RSS
środa, 24 grudnia 2008
Zycze Wam
Zdrowych, Wesolych i Radosnych Swiat Bozego Narodzenia
a w Nowym 2009 Roku niech marzenia Wam sie wszystkie spelniaja i niech milosci i usmiechu nigdy nie zabraknie!




P.S. napisze cos wiecej juz niedlugo, bo na razie czasu mi brak.
06:43, alexxela78
Link Komentarze (7) »
czwartek, 18 grudnia 2008
Sprawozdanie tygodniowe
W niedziele pojechalismy na farme po choinke. Byla piekna i sloneczna pogoda. Wyboru bylo duzo, ale w koncu wybralismy, typ Frasera. Jest piekna i pachnie nieziemsko. Przez pierwsze pare dni pila wode galonami. Dzis juz zauwazylam, ze zaspokoila swe pragnienie, wiec nie boje sie juz ja zostawic na weekend.

Zrobilysmy pierniczki z przepisu Doroty. Po raz pierwszy jadlam takie dobre i mieciutkie pierniczki, przepis wspanialy. Zrobilysmy pare z dziurkami, wiec beda na choinke, musze je tylko ozdobic.

Na choince oprocz ozdob, zawitaly cukierkowe laski. Zdjecia niebawem ;)

W Poniedzialek bylo bardzo cieplo, jakies 15 stopni Celciusza. Rano mialam rozmowe w sprawie pracy, a potem juz razem z Mamuska wybralysmy sie do centrum, naszym 'pieknym', brudnym metrem ;) Nie ma jak dodatkowe atrakcje. Zwiedzilysmy filharmonie, przeszlysmy sie przez park-Rittenhouse Square, potem spacerkiem na Parkway, gdzie z zewnatrz zobaczylysmy Franklin Institute, Academy of Science, Biblioteke i Katedre sw. Piotra i Pawla, do ktorej oczywiscie wstapilysmy. Katedra jest przepiekna, zbudowana i ozdobiona w europejskim stylu. Potem zdjecie z flaga Polska i pomnikiem Kopernika. Na pozny lunch Subway. Potem na "christmas show" do nowego budynku Comcast, przedstawienie w 3D, robi wrazenie. Potem na goraca czekolade do Starbucksa, troche po sklepach w Liberty Place i odwiedziny w philly.com. Niestety panorame  miasta z 35 pietra widzialysmy juz po zmroku, wiec odbijalismy sie wszyscy w oknie :( Ale sznur swiatel na autostradzie widzielismy, do miasta biale, a z miasta czerwone, jak nasza flaga ;) Choinkowe swiatelka tez mamy bialo-czerwone, bo juz nie chcialo mi sie jechac do targetu po nowe, dluzsze, wiec polaczylam.
Z philly.com wyszlismy juz z Mattem, wiec przeszlismy sie jeszcze przez Urzad Miasta, pod ktorym w tym roku ustawili budy z niemieckimi specjalami, bombkami, stajenkami i pierniczkami, wszystko bardzo drogie.
I tak zakonczylismy nastepny dzien zwiedzania. W domku obiadek, rozmowy i znowu pozno w lozeczku.

