RSS
poniedziałek, 30 lipca 2007
Praga-moje wspomnienia
Praga jest pieknym miastem. Tym razem byl to moj trzeci raz, tym razem przywiozlam ze soba M. i rodzicow. Zwiedzalismy Prage przez trzy dni, na poczatku z ksiazkowym przewodnikiem, a potem juz bez niego, zwiazku z tym zobaczylismy wiecej. Oprocz chodzenia, odwiedzalismy czeskie knajpki, co by sie napic piwka, sprobowac czeskich specjalow-jak knedliczek, pralinkow, smazonego sera, a takze strudla-ktory w kazdej knajpce smakowal inaczej. Ponizej przedstawiam fotorelacje z naszego pobytu. Milego ogladania ;)


02:46, alexxela78
Link Komentarze (6) »
do zapamietania
codziennie czlowiek uczy sie czegos nowego. Bylismy wczoraj na targu po swieze warzywa i owoce i jak nigdy znalazlam agrest- po angielsku gooseberry, nie mam pojecia co ma ges wspolnego z agrestem. Porzeczek jeszcze nie znalazlam ;)

A jezyny na targu po 4 $ za malutkie pudeleczko-kolo naszego domku w lesie ( w Polsce), cale mnostwo jezyn, samosiejek, wielkich, czarnych, slodkich, rozplywajacych sie w ustach, prosto z krzaka-za darmo, trzeba tylko pozbierac ;)

Wrzucam zdjecia do albumu, wiec juz niedlugo beda tutaj.
00:12, alexxela78
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 lipca 2007
piatkowe wspominki
Przegladam moj pamietnik z roku 1997 roku, czytam wpisy sluchajac Lipnickiej, Myslowitz, Kowalskiej, Nosowskiej i wspominam. Pamietnik-kalendarz zawiera mnostwo rzeczy, zdjec facetow w ktorych sie podkochiwalam, nawet listy od jednego z nich-przetrwaly, ciekawa jestem jak im sie zycie potoczylo, co robia i jak wygladaja. Na kartkach pamietnika odkrywam moje wiersze,  zawsze smutne, czytam o moich problemach, wyobrazeniach jakie wtedy mialam, marzeniach i myslach. Czas przedmaturalnych roztargnien osiemnastolatki...szczerze nie wiem co mnie naszlo na wspominki, teraz jeszcze bardziej mi zle..buu

M. wsadzil wodke do zamrazalki, postanowil sprobowac polskiej wody, bo w koncu stoi, to trzeba otworzyc, ja nie mam zupelnie ochoty z nim pic, chetnie bym sobie pogadala z przyjaciolka, ktora wieki nie widzialam. Brakuje mi ludzi, czuje sie samotna, bo oprocz M. i jednej bliskiej kolezanki, nie mam tutaj nikogo i wlasnie dzisiaj mi to strasznie przeszkadza, smieszne, bo przez prawie piec lat mi nie przeszkadzalo...
02:06, alexxela78
Link Komentarze (2) »
piątek, 27 lipca 2007
wpadlam
w dolek taki i powakacyjny i ogolny, wiec na razie nie bedzie opisu jak bylo i co robilam i gdzie bylam. Ale obiecuje, ze napisze i nawet wkleje zdjecia-M. musi wrzucic je ze swojego laptopa na nasz domowy, co bym miala dostep ;) Ale powiem co przywiozlam, a wiec oczywiscie polska wodke, z Czech Becherovke, musze jeszcze tonic dokupic i bedzie mozna pic beton, poza tym mam tez Vajecny cream i przemycilam rowniez ( moglam sie zalozyc z M. i bym wygrala, bo on to taki typowy "chicken", no ladnie okreslilam wlasnego meza) zielonego ( bardzo dziwne maja te kolory) absintha. Podobno w Stanach jest zakaz jego przywozenia, zwiazku na bardzo duza zawartosc alkoholu. A mi sie udalo, ha! M. co chwile sie podnieca co on ma w posiadaniu, do znajomych dzwoni, mowi ze zaprosi na oblewanie-a absenta tylko 35ml. Smiac mi sie chce bo chlopak tak to przezywa, jak przyslowiowa mrowka okres, wiec sie nabijam z niego co chwile, mowiac, a kto ja przywiozl... Poza tym przywiezlismy duzo roznego rodzaju slodyczy-to co tygryski lubia najbardziej ;) wiec sie obzeram i mam wszystko w dupie, pewnie potem bede plakac, ze kg mi przybylo, bo jedno wam powiem, choc jadlam w Polsce bardzo duzo, nic, ale to nic nie przytylam, niesamowite, prawda? bo jakbym taka sama ilosc jadla tutaj, to pewnie wyskoczylo by mi na wadze 10 funtow wiecej. A poza tym, ten smak, nawet glupie ziemniaki smakuja lepiej, inaczej. A i objadlam sie serkami i jogurtami Danone-uwielbiam te nowe serki intenso, zwlaszcza ten z makiem i rodzynkami. Pierogi tez byly glownie z miesem, kapusta z grzybami i nawet jagodowe, nalesniki i zapiekany makaron z jablkami tez byl. Zrobilam tez z Babcia tort orzechowy-ach pychotka. Przywiozlam rowniez ksiazki, troche Musierowicz-niestety nie znalazlam calej, wiec razem z pomoca siostry mam trzy pierwsze pozycje, plus ksiazke kucharska, od kolezanki dostalam Pawlikowska " W dzungli zycia", kupilam chyba najnowsza Paula Coelho " Czarownica z Portobello", choc juz kiedys czytalam-nabylam Pachnidlo-z tego co mi siostra opowiadala film jest straszny, podobno tak zrobiony, ze sie czuje ten smrod, widzialyscie? Mam tez Mc Ewana " Dziecko w czasie" i Laury Zigman " Skazane na sukces". Poza tym przywiozlam pare moich starych ksiazek i duzo starych wysokich obcasow i rowniez starych ( przechowanych przez ma siostre, specjalnie dla mnie) czasopism jak "Pani", "Twoj" Styl itp. Mam wiec co czytac!
