RSS
wtorek, 24 lipca 2012
Roznice, wysypka i spalony nos
Nie wiem czy juz wspominalam wczesniej, ale Mlody nabawil sie wysypki. Pojawily mu sie suche placki na brzuchu pare dni po tym jak tu przylecielismy. Wykapalam go pare razy w krochmalu i myslalam, ze to nic i pewnie zaraz przejdzie, ale nie przechodzilo. Zaczelam winic wode za te placki, bo nic innego nie zmienilismy, wszystko to samo, ale doszlam do wniosku, ze za tydzien idziemy na szczepienia, a potem wylatujemy, wiec chce aby to doktor zobaczyl tak na wszelki wypadek. Dzwonie wiec dzisiaj z rana, przestawiam sytuacje, jeszcze nie zapytalam sie o termin, a pani juz sie spyta, a 'kiedy chcialabym przyjsc?', pierwsze zdziwienie, wiec pytam sie kiedy jest dostepna pani X ( pani Y do ktorej do celowo chce chodzic jest na wakacjach, ale pani X, ktora w opinii publicznej uzyskala drugie miejsce  w tym tygodniu jest), babka mi odpowiada, ze jest dzisiaj i ze moge przyjsc po poludniu. Bieganina mysli, kurcze nog nie ogolilam, wlosy w kitke zawiaze, no dobra mowie, na czwarta dam rade. Popatrzylam sobie na gps na telefonie i widze, ze moge wziac jedna ze sciezek i ze zajmie mi to okolo 25 min. No, troszke dluzej mi to zajelo, ale szybkim krokiem doszlam, mijajac po drodze bardzo agresywna i bardzo glosna klotnie na parkingu przy jednym z parkow. Matt sie pytal, to o co sie klocili, chetnie bym przystanela i posluchala, ale czasu nie mialam.
Gabinet zgrabniutki, nie musialam dlugo czekac, nawet nie wypelnilam do konca papierow, a juz mnie wzywali. Najpierw spotkanie z pielegniarka i wywiad, jak wszedzie. Wazenie i mierzenie i wychodzi na to, ze facet trzyma linie: 13 funtow 1 oz (5.9 kg), a mierzy 24 i3/4 inch (62.9 cm). 21 czerwca wazyl 11.10 funtow, ale nie pamietam ile mierzyl, a gdzies posialam karteczke.

Potem przyszla pani doktor, bardzo mila. Mlody rozdawal usmiechy na lewo i prawo, przy badaniu uszu nie chcial sie patrzec na przyrzad, tylko podziwial obrazki ;) no i tak jak myslalam wina jest klimat. Z mokrego przeprowadzilismy sie do suchego, wiec balsamowac i balsamowac i jest nadzieja, ze przejdzie. Na koniec niestety nie doslalam podsumowania wizyty, jakie dostawalam u pediatry w Filadelfii, bardzo sie zdziwilam, wiec poprosilam, zeby mi napisala ile wazy i mierzy. Szkoda, tego bedzie mi brakowac. tamtejszy gabinet bardzo fajnie to obmyslil, kazdy rodzic dostawal cale podsumowanie wizyty plus infomacje dodatkowe, np. jak sie dziecko rozwija w tym tygodniu/miesiacu, infomacje na temat szczepionek, czego sie mozna spodziewac i jakie szczepionki kiedy i inne takie wazne infomacje, ogolnie bardzo przydatne. Ktos zrobil dobre zadanie domowe, poszukal i powielil. A na pierwszej takiej wizycie dostawalas segregator, wiec moglas 'wklejac' do niego wszystkie te karteczki. Bardzo fajny pomysl. Niestety tutaj widze, ze tak nie bedzie, wielka szkoda. Matt mowi, zebym im pokazala i podsunela pomysl, juz widze ich miny, ale nie omieszkam im podunac takiego pomyslu.

