RSS
piątek, 31 grudnia 2010
samoloty, pociagi i samochody, czyli niezapomniana podroz do domu
Wyjazd i swieta byly bardzo udane. Mysle, ze jedne z najlpszych tutaj obchodzonych, bo w koncu nie ma jak wspolne zakupy, kucharzenie, pogaduszki, smiechy i koledowanie z bliska Ci osoba. A K. taka wlasnie jest, jest jak mlodsza siostra dla mnie. Obie nasze rodzinki w Polsce, daleko. Za mna pierwszy samodzielny barszcz, uszka i pierogi, ktore robie dokladnie raz na ruski rok, wlasnie na swieta i zawsze sobie powtarzam, ze nalezaloby robic czesciej i tak czas mija do nastepnych swiat. K. zrobila pyszna grzybowa, bo chlopaki barszczu nie tkna, chyba o ten kolor chodzi ;) No i cos w tym roku za bardzo doprawilysmy i pierogi i uszka byly pieprzne i barszcz dobrze doprawiony bo szukalam tego smaku, ktory mialam w glowie. Przed wigilia K. zabrala mnie do polskiego supermarketu, wielgachnego, ktory oprocz polskich rzeczy, ma czeskie i ruskie. Zakochalam sie, fajnie by bylo gdyby taki otworzyli w Philly, ale watpie. Byla tez okazja aby kupic swieze rybki, nawet zywego karpia. Przypomnialy mi sie wigilie kiedy to Tato kupowal zywego karpia, albo dwa i przez chyba dzien plywal sobie u nas w wannie.
Poza gotowaniem i rozmowami, spedzalysmy czas z mala Sophie, ktora jest bardzo slodka i kochana dziewuszka. Tylko w nocy daje mamie to wiwatu bo sie budzi a to smoczek, a to cycek. K. wiec na kawie leci z podkrazonymi oczami...nieciekawie, ma wiec nadzieje, ze w koncu przestanie sie budzic i zacznie przesypiac noce.

Po dwoch nocach u K. i R. przenieslismy sie do hotelu na nastepne trzy bo Matt nie czul sie dobrze, jednak proba spania w domu z kotem nie byla do konca dobra decyzja. Dzieki hotwire wyladowalismy w bardzo ladnym hotelu w samym centrum, wiec daleko od naszych przyjaciol, ale przy okazji sprawdzilismy jak to jest podrozowac metrem po jedenastej w nocy. I szczerze bylismy zadziwieni jak spokojnie jest. Nawet jak sie jedzie z jednego kranca na prawie drugi ;) Bo u nas ja nie wsiadam po osmej wieczorem, bo sie robi nieciekawie. W hotelu podobno bylo tylko 60 gosci, a myslalam , ze beda tlumy i problem ze znalezieniem w dobrej cenie w czasie swiat. Mile zaskoczenie. Podziwialismy wiec ulice King z szesnastego pietra, z widokiem na jezioro, fajnie ;)


Noce wiec spedzalismy w hotelu, a dnie u przyjaciol i na dworze, gdzie akurat troche zimniej sie zrobilo i powialo zimnym wiatrem.
Na pasterke nie udalo sie nam pojsc, ale za to wybralysmy sie w drugi dzien swiat do polskiego kosciolka i msza byla wspaniala, pelno koled, ze wszystkimi zwrotkami, wiec sobie pospiewalysmy i cieple, troche przydlugawe kazanie o rodzinie. Msza byla na osma, i czulam sie jak za dawnych czasow, K. przyjechala po nie z pyszna kawa i rogalikiem, ciezko bylo zrywac sie z cieplego loza, ale zdecydowanie bylo warto na wspolne koledowanie.

W pierwszy dzien swiat wyladowalismy z Mattem na sniadaniu w Marche,


 w sieci restauracji, gdzie przy wejsciu dostajesz karte, na ktora nabijane sa ceny rzeczy, ktore chcesz sobie zjesc, a jedzonko bardzo swieze, w wiekszosci robione na twoich oczach. Jedzenie jest posegregowane w stacje,