Oczywiscie zastanawiam sie gdzie to wszystko upachac mam, trzeba bedzie cos wymyslec. Poza tym spedzilam dzisiaj caly dzien na basenie przypiekajac sie troszke, znowu oczywiscie nie rownomiernie, chyba tylko solarium opala rownomiernie. Wiecie smutno mi...
01:11, alexxela78
Link Komentarze (8) »
środa, 25 lipca 2007
Wrocilismy
Wczoraj o szostej rano mielismy samolot z Katowic do Frankfurtu. Dzien wczesniej poszlam spac po polnocy i obudzilam sie przed trzecia rano, przed budzikiem. Z Opola, razem z rodzicami, ktorzy odwozili nas na lotnisko, wyjechalismy za dziesiec czwarta. Do Katowic dotarlismy o piatej, akurat zeby oddac nasze ciezkie walizy, wiedzielismy, ze sa ciezsze niz ustawowe 23 kg, ale nie musielismy nic doplacic, niesamowite. Jestem wciaz zszokowana, bo przeciez na lotnisku w Filadelfii musielismy zaplacic za nadbagaz. A potem..bylo zegnanie w kolejce na odprawie paszportowej..ostatni calus, przytulenie..uscisk.. i uklucie w sercu, ze to juz koniec, dlaczego to tak szybko minelo...bylo mi tak bardzo smutno i walczylam, zeby sie nie rozplakac..za kazdym razem jest mi bardzo ciezko pozegnac sie, a potem komunikat, zeby sie pospieszyc ze wsiadaniem do samolotu, wiec bieg do bramki. Jak wchodzilam na schody, to sie rozgladalam i wzrokiem szukalam rodzicow w oknie, niestety ich nie zobaczylam, ciekawe czy oni widzieli mnie. Rozplakalam sie na dobre w samolocie, potem bula z serem i obudzilam sie przed ladowaniem we Frankfurcie. 8.30 rano na lotnisku, potem jazda autobusem na terminal, potem spacerkiem na drugi koniec lotniska, ktore tak na marginesie jest w remoncie, skad mielismy leciec dalej, a i "dostalismy" wode i gumy za darmo, bo facetowi w sklepiku nie zadzialal czytnik kart, a ze juz wode otworzylam, a M. wsadzil gumy do kieszeni i o nich zapomnial, to sklepikarz machnal reka. Tak wiec probowalam leczyc moje kwasy zoladkowe woda, a ze jestem osoba nerwowa, to woda nie pomogla i cala droge bylo mi niedobrze. Na lotnisku czekalismy dobre piec godzin, siedzac, albo stojac i w koncu 13.20 weszlismy na poklad samolotu. Ciekawostka-miejsca Hi K to miejsca obok siebie, gdybyscie nie wiedzieli. Lot do Stanow przespalam, budzilam sie tylko na posilki, ktore Lufthansa ma naprawde smaczne, tym razem wegetarianki makaron-torttelini, malutka bulka, ser plesniak, ktory dalam M., salatka z feta, maslo, i cos ala konfitur na deser. Godzine przed ladowaniem dostalismy do wyboru pizze lub hot-dog-M. skomentowal to slowami " welcome to Philadelphia" no istne amerykanskie jedzonko, ale smaczne. Poza spaniem i jedzeniem, ogladnelam troche filmu-tytulu nie pamietam, bo zdazylam na koncowke, ale film jest komedia o dwoch facetach lyzwiarzach, ktorzy jezdza jako para, a i na koniec poogladalam sobie chmury-bo akurat lecielismy pomiedzy nimi, wygladaly pieknie. Jeszcze jeden element jest fajny, a wiec co jakis czas podaja na tv gdzie jestesmy, tzn. nad czym przelatujemy i z jaka predkoscia lecimy, ile jeszcze zostalo km/mil, i za ile bedziemy-bardzo fajna informacja. Wyladowalismy okolo 4.30pm, potem przejscie przez osobe z biura emigracyjnego, a potem strasznie dlugo czekalismy na nasze walizki, jak zwykle na samym koncu, wiec po godzinie wyladowalismy przed lotniskiem, przed taksowkarzem, ktoremu szczeka opadla na widok naszych waliz. M. strasznie sie cieszyl, ze juz jestesmy w domu, a ja zupelnie bez emocji. Z usmiechem na ustach M. wniosl wszystkie bagaze na gore, zaczal sam rozpakowywac, gadac z sasiadem, tryskal radoscia...a ja sie powoli przyzwyczajam. Mieszkanie takie puste, dziwne uczucie, nasz dom, a nie wzbudza takiej radosci, a przeciez powinien, prawda? tym razem nie pomyslalam jak dobrze byc w domu. Tym razem wogole nie tesknilam..tego M. nie mogl zrozumiec i ja chyba tez nie do konca rozumiem. Cialo wrocilo, ale duszy wciaz tutaj nie ma. Mysli jeszcze nie wrocily...oj ciezko bedzie....dam sobie pare dni...a potem trzeba bedzie wrocic do rzeczywistosci, bo obowiazki czekaja. A jak bylo, chyba brak mi slow aby opisac jak wspaniale bylo. Mam zdjecia i wspomnienia, ktore nikt odebrac mi nie moze. Ostatni obrazek to Mamusia i Tatus na lotnisku. Po przylocie rozmawialam z kolezanka, ktora powiedziala, ze pozegnania niestety sa i beda czescia mojego zycia, tak samo jak jej, bo tak ulozyly sie nasze losy.  Napisze jutro i wkleje zdjecia, bo teraz musze sie zaczac szykowac do pracy.