W drodze powrotnej sobie gawedzilismy, Mlody wyraznie cwiczyl literke 'r', wiec caly czas bylo 'rrrrrrrrr', smial sie i chichotal jak z nim rozmawialam, a potem nagle sie zbuntowal, akurat w tym momencie kiedy musialam go zaslonic bo slonce centralnie w niego celowalo, a jak wiadomo facet nie lubi byc zakrywany, On chce Ciebie widziec i tyle, wiec pod koniec juz na syrenie szybkim krokiem szlam, a potem juz jakies 15 min od domu musialam go wziac w ergo, bo facet odmowil wspolpracy siedzenia w wozku, normalnie sie zachowywal jak dwulatek, ktoremu karza w wozku siedziec, wiec go wsadzilam do ergo i jak makiem zasial, pewnie sobie pomyslal, 'no w koncu matka sie domyslilas, ze chce byc na rekach' i tak doszlismy do osiedla, wtachalam wozek i bylo wielkie karmienie, potem troche zabawy, potem tato przyszedl z pracy, a potem juz szybko kapiel, jeszcze raz jedzonko i odlot. Koniec dnia ;)


No a wczoraj bylismy w SF. Niesamowita jest ta roznica pogodowa. Dziesiec stopni roznicy pomiedzy Walnut Creek, a SF. Popatrzylam na temperatury i odpowiednio Mlodego ubralam w dlugie spodnie, wiec zanim doszlismy na metro pewnie mu bylo lekko goraco, a tam wiaterek i zimniej, wiec w pewnym momencie ubieralam mu bluze i czape. Wysiedlismy nad woda i poszlismy najpierw cos przekasic do "ferry building' wielka hala w ktorej mieszcza sie rozne punkty sprzedajace jedzonko. Przy okazji znalezli piekarnie i niesamowity chleb i w porownaniu z cenami ukochanej piekarni w Philly, te chleby byly o wiele tansze, a rownie dobre jak i nie lepsze. Kupilismy dwa bochenki i dwie kanapki i poszlismy nad wode sobie posiedziec i zjesc. Pieknie, a potem spacerkiem wzdluz brzegu do piera skad rozciaga sie widok na Alcatraz, a potem szukalismy wolnej lawki, co bym mogla nakarmic Artura i tak szukalismy i nie moglismy znalezc. Chyba po dobrej pol godzinie znalezlismy jakies osiedle i tam wolna lawke. A tlumy nad woda lekko mnie juz wytracaly z rownowagi jak tak przemierzalismy szybkim krokiem pojacie przestrzeni wypelnionej ludzmi. A jak juz Arturek pojadl, potem olal mame i siebie, to poszlismy w glab miasta przez centrum finansowe, gdzie bylo cicho i spokojnie, do centrum minelismy po drodze hotelik, w ktorym spalismy rok temu. Mile wspomnienie, ze bylismy tak rok temu, a rok pozniej jestesmy w tym samym miejscu z malym czlowieczkiem ;) i przez brame Chinatown poszlismy do chinskiej dzielnicy. Pochodzilismy, kupilismy Mlodemu obrazek smoka z opisem jego cech charakteru, bo Arturek wedlug chinskiego zodiaku jest smokiem i pizamke rowniez ze smokiem ;) potem poczulam, ze musimy znalezc szybko jakas kafejke, albo park bo trzeba Artura przebrac, wiec szukalismy znowu lawki..aaa. Udalo sie szybko znalezc maly parczek, Mlody zostal szybko przewiniety,a potem juz szybkim marszem do metra, bo pozno sie robilo, a my zmeczeni.

Wieczorem popatrzylam sie do lustra i od razu sobie pomyslalam, ze zapomnialam przed wyjsciem nasmarowac sie kremem z filtrem i mam spalony nos, plus opalenizna na farmera i stopy w centki, super! wygladam w to lato odlotowo ;)
06:32, alexxela78
Link Komentarze (11) »
sobota, 21 lipca 2012
Wrazenia
Bardzo mi sie tu podoba. Ciesze sie, ze mieszkamy na wsi, czy moze powinnam napisac na przedmiesciach San Francisco?
Walnut Creek jest pieknym miasteczkiem, w porownaniu z Filadelfia ma o wiele wiecej fajowych sklepikow i restauracyjek. Jest czyste, ludzie sa mili i usmiechnieci, przepuszczaja Cie na pasach/przejsciach, jak widza, ze czekasz z wozkiem, a nie ma pasow, czy swiatla dla Ciebie. Bylam w szoku, jak wszyscy grzecznie z obu stron sie zatrzymali, az sie sama siebie zapytalam w duchu, czy to dla mnie?
Mieszkamy na osiedlu, oddalonym od centrum o 1.2 mile, jakies 40 min spacerkiem, czy jesli ide szybszym krokiem to i w pol godziny dojde. Na wyciagniecie reki, czy moze bardziej buta mam dwie sciezki, pierwsza nazywa sie Iron Horse Trail i ta sciezka moge na przyklad dojsc do centrum Walnut Creek. Sciezka jest cudowna, znajduje sie na tylach domow i osiedli mieszkaniowych, jest pokryta asfaltem, wiec oprocz biegaczy, chodzacych, sa tez rowerzysci i ludzie na rolkach. Pelno dookola pieknej przyrody, palmy, kwitnace krzewy, wszystko cieszy oko.




