bedzie dobrze-bardzo duzo pracy, ale dam rade, nigdy w zyciu nie pisalam "research paper" ale dam rade...Boze, jak ja marze o koncu.

Przyszly tydzien i kolejne tygodnie beda rowno zakrecone: praca/szkola/nauka/treningi/silownia/gotowanie/sprzatanie/ogladanie domkow/ w sobote pomaganie najblizszym znajomym w przeprowadzce/ w miedzyczasie spedzanie czasu z M.-mam nadzieje, ze znowu mi sie uda zadowolic wszystkich. Podziwiam osoby, ktore maja jeszcze jeden punkt-dzieci. Jedno jest pewne, trzeba byc bardzo zorganizowanym i nie tracic pewnosci siebie.

20:18, alexxela78
Link Komentarze (2) »
sobota, 08 września 2007
Z wizyta...
Jak juz pisalam wczesniej, podczas naszego pobytu w Pittsburghu bylismy w pieknym ogrodzie botanicznym polaczonym z wystawa szkla. Zdjecia przerzucilam na stronke i ponizej umieszczam fotorelacje. Milego ogladania ;))



04:50, alexxela78
Link Komentarze (3) »
wtorek, 04 września 2007
zalamanie
Zajecia zaczelam o 9.30 rano, weszlam do klasy , usiadlam, rozgladnelam sie, dwadziescia pare osob, czarni/biali/skosnoocy, wszyscy czekamy na nauczyciela z matematyki, ktory nagle wpada ze stosem papierow pod reka...sprawdza obecnosc, rozdaje plan, zadanie domowe i pierwszy rozdzial swojej ksiazki. Plus jeden jest-nie trzeba wydawac pieniedzy na ksiazki i to chyba jeden plus..reszta od samego poczatku do negatywy-naprawde trzeba bedzie sie ostro wziac za nauke i szczerze ostatnia klasa z matmy to pikus w porownaniu z tym co mysle bedzie sie dzialo...po pierwsze nie mozna przynosic kalkulatorow..z jednej strony ma fajne podejscie, bo mowi, ze idea tego kursu jest pokazanie matematyki od strony common sense, a nie dlatego, ze ktos tak powiedzial, dochodzenie prawdy, a nie wkuwanie na pamiec, nie prowadzenie notatek, a sluchanie, przede wszystkim przygotowanie studentow do normalnego zycia i wykorzystania matematyki w codziennosci tego zycia...co klase- zadania do zrobienia, trzy testy-25 punktow, wielokrotnego wyboru..poza tym facet klnie, krzyczy i jest osoba zakrecona na punkcie swojego zawodu-istny fanatyk. Dal nam rowniez do przeczytania komentarze na swoj temat- w wiekszosci bardzo negatywne, nie nastraja mnie to pozytywnie, bo jesli mamy nie uzywac pamieci, to dlaczego nie wolno nam przynosic kalkulatorow, w rzeczywistosci takie wlasnie rzeczy pomagaja czlowiekowi..mam wielka ochote zmienic nauczyciela, cala lekcje zastanawialam sie co ja tutaj robie, za czyje grzechy mam sie siedziec i sluchac tego...two choices: drop the class, or do it and hope that I will survive with the A or B. Szczerze nawet nie mam z kim o tym pogadac, bo znam M.-powie mi, a dasz rade, bedzie dobrze i skonczy temat...co do angielskiego, to mysle, ze sobie poradze, tym razem bedzie sie trzeba udzielac sie w dyskusji i gadac, bo to tez bedzie elementem oceny koncowej, ale facet jest fajny...och...czuje sie jak w liceum z zakreconym nauczycielami wokol- i cholera nie mam planu B-i sobie mysle, ze juz to przerabialam i po jakie licho, musze przez to przechodzic raz jeszcze i do dupy mi ta matma, naprawde nie rozumiem tych glupich amerykanskich wymagan, jesli chodzi o zdawanie na uniwerek..psychologia jest nauka humanistyczna, koniec i kropka. I co ja robie w tej Hameryce, he? jedynym, glownym powodem jest M... Tak bardzo zazdroszcze M., ze delektuje sie dzisiejszym dniem pracy, bo ja tutaj klne pod nosem, nie taki mialam plan na zycie...ide do banku, bo sie tu rozkleilam na dobre, a trzeba sie wziac do roboty.
21:50, alexxela78
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2