We wtorek pogoda sie zmienila, zimno i mokro. W momencie jak juz wyszlysmy z domu zaczal padac deszcz ze sniegiem i tak przez caly dzien, raz deszcz, raz snieg. Przeszlysmy sie przez Pine Street, ulica znana z roznych sklepikow z antykami, duperelkami, galeriami. Wstapilysmy do sklepu o ktorym tylko nieliczni wiedza, nazywa sie Halloween, niektorzy nazywaja go Henri David, od nazwiska wlasciciela. Mi ten sklepik przypomina swiat Harrego Pottera. Z ulicy sklepik jest nierozpoznawalny, aby sie do niego dostac trzeba nacisnac dzwonek u drzwi i zostajesz wpuszczona do swiata magii ;) Swiata bizuterii, ktora jest wszedzie, na scianach wisza gabloty wypelnione po brzegi koralikami, koralami, wisiorkami, kolczykami, pierscionkami. Kazda gablota jest inna, tematycznie pokazana, a tu bizuteria z kamieniem zielonym, czerwonym, niebieskim, tutaj zloto zolte, tam biale, tu perelki, a w jeszcze innej diamenty. Gablotka w ksztalcie serca, a w niej kolczyki, naszyjniki, pierscionki z serduszkami. Nic nie kupilysmy, ale sobie to dokladnie poogladalysmy ;)
Potem odwiedzilysmy dom Kosciuszki, zagladnelysmy do kosciola Episkopackiego, mieszkalam niedaleko, ale ani razu tam nie zagladnelam. A kosciol wyglada zdecydowanie inaczej niz nasz: zamiast lawek, zagrody-tak to nazwalam, zadnych obrazow, witrazy itp. Ambona na przeciwko oltarza. Musze poczytac troche o tym odlamie katolicyzmu, bo nic nie wiem.
Zagladnelysmy takze do Polskiego Centrum, z zewnatrz ogladnelysmy pierwszy bank w Stanach, ktory jest zamkniety dla publiki, co jakis czas sa organizowane jakies wystawy-jakos nigdy mi sie nie rzucilo, ale jak pisza, to moze cos tam sie odbywa. Szkoda, ze zamkniety i nie mozna zobaczyc jak wyglada w srodku, bo budynek jest niesamowity, potezny, z kolumnami, przyciaga uwage. Po banku, zagladnelysmy do Carpenter's Hall, a potem do Liberty Bell. Pozna godzina i beznadziejna pogoda dala nam mozliwosc nie stania w kolejce i spokojnego przeczytania historii dzwonu i samo jego ogladniecie na koniec. Straznik zamiast zrobic nam zdjecie, nagral nas, ale potem udalo nam sie zrobic normalne zdjecie, troche nie do konca dobrej jakosci, ale mam nadzieje, ze tam wrocimy.  Wracajac do domu zatrzymalysmy sie w naked chocolate, po prezent dla tesciowej i zmeczone wsiadlysmy do metra i do domku.

Wczoraj sie lenilysmy rano i robilysmy ostatnie zakupy przez wyjazdem, a potem zabralam Mamcie do pracy. Wrocilysmy wieczorkiem, wiec szybko obiad i ogladanie Private Practice i znowu po dwunastej spac.

Dzisiaj pobudka o siodmej, bo ja na kolejna rozmowe w sprawie pracy, po rozmowie do domku, a tam doszlysmy do wniosku, ze zostajemy. Ze posprzatamy domek, poprasujemy, spakujemy sie i zrobimy obiad i zamiesimy ciasto na piernik. Ja odkurzylam samochod i dobrze go wysprzatalam odkurzaczem domowym, cale szczescie znalazlam przedluzacz. I tyle.