 Na sciezce nie ma niestety zadnych laweczek, ale przy zejsciu do centrum jest pare piknikowych miejsc, ewentualnie mozna sie na trawie polozyc ;)











Po drodze znalazlam tez malutki park w ktorym to parku miesci sie plac zabaw, chyba jeden z najblizszych mi. Schodzac ze sciezki i idac w kierunku juz centrum mijam nastepny park, w ktorym to parku znajduje sie duzy plac zabaw z piaskiem i woda. Chyba po raz pierwszy w Stanach widze plac zabaw z piaskiem, zamiast miekkiej wykladziny, jest tez piaskownica i miejsce skad leci woda, wiec mozna polaczyc dwie zabawy i masz upaprane po uszy dziecko ;)) W parku dostrzeglam pelno mam i dzieci.
Znalazlam tez i biblioteke ;) I odkrylam, ze na piechote moge dojsc do whole foods. Powoli lacze punkty w calosc i odkrywam, ze mozna dojsc, ze nie jest to daleko.

Innym razem z Iron Horse Trail skrecilam w lewo i tak odkrylam druga sciezke, ktora sie nazywa Contra Costa Canal Trail i biegnie przy kanale i jest rownie przepiekna jak ta pierwsza.





Zaczelam tez zagladac do ogrodkow i zauwazylam, ze prawie kazdy ma w swoim ogrodeczku drzewko pomaranczowe!



Az mi slinka wczoraj poleciala na widok tych wielgachnych owocow ...Jedni siedza pod grusza, a ja chetnie bym sobie polezala pod takim drzewem pomaranczowym ;)

mam nadzieje, ze kiedys sie dorobimy domku z takim drzewem pomaranczowym ;)

Niektorzy maja tez drzewa z cytrynami:



dawno nie widzialam takich wielgachnych cytryn, i nie, nie sa to grejpfruty. Niesamowite jest to, jak te owoce rosna, na jednej galezi moga byc owoce dojrzale, gotowe do zerwania jak i malutkie zielone, dopiero sie rozwijace.

Wczoraj sobie zeszlismy z tej sciezki i znalezlismy staw z kaczkami i gesiami:






i malutki park w ktorym to mozna sobie pocwiczyc:





chyba z dziesiec naliczylam takich przygotowanych zestawow rozsianych po calym parku.
Z parku widac tez gory, bo tak, my mieszkamy w dolnie i chociaz najlepiej te gory widac jak sie jedzie autostrada, to i tu mozna je zobaczyc:



o tu ;)



Arturek dzielnie mi towarzyszy z zwiedzaniu okolicy, czasem pospi, czasem ze mna pogada i podzieli sie wrazeniami o okolicy.

Zaliczylismy juz przebieranie na lonie natury:




Jeszcze basen na nas czeka. Basen na wyciagniecie reki, ale jakos ostatnio nie mamy do niego po drodze, a tu dlugiego rekawa nie mialam dla niego, a tu majtek, czyt. pieluchy, a tu za goraco, a teraz doszlam do wniosku, ze poczekam az mu przejdzie wysypka, ktora ma juz od momentu kiedy tu przylecielismy.

takie suche platy na brzuchu. Probowalismy juz kapieli w krochmalu, z olejem, teraz smaruje mu je moim mlekiem ( Mlody uwaza, ze jest to bardzo smieszne) i dzisiaj przyszedl aquaphor wiec mam nadzieje, ze pomoze i wysypka sobie pojdzie. Mysle, ze winowajca jest woda? jak nie przejdzie to idziemy pod koniec lipca do lekarza wiec moze on cos poradzi, a na razie wszymalam codzienne mycie.