 czyli na przyklad jest stacja z kanapkami, salatkami, albo z typowym sniadaniowym jedzonkiem jak omletami, jajkami, kielbaskami, stacja z herbata i kawa, stacja z nalesnikami i z goframi, z owocami itp. Jedzonko i wybor palce lizac, tylko drogo. Jest tez kacik z winami i kacik dla dzieci. Jako chyba jedyni niedaleko naszego hotelu byli otwarci. Duzy plus. Zwlaszcza, ze nie bylismy osamotnieni w poszukiwaniu miejsca na sniadanie.
W niedziele rano okazalo sie, ze loty do Filadelfii sa odwolane z powody burzy snieznej. Kiedy w koncu dodzwonilismy sie do Delty, okazalo sie, ze do Detroit lot nie jest odwolany, ale dalej juz tak, wiec szybko przebukowalismy...okazalo sie, ze najblizsze lotnisko gdzie lataja samoloty to Harrisburg, wiec przebukowalismy do Harrisburga przez Cincinnati na nastepny dzien. Noc spedzilismy u K. i R.. W poniedzialek pozno wstalam, Matt jeszcze probowal czy moze sytuacja sie zmienila i moze by sie udalo do Filadelfii poleciec, ale zapomnij. umowilismy sie ze znajomym Matta, ze po nas do tego Harrisburga przyjedzie i przywiezie nas do Filadelfii, mielismy plan, ale jak to w zyciu czasem bywa, nie dzieje sie tak jak sobie czlowiek zaplanowal. Pozegnalismy sie z przyjaciolmi, wyladowalismy na lotnisku trzy godziny przed, nawet nie bylo az tak tloczno, jak myslalam, ze bedzie, ale ze lotnisko w Toronto przygotowane i chyba zawsze otwarte, korkow nie bylo. Dolecielismy do Ohio, znalezlismy bramke i postanowilismy usiasc i poczekac ta godzine na odlot, blizej odlotu zostalismy poinformowani, ze maja problem z samolotem i probuja go naprawic, odlot zostal przesuwany z dziesieciu, na pietnascie i pol godziny, w koncu powiedzieli nam, ze nie sa wstanie naprawic tej usterki dzisiaj i ze szukaja innego samolotu i ze mamy przejsc na inna bramke, samolot zostal podstawiony i nowa godzina wylotu wyznaczona, ale po pietnastu minutach zostalismy poinformowani, ze ten samolot ma dokladnie ten sam problem co ten pierwszy i ze tez probuja naprawic, po godzinie sie okazalo, ze sie nie da i ze beda szukac trzeciego samolotu. Babka, ktora przekazywala nam te wiadomosci, powiedziala nam, ze tej obecnej stewardesie konczy sie czas w ktorym moze wykonywac swa prace i ze delta dzwoni do innej babki i jak ta babka odmowi przyjscia do pracy, bo w koncu ma dzien wolny, to nastepny lot do Harrisburga jest w srode, albo w czwartek ;) wizja dwudniowego, przymusowego pobytu w Cincinnati pojawila sie w glowie, ale zaraz ja odgonilam, pomyslalam, ze trzeba miec nadzieje, ze wszystko sie ulozy i sie ulozylo. Po raz trzeci zmienilismy bramke, trzeci samolot przeszedl wszystkie testy i zdal na piec, babka przyjechala i opowiadala nam pozniej dlaczego to postanowila uratowac 50 osob, bo domysla sie jak to jest jak gdzies chcesz dojechac ale nie mozesz. Kobieta ze zlotym sercem! W Harrisburgu bylismy przed pierwsza w nocy, kolega, ktory mial po nas przyjechac, odmowil przyjazdu tak pozno, wiec zadzwonilismy do innych przyjaciol, ktorzy mieszkaja pod Harrisburgiem i ktorzy to przyjechali po nas. Przespalismy sie u nas, noc krotka, rano odwiezli nas na stacje pociagu, w ostatniej chwili kupilismy bilety na amtrak i z radoscia usiedlismy w cieplym pociagu i cieszylismy sie, ze za godzine bedziemy w Filadelfii, ze juz niedlugo....ale po dziesieciu minutach jazdy pociag nagle zatrzymal sie w szczerym polu...


popatrzylismy sie na siebie, z pytaniem w oku, o co chodzi i jak uslyszelismy komunikat, nadajacy, ze maja problemy z silnikiem i czy ktos z pasazerow ma tasme, rozesmialismy sie razem w tym samym momencie! Tasma sie znalazla, ale nie uratowala problemu i musielismy czekac godzine na nastepny pociag, a potem jeden po drugim z walizami przesiadalismy sie na drugi pociag...