Jutro wyjezdzamy na weekend do Pittsburgha. Lece cos zjesc bo zaczyna burczec mi w brzuchu ;) Milego weekendu!
20:48, alexxela78
Link Komentarze (4) »
niedziela, 14 grudnia 2008
sie dzieje
Mysle tak sobie od paru dni, zeby cos tutaj napisac, ale jak w koncu sie za to zabieram, to wybija mi nagle jedenasta na zegarze i zamykam laptopa i ide spac. Zakrecony byl ten tydzien, bo jeszcze pracowalam, najpierw przygotowania na przylot Mamy, a potem wyprawa na lotnisko, przybylismy godzine wczesniej, a potem czekalismy nastepne dwie godziny z kwiatami w rekach na Mame, co by sie juz w koncu ukazala w tych drzwiach, a tu ludzie rozni wychodza, na telebimie napisane, ze samolot on time, choc juz spozniony z Monachium wylecial, wiec czekamy stojac, nogi juz bola, bo chcesz byc pierwsza jak ja zobaczysz, juz oczy bolaly od wypatrywania, bo ludzie wychodza i wychodza. I myslisz sobie, czy juz doleciala, czy sobie poradzila, czy znalazla ten wozek, czy ktos jej pomogl te walizy na ten wozek wlozyc, jak tam na tym immigration, czy wszystko bylo na spokojnie, czy sie doczepili, itd. Ale w koncu ja widzisz w tym tlumie, wyskakujesz, calusy, powitania i o jedenastej w domku, zamiast dziewiatej. Wszyscy zmeczeni. Spac pozno, bo oczywiscie nie mozna sie nagadac. A rano deszcz, do poludnia troche pogadalysmy, ja do pracy, mamusia do lozka, z pracy wieczorem, na drugi dzien znowu leje caly dzien. Drugi dzien w Stanach i w domu zamknieta, bo na taka pogode t tylko kalosze i nieprzemakalna kurtka i nawet w tym mokro. W miedzyczasie probujesz sobie znalezc nowa prace, wiec umawiasz sie na interwiu. W piatek zaplanowalam, ze wezme ja do pracy, bo tylko pare godzin z moim ulubionym dzieckiem, ze wezmiemy na spacerek, wyrwiemy sie, pochodzimy po centrum, przy okazji chcialam wyslac ostatnie kartki swiateczne, ze wezme samochod i po pracy podwioze ja do Matta pracy, zeby razem poszli na lunch, a ja w tym czasie na rozmowe w sprawe pracy. Plan byl, ale dziecko chore, wiec siedzimy w domku, o dwunastej telefon, ze rozmowe musze przesunac po facetowi zmarla matka i pytam sie sama siebie po co ja bralam ten samochod? Wiec zamiast lunchu z M. zabralam Mame do naszej bylej dzielnicy, pokazalam jej gdzie mieszkalismy, pochodzilysmy troszke, wypilysmy herbatke w starbucksie i pojechalysmy do polskiej dzielnicy na zakupy przedswiateczne. Dzisiaj rano ja do pracy na pare godzin, a Mamuska z Mattem pojechali do herbaciarni, a potem zabierajac mnie pojechalismy do Wegmana, ktory bardzo sie mojej Mamie spodobal. A ze po zakupach bylismy wyglodzeni, to zabralismy ja do indyjskiej, jej pierwszy raz w zyciu i zapomnielismy zrobic zdjecia. Przejechalismy po centrum, zeby choc z samochodu zobaczyla i do domciu, gdzie padlismy i znowu dziesiata wieczorem.
Takie prawdziwe zwiedzanie zostawiamy na nastepny tydzien kiedy to mam wolne i pomiedzy rannymi rozmowami mam duzo czasu. Trzeba bedzie sobie zrobic plan co w jaki dzien. I zdecydowanie wole jak jest zimno, ale sucho :) niz jak leje i jest cieplo!

Kupilismy Mamusi telefon, jeszcze klucze musze jej wyrobic, ale nie wiem dlaczego, ale boje sie ja puscic sama w te nieznane strony...

Jutro na farme po choinke, musze zapakowac prezenty na wysylke, i te domowe.
 Kartki wyslac.
Zamiesilysmy ciasto na pierniczki, wiec pewnie jutro bedziemy piec.

Mialam kupon do sephory, ale jak w poniedzialek poszlam to nie moglam sie zdecydowac co kupic i w koncu wyszlam, kupon wazny do jutra, no trudno.

Kupon tez mialam do Lucky Brands, ale mam nadzieje, ze po swietach bedzie jeszcze taniej.

A w piatek do Pittsburgha, wracamy w niedziele, poniedzialek-wolny, wtorek w pracy caly dzien, nie wiem kiedy te pierogi bede lepic, bo w wigilie pracuje pol dnia-gdyby nie pieniadze, to byl olala, ale...

Mam wielka nadzieje, ze od stycznia nie bede tam pracowac, bo szefowej mam po dziurki w nosie, juz nawet nie mam ochoty jej widziec. Dosyc. Za dlugo. I tak podziwiam siebie za tyle lat cierpliwosci i do niej i do jej dziecka.