Jak nie jestesmy na spacerku to bawimy sie w domu na macie. Arturek uwielbia mate i wigibasy na niej. Udaje sie mu tez oszukac Matke, ktora kladzie go na brzuch, a Arturek polezy chwile, a potem kladzie glowe i cwiczy nogi i pupe, czyli pelzanie, zeby zaraz po tym przekrecic sie na bok, a z boku na plecy i yay! taki to spryciur!

A ja, jak jestesmy w domu, odpakowywuje kolejne kartony, ukladam ksiazki, sprzatam, piore i probuje ustalic Mlodemu jakis grafik jedzeniowo-spaniowy. Na razie Mlody spal i spi u nas w gondoli, ale od wczoraj, w koncu znalazlam wszystko do lozeczka, klade go na drzemki w lozeczku. Dzisiaj z szumem deszczu i z kamerka.
A ja sie zastanawiam jak mu pomoc ze spaniem, bo Artur ladnie zasypia po wieczornym cycusiu, ale w dzien ma problem z zasnieciem i sie wybudza. Moze spi godzine, no chyba ze na mnie wtedy spimy razem ;)

Zastanawiam sie rowniez co zrobic z faktem takim, ze pokoik Mlodego jest zaraz przy salonie i ze na jednej scianie, tej od salonu ma to:



jak to zobaczylam to sie bardzo wkurzylam, bo juz nie mowie o swietle dochodzacym z salonu, ale tez o halasie! Zwazywszy na to, ze i kuchnia tam i drzwi wejsciowe i zycie sie toczy tam, wiec z jednej strony pokoik juz prawie gotowy na Artura, a z drugiej strony mam mieszane uczucia aby go tam dac. Jakies pomysly drogie kolezanki na dziure w scianie?

jest to jeden z minusow tego mieszkania. Nie wspominajac, ze male jest i ze nie ma windy i trzeba dzwigac wozek, juz pomijam to, bo ladnie tu, ale to!

Na razie Mlody zasnal, w koncu, tfu tfu...

A tu jeszcze On, smieszek :)
 z okazji dzisiejszych 16 tygodni!!


i jedno na macie:



do nastepnego! Milego weekendu! My mamy w planie targ i wizyte w SF ;)
01:32, alexxela78
Link Komentarze (6) »
niedziela, 15 lipca 2012
Gadula ;)
06:27, alexxela78
Link Komentarze (7) »
piątek, 13 lipca 2012
za szybko!
Arturku!

15 tygodni Ci dzisiaj mija! Jak to sie pytam, dlaczego tak szybko? lezka sie kreci w oku jak patrze na zdjecia z kwietnia i widze jak sie zmieniasz nie tylko na twarzy, ale jak obserwujesz swiat dookola swoimi wielkimi niebieskimi oczami, jak zagadujesz do mnie, jak Ci sie smieja oczy jak mi opowiadasz o tym swiecie, jestes przekochany! Moglabym godzinami patrzec na Ciebie i wdychac bo pachniesz cudnie.

Nie moge sie Toba nasycic, wciaz mi za malo. Serce topnieje kiedy przerywasz karmienie aby sie usmiechnac do mnie, powiedziec pare 'hhh' i 'gggrrr' i chwycic sutek ponownie, by za moment zrobic dokladnie to samo i rzucic mi spojrzenie spod twych pieknych dlugich rzes.

Tak bardzo Cie kocham i dziekuje, ze wybrales wlasnie mnie na swoja Mame ;)

 
06:55, alexxela78
Link Komentarze (7) »
wtorek, 10 lipca 2012
wpadlam
Dzieki mojej Mamie robie sobie codziennie koktajle na bazie jogurtu greckiego. Zazwyczaj wrzucam banana, truskawki, a jak mam w lodowce jagody to tez ich tam garstka laduje. Miksuje i zjadam na sniadanie badz kolacje ;)