I opoznieni z nadprogramowa liczba pasazerow pojechalismy dalej...w koncu dojechalismy do Filadelfii i wysiadamy wjezdzamy ruchomymi schodami na gore i nagle dolatuje do mnie smrod, widze chmure i slysze alarm przeciwpozarowy...na stacji pelno ludzi, policja...


uslyszalam od Matta, ze musimy szybko wyjsc z stad, wiec szybko na zewnatrz, po taskowke, ktora za sekunde podjechala i dowiozla nas w calosci, bez zadnych juz problemow do domciu! Sweet home! Jest taka komedia, nazywa sie "Planes, trains and automobiles", czulam sie jak na planie filmowym drugiej czesci. Tragikomedia. Pierwszy raz mi sie cos takiego przytrafilo i mam nadzieje, ze ostatni. Podrozowania mam na razie dosyc!

Swieta, swieta i po swietach...za jeszcze pare godzin starego roku, za osiem minut w Europie nowy rok. Oj ciekawy byl ten rok. Minal mi za szybko.
Szczescia, radosci, milosci i oczywiscie duzo zdrowia i spelnienia marzen na ten Nowy Rok!! Do uslyszenia w 2011, bedzie to rok krolika ;)

23:56, alexxela78
Link Komentarze (2) »
wtorek, 21 grudnia 2010
Zdrowych i radosnych
Ogladnelam "State of Play" ( bardzo dobry jesli ktos jeszcze z Was nie ogladal), wstawilam ostatnie pranie i ide sie pakowac, bo jutro lecimy do naszych bliskich przyjaciol do Toronto, z ktorymi bedziemy swietowac Boze Narodzenie.

Juz nie moge sie doczekac aby poznac nowego czlonka ich rodzinki! Pierwsza gwiazdka malej Sophie ;) no i oczywiscie pogaduszek z K.

Ciepla kurtka i buty kupione, mam wiec nadzieje, ze na kanadyjska zime jestem przygotowana ;) a i podobno mam zabrac stroj kapielowy...mhmm? ... jacuzzi!

Wszystkim zagladajacym tutaj czytelnikom, i tym znanym, komentujacym i tym chowajacym sie i nie ujawniajacym sie, zycze zdrowych, wesolych, spedzonych z rodzinka i/lub z przyjaciolmi Swiat Bozego Narodzenia! Smacznego karpia i pysznego barszczyku z uszkami. bawcie sie dobrze!
02:29, alexxela78
Link Komentarze (4) »
niedziela, 12 grudnia 2010
pieczenia ciag dalszy
Czy juz wspominalam, ze uwielbiam piec z moim czerwonym mikserem?



Ciag dalszy pieczenia ciasteczek na swieta, wieksza czesc zostala rozdana. Godzine temu kuchnia zamienila sie w fabryke ciasteczke, Ciasta na niemieckie gwiazdeczki, czyli Zimtsterne i Speculoos chlodza sie juz w lodowce. Przede mna wyrobienie ciasta na Pepparkakor i pierniczki alpejskie, a blizej weekendu zrobie Lebkuchen i zimowe z rumem.
Zdecydownie pieczenie jest u mnie na miejscu numer 1, przed gotowaniem obiadu, sprzatanie zajmuje trzecie miejsce, bo nie sprawia mi to takiej przyjemnosci jak wlasnie pieczenie. W domku zawitaly nowe foremki: motylki, plus dwa zestawy z ikea ;) Nastepnym razem jak bede w Polsce sprobuje zamowic sobie drewniane formy na Speculoos.
Milego wieczorku zycze!

23:20, alexxela78
Link Komentarze (1) »
środa, 08 grudnia 2010
brrr
Dodatkowy dzien wolny jest dobry na wszystko, a przede wszystkim aby sobie na przyklad dowoli pospac do dziesiatej :) Miec czas na bieg, nawet bieznia dzisiaj wspolpracowala. Paczki wyslane. Transcript wydrukowany, resume za momencik, bluzka wyprasowana, pare pytan przerobionych, strategia w myslach ustalona, gps jest. Jutro rano prosze kciuki za mnie trzymac!