15:09, alexxela78
Link Komentarze (3) »
wtorek, 10 lipca 2007
Juz w Polsce
Od naszego przyjazdu minal juz tydzien. Nie mam czasu ani na pisanie, ani na czytanie. Odpoczywam. Spedzam czas z rodzicami, z Babcia, odwiedzam znajomych, no oczywiscie wszystko z M., ktory uczy sie coraz nowych slow-bardzo jestem z niego dumna, ze tak szybko lapie i pamieta i wykorzystuje w odpowiednich momentach. Szczerze powiedziawszy wogole nie tesknie za moim amerykanskim domem, ani za Ameryka, najchetniej bym tutaj zostala. Czas probuje wykorzystystac w 100% na rozmowach z Babcia, rodzicami. Babcia uczy mnie robienia na szydelku, dobrze mi. Delektuje sie rowniez polska kuchnia :) A w ostatni weekend bylismy w Pradze, w ktorej zakochalam sie kilkanascie lat temu, milosc do niej jest taka sama dzisiaj, wciaga-dokladna relacja i zdjecia to juz po powrocie. A co tam u Was?
17:01, alexxela78
Link Komentarze (5) »
wtorek, 03 lipca 2007
lecimy ;)
 Dzisiaj wtorek, a wiec lecimy. Mamy zamowiona taksowke, ktora nas zabierze z wszystkiemi tobolkami na lotnisko i o 5.40 pm wylatujemy, do zobaczenia po drugiej stronie oceanu :).
13:34, alexxela78
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 02 lipca 2007
wielkie pakowanie
Mam spakowane trzy walizki i jedna torbe, ktora oprocz "torebki" biore na poklad samolotu. Jeszcze M. musi spakowac swoja torbe i bedziemy gotowi. Mam nadzieje, ze kg nie przekroczylam i nie bede musiala placic za nadbagaz. Wiem, ze na lebka to dwie walizki po 23 kg, czyli razem 46, nie pamietam, czy ma byc ta waga 23 w jednej zachowana, czy chodzi bardziej o nie przekroczenie tych 46kg? okaze sie na lotnisku. Przygotowalam sobie stroj na pozdroz i pewnie bede wygladac jak syn M., bo zamiast sukienki, wybralam krotkie czarne sportowe spodenki-bardzo wygodne, w ktorych mozna mnie spotkac na silowni, czarna koszulke i na to czerwona bluze i adidasy. Mam nadzieje, ze rodzice sie nie przeraza jak mnie w tym stroju zobacza, na droge sie nie stroje :) M. kupil mi czerwony portfel, bedzie pieknie wygladal w mojej czerwonej torbie laptopowej ;) Kosmetyki biora te niezbedne, a reszte kupie sobie w Polsce. Mowilam juz, ze dziwnie sie opalilam i strasznie sie teraz wkurzam? bo jak bede wygladac w sukience na ramiaczkach, jesli rece mam lekko brazowe, a kawalek dekoltu czerwnonego, nie wspominajac o reszcie, ktora jest biala, he? A no musze jeszcze wyprac dwa biustonosze i wspomniana sukienke i wydrukowac pare rzeczy. paszporty spakowane, zielona karta spakowana, ksiazke-secret fan-zapakowana. I co jeszcze? chyba wszystko.
Rybka pojechala na wakacje do znajomych...jutro rano na trening z Aaronem, po poludniu spotkanie z kolezanka...a we wtorek o 5.40pm lecimy do Polski :)
jak sie dorwe do glownego komputera to wam pokaze zdjecia z ubieglego weekendu, kiedy to swietowalismy moje urodzinki w Atlantic City.
00:38, alexxela78
Link Komentarze (1) »