A dzieki przyszywanej tesciowej zasmakowalam sie w greckim jogurcie mrozonym produkowanym przez firme Oikos, pycha! Dostepny w whole foods, dla tych ktorzy w Stanach robia zakupy ;))
00:42, alexxela78
Link Komentarze (4) »
A ja mam
 w domu Francuza, ktory caly czas sie do mnie usmiecha i czaruje ;)
00:38, alexxela78
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 09 lipca 2012
do ostatniej notki
Zapomnialam przeciez napisac w poprzedniej notce, ze mile jest uczucie, ze sama sobie poradzilam z malym czlowieczkiem. Ze zdana tylko na siebie dalam rade. Ciezko bylo chwilami i na pewno latwiej jest podrozowac z druga osoba, wiec czuje ze zdalam egzamin, ze nastepne samotne loty z Arturkiem beda jeszcze lepsze. Juz wiem co mi sie sprawdzilo, a co nie ;) W koncu lecimy znowu sami za pare tygodni, tym razem do Polski. Jestem podekscytowana tym, ze udalo sie kupic bilety w linii z ktora latam od lat i ze bede miec lozeczko dla Artura i ze bede miec do dyspozycji dwa miejsca i ze nie bede musiala sie afiszowac moim biustem. Bedzie to dlugi lot, ale mam nadzieje, ze w wiekszosci bedzie przespany. I jestem ciekawa jak sobie poradzimy z zapasem 9 godzin ;)

I zapomnialam napisac o mezulku, ktory tez dal rade! Zapakowal ciezarowke az pod sufit naszym dobytkiem z pomoca dwoch kolegow, a potem przejechal z jednego konca na drugi. Cale szczescie nie robil tego sam, a ze znajoma, z ktora dzielil sie rowno jazda. Wyjechal we wtorek po zapakowaniu ciezarowki, do Pittsburgha jechal sam, a stamtad juz ze znajoma, przez Ohio, Indiane, Illinois, Iowe, Nebraske, Wyoming, Utah, Nevade i Californie. W Walnut Creek byli w sobote rano. Duzo przygod i wspomien w kieszeni. A pierwszy dzien w pracy mial w poniedzialek, w ten sam w ktory nad ranem ja z Arturem przylecialam, wiec po przespaniu tylko paru godzin byl bardzo zmeczony, opowiadal mi, ze bal sie, ze w pewnym momencie zasnie nad lanczem, ale udalo mu sie dotrwac do konca dnia.
17:06, alexxela78
Link Komentarze (4) »
niedziela, 08 lipca 2012
Deja vu
Jutro nad ranem minie tydzien jak tu jestem. Po koszmarze lotnicznym jaki przezylismy z panem Arturem mam na razie dosyc lotow krajowych, bo zeszlej niedzieli nie moglismy doleciec do celu i zamiast byc w SF przed szosta wieczorem, bylismy przed druga rano!

Arturek, przez caly ten czas, ktory spedzilismy na lotnisku w Chicago byl bardzo grzeczny, jak nie spal to slal usmiechy na lewo i prawo, a jak nie slal to gaworzyl, a jak nie gaworzyl to jadl, a ze trudno bylo sie schowac bo ludu wszedzie duzo to matka centralnie wystawiala piers na swiatlo dzienne zgodnie z motto, ze nigdy wiecej tych ludzi nie zobaczy, wiec kto zobaczyl to jego ;), a jak nie jadl to spal na mnie, albo w chuscie, albo bez. Plakal tez, ale malo. Kto by nie plakal w sytuacji kiedy swiatlo w oczy kole, a czlowiek chce spac i nie przyzwyczajony, ale tez dalismy rade i z tym.

Na koniec bolaly mnie rece i kregoslup od noszenia Artura i ciezkiego plecaka.

Jak juz w koncu wsiedlismy do samolotu o tej jedenastej w nocy zamiast trzeciej po poludniu to odetchnelam z ulga jednoczesnie myslac, ze musze wytrzymac jeszcze te cztery godziny, ze damy rade, bo trzymanie dziecka na raczkach to ciezko, i stres, ze jak zasniesz to zeby nie opuscic go i smoczka. Na nastepny lot biore wiecej smoczkow, zeby przynajmniej tym sie nie stresowac ;)

W mieszkanku bylismy po trzeciej rano, rozlozylam gondole, nakarmilam dzidziulka i okolo czwartej poszlismy spac.