Poza tym zimno, oj zimno mi. Nie wiem czy cos mnie bierze, troche gardlo mnie boli, wiec moze, a moze bo zimno na dworze? Kto wie, herbatka wiec goraca z cytryna i miodem zapodana ;)


23:56, alexxela78
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 06 grudnia 2010
na stres, pieczenie ciasteczek

ktore mozna potem wyslac jako prezent swiateczny ;)



na pierwszy rzut 'Pierniczki alpejskie',










na drugi rzut, 'Ciastka czekoladowe z wisniami',



na trzeci rzut 'Chocolate Crinkles',







Wszystkie przepisy pochodza z blogu Dorotki, "Moje wypieki", wszystkie ciasteczka wyszly bardzo smaczne. Zdjecia robione iPhonem.

Przepisy:
'Zimowe maslane ciasteczka z rumem'
'Speculoos'
'Pepparkakor'
'Lebkuchen'
czekaja w kolejce na wyprowanie, pewnie w nastepny weekend, bo ten tydzien zapowiada sie na goracy i dluugi!


02:22, alexxela78
Link Komentarze (7) »
niedziela, 05 grudnia 2010
nowa era?
Dwa dni temu zostalam zaproszona na moja pierwsza prawdziwa rozmowe w sprawie pracy. Malo w sumie podan wyslalam, bo za wiele ogloszen w tej dziedzinie nie bylo, a tu prosze. Fajnie. Musze tylko sprawdzic na jaka ja pozycje papiery skladalam. Bardzo sie ciesze rozmowa, choc rowniez bardzo sie nia denerwuje. Zdecydoanie musze sobie przygotowac pare odpowiedzi, co by potem nie stekac, haha.
Sprawdzilam przed chwilka czy mieszcze sie w garniturek i o dziwo sie mieszcze, choc wolalabym troche wiecej przestrzeni, moze do czwartku powinnam przestac jesc to moze zyskam wiecej luzu ;)
A ze banana republic ma promocje lece zaraz do miasta po jakas bluzke z dlugim rekawem co by przynajmniej miec komfort w biuscie.
  Milej niedzieli!
16:30, alexxela78
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 grudnia 2010
A w mojej kuchni pachnie pierniczkami...
Grudzien jest u nas miesiacem bardzo swiatecznym. Wypelnionym zapachem swieczek, czekoladek, choinki, pierniczkow, i plackow ziemniaczanych. W tym roku zaczelismy od swieta Hanukkah. Hanukkah jest swietem ruchomym. O ile dobrze pamietam w tamtym roku osiem nocy przeplotly sie troche ze swietami Bozego Narodzenia. Wczoraj zapalilismy pierwsza swieczke na Menorah i Matt odspiewal swiateczna piesn, dzisiaj zapalimy druga i tak przez nastepne szesc nocy. Co noc pod Menorah pojawiaja sie malutkie symboliczne prezenciki, na przyklad w postaci monet czekoladowych, czy drewnianego dreidela. Wczoraj rowniez zaczelismy kalendarz adwentowy, ktory skrywa rowniez lakocie, ten amerykanski skrywa w sobie 25 dni, polski okienek ma 24, czy pamiec mnie myli, czy jednak dobrze zapamietalam?

Okna i drzwi zostaly ozdobione, choinki raczej w tym roku nie bedzie, bo wybieramy sie na swieta do Kanady...

Po Hanukkah nastepuje wielkie oczekiwanie na swieta Bozego Narodzenia. Szczerze, to brakuje mi rorat i lampionow...Nam lampiony robili rodzice, zawsze byly bardzo oryginalne. Pamietam obrazki co roraty...pewne rzeczy juz niestety nie wroca, szkoda.

W miedzy czasie moglabym wprowadzic swieto Swietego Mikolaja, oczywiscie jak dzieci sie pojawia, pytanie czy nie za wiele tego wszystkiego w jednym miesiacu.

Wczoraj rowniez wyrobilam ciasto na pierniczki, pierwsza partie na rozdanie zrobilam dzisiaj i ozdobilam. Teraz czekam az wyschnie ten kupny zel ozdobny. Nie przekonalam sie do ozdabiania lukrem z bialek, a ktory podobno jest najlepszy.
Wydrukowalam liste roznych ciasteczek i innych pierniczkow, ktore mam w planie zrobic i obdarowac rodzine i oczywiscie wziac ze soba na swieta.

A Wy jakie macie plany swiateczne?




01:46, alexxela78
Link Dodaj komentarz »