A i ozdoby musze dokupic. Troche ten dom ozdobic, bo przy sasiadach jakis taki goly ;))

A i najlepsze...powiedzialam Mattowi, ze wypozyczylam Sexmission, a on, to oczywiscie musimy ogladac bez Mamy...usmialam sie bo myslal, ze jakies polskie porno mu wypozyczylam....

Milej niedzieli i do uslyszenia ;)))
04:14, alexxela78
Link Komentarze (5) »
wtorek, 09 grudnia 2008
;))
 Juz niedlugo spotkam sie z moja Mama, ale fajnie!
Milego dnia wszystkim zycze.

14:31, alexxela78
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 08 grudnia 2008
zmeczona
Wczoraj mielismy isc na swiateczne party, na ktore nie moglam sie doczekac od tygodni, ale po fryzjerze i zrobieniu sie na bostwo, poznym lunchu mezulek sie rozchorowal tak, ze ani raczka, ani nozka, wiec nie poszlismy. Samej mi sie nie chcialo, poza tym nie lubie. Zajelam sie praniem i czytaniem ksiazki i sie zasiedzialam do pierwszej w nocy, konczac 'Marley & me' i placzac. Ksiazka jest przepiekna i bardzo wzruszajaca. Przypomnialy mi sie moje psiaki i moja z nimi przygoda, od wyboru szczeniaka, wystawy, ciaze i wlasne szczeniaki. Wspolne spanie pod kocykiem, wtulanie, spacery. Niesamowita przygoda. Tesknie za nimi. Jeszcze przed czytaniem tej ksiazki bardzo chcialam miec labradora, ale po przeczytaniu tych wszelkich problemow jakie moga one stwarzac i miec, jak problemy z uszami itp. to teraz juz nie wiem. Kolezanka tez mi powiedziala, ze maja swoj smrodek, jej rodzice maja, no nie wiem.

Teraz do czytania mam tylko "Tajemnice Bozego Narodzenia', musze sie przejsc do ksiegarni i zobaczyc jakie ksiazki warto kupic.

A dzisiaj zostawilam M. i pojechalam pozalatwiac pare spraw, jak do banku, w ktorym spedzilam dobre 40 min, myslalam, ze wyjde z siebie i stane obok. Potem do Wegmana na zakupy, po drodze paliwo-$1.47. Potem do ross po matress pad, potem do targetu, ikei, pier1 i powinnam jeszcze pojechac do bj, ale juz padalam z sil. Rano zjadlam jogurt, po drodze z wegmana muffina i tyle na caly dzien. Przyjechalam do domu, przynioslam wszystkie zakupy do domku. M. chrapal na kanapie. Przypomnialo mi sie, ze powinnam jeszcze pojechac do lowes i wyrobic klucze dla Mamy. Ale to juz pojade z nia. Mielismy jeszcze odkurzyc samochod i go wymyc, ale cos mi sie wydaje, ze sie nam to nie uda zrobic. Wtorek mam wolny, wiec wstaje i przygotowuje dom na przyjazd Mamy. Mam nadzieje, ze do tego czasu zarazki opuszcza dom!

Musze dokonczyc wypisywanie kartek, pare hanukowych dokupic i nastepna rzecz odfajkowac.

Mam trzy tygodnie aby znalezc sobie nowa prace od stycznia, na razie zadnych zwrotnych odpowiedzi, co zaczyna mnie wkurzac, ale wierze, ze znajde.

No, a w niedziele jak nam pogoda nie popsuje planow jedziemy na farme po choinke! Juz nie moge sie doczekac. Musimy poprzesuwac pare rzeczy w domku, co by sie nam zmiescila, kwiata musze gdzies odelegowac, znalezc mu nowe miesce na pare tygodni.

Mam duzo wolnego w grudniu, w wigilie pracuje pol dnia, a potem mam wolne do konca roku. Bede miec duzo czas