Zastanawialam sie jak to bedzie z tymi dodatkowymi trzema godzinami. Jakby ich nie bylo, dziecko wstalo i zaczelismy ta sama rutyne jak codzien...

W poniedzialek nie mam wogole sil, wiec wiekszosc dnia spedzilismy z Arturem w lozku.

A od wtorku zaczelam rozpakowywanie, ktore wciaz nie jest zakonczone, choc zdecydowanie mniej pudel jest...

W czwartek odkrylam, ze dwa kroki od naszego mieszkanka jest sciezka rowerowa, po ktorej spacerkiem mozna dojsc do centrum i dalej. Przeszlismy sie z poltora godziny i wrocilismy do domku na jedzonko, ale na pewno nastepnym razem pojdziemy dalej. Sciezka pieknie polozona z pieknym widoczkiem na otaczajace nas gory. Sciezka biegnie na tylach okolicznych domow i kompleksow mieszkaniowych, wiec idac/biegnac/jadac widzi sie ploty obrosniete pieknymi roslinami, krzewami. Sciezka jest pagorkowata, wiec troche sie trzeba natrudzic jadac np. rowerem, albo biegnac.



W piatek odkrylam park, maly park w ktorym to parku jest plac zabaw ;)

W sobote pojechalismy na targ, ktory jest otwarty w kazda sobote, niedaleko nas. Targ w wiekszosci owocowo-warzywny, przy kazdym stoisku mozesz dokonac degustacji owocow, ktorych chcesz kupic. Och...przesmaczne sa owoce dojrzewajace na sloncu, nigdy nie lubilam bialych nektarynek, a tu niebo w buzi. W wiekoszosci naktarynki, brzoskwinie, morele, sliwki, truskawki, jagody. Te ostatnie wielkie i przepyszne. Sezonowe owoce, bo jablek i gruszek nie widzialam. Nakupilismy tych pysznosci i na pewno tam wrocimy. Ceny troche drozsze niz w ukochanym wegmanie, ale smak zupelnie inny!



Arturek podrozowal w chuscie, w ktorej za kazdym razem zasypial, az bylo mi go zal, ze za kazdym razem musze go wyciagac z niej aby wlozyc go do samochodu.

W piatek udalo mi sie zlozyc lozeczko, pisze udalo mi sie, bo mialam wiele podejsc do lozeczka, bo Arturek nie mogl zasnac, wiec Raz to odwiniecie z babelkow kazdej czesci...placz Artura, drugi przemyslenie jak to zrobic bez pomocy drugiej osoby...placz Artura, trzeci rozlozylam sobie srubki i przestudiowalam ktore do jakiej dziurki i telefon do znajomej, ktora mi to lozeczko rozlozyla na czesci z pytaniem praktycznym jak ona to zrobila, jak ona zlozyla swoje..placz...nastepne polaczylam jeden bok z dwoma dlugimi laczeniami...placz...nastepne polaczylam odnoza z nastepnym bokiem...placz...nastepne wlozylam i polaczylam ta czesc na ktorej lezy materac z caloscia i zamontowalam trzeci dlugi bok...placz i Artur sie obudzil, wiec poszlismy na spacer, a po spacerze, zamontowalam czwarty, czyli drugi dlugi bok, a wieczorem patrzac na lozeczko zaczelam sie zastanawiac, czy ta czesc na ktorej lezy materac przymocowalam dobra strona i do teraz nie wiem, czy ma byc tak, czy w druga strone, bo w instrukcji nic nie pisza, a czesc sie tylko troszke rozni...wiec zostawie tak jak jest, a jak bede za pare miesiecy ( pamietacie kiedy obnizaliscie lozeczko?) jak Mlody bedzie siadal i bede musiala rozkrecic lozeczko, skrece je z ta czescia w druga strone.

A dzisiaj rozpakowywania czesc dalsza ;)
20:47, alexxela78
Link Komentarze (11) »
niedziela, 01 lipca 2012
Dalam rade
Zapakowalam 100 pudel kartonowych i 21 plastikowych pojemnikow! To bylo tydzien temu... na koniec niedzieli juz mi bylo wszystko jedno, na dwoch bulkach umylam jeszcze lazienke i 'dalam' liste Mattowi i poszlam spac.

A w poniedzialek polecialam z Arturem do Pittsburgha. Mlody lot przespal, troszeczke poplakal na poczatku bo Matka, czyli ja chcialam go nakarmic, ale facet nie chcial, wiec ze smokiem startowalismy i ladowalismy i bylo dobrze. W chuscie na mnie oczywiscie.

Tutaj Mlody przed lotem:



A u tesciow dobrze nam bylo, dalszy ciag bycia rozpieszczanym i nie martwienia sie co by tutaj ugotowac. Zaskoczeniem bylo to, ze tesciu gotuje, tzn. griluje. Tesciowa dzisiaj stwierdzila, ze nigdy tylu warzyw nie zjadla, jak podczas tego tygodnia. Oj tak,  warzywka to ja uwielbiam. W srode wieczorem tesciowa pojechala na rozgrywke tenisa, wiec kolacje zjadlam z tesciem, ktory dzien wieczesniej  wypytal sie mnie na co bym miala ochote i troche chyba byl zdziwiony jak mu odrzeklam ze pizzy nie chce i ze warzywka z ryzem chce.  Wiec przywiozl mi wszystkie warzywka ktore chcialam i zgodnie z prosba ugrilowal je i byly przepyszne i ryz brazowy tez ;) Najlepsze bylo to, ze zapomnialam co ja gotowalam na te nasze obiady jak bylam w ciazy, normalnie skleroza, bo potem Mamusia przyleciala i nam smacznie gotowala..oj ciezko bedzie wrocic do pichcenia!

Niestety wiekszosc jednak dni spedzilismy w srodku bo upaly tutaj nieziemskie, nawet tutaj gdzie dom tesciow polozony jest wsrod lasu, duszno i goraco jak dla malutkiego czlowieczka. Chyba raz sie nam udalo pojechac na miasto i zrobic ostatnie zakupy bez placenia podatku. Och jak ja bede za tym tesknic! Zwlaszcza, ze amazon wprowadza podatki od pierwszego sierpnia, wiec przede mna ostatni miesiac, wiec wrzucam na ten moj wirtualny koszyk wiele pozycji. Niestety nie da sie wszystkiego kupic na zapas!

Codziennie chodzilismy z Malym na spacerki w okolicy, czasem zasypial, czasem nie. Nie przyzwyczajony do zasypiania w pozycji siedzacej, bo tesciowie pozyczyli wozek w stylu 'snap and go' do ktorego przyczepia sie fotelik samochodowy.

Przetestowalam tez pack & play, czyli lozeczko turystyczne i od pierwszej nocy je przeklinam. Okropne jest. Juz pomijam fakt, ze schylac sie trzeba do niego. Ale materac jest do dupy, pofalowany, nic nie jest proste, mysle, wiec ze razem tesknimy za normalnym materacem i lozeczkiem! Pierwszej nocy nie moglam zasnac nie tylko z powodu koszmarow i leku o Artura, ale tez dlatego ze caly czas slyszalam jak Mlody obija sie o ta siatke, bo Mlody jest wedrowniczkiem ;)
W druga noc juz bylo lepiej i nawet Artur zaczal sie budzic o tej samej godzinie w nocy. Pewnie wszystko sie zmieni jak polecimy do San Francisco, zwlaszcza, ze zyskamy trzy godziny, jestem ciekawa jak to bedzie, czy bedzie mial problem z przestawieniem sie, czy raczej zmeczony lotem padnie i tym samym dostosuje sie do czasu tamtejszego.

Szczerze powiedziawszy to nie chce mi sie leciec jutro, i wracac do balaganu i odpakowywania i calej tej listy do odfajkowania. ( samochod do przegladu i rejestracji, wyrobienie prawka, znalezienie lekarza dla Mlodego i nas tez, bilet musze kupic) Brr... Dobrze mi bylo w mieszkanku nad garazem, wlasnej kuchni i lodowki wypelnionej jedzeniem ktore lubie. Tak wiem stalam sie rozpieszczona jak, to mawial swietej pamieci Dziadzio, dziadowski bicz!

A na razie trzeba przezyc lot z przesiadka , ale dam rade jak zawsze!
02:34, alexxela78
Link Komentarze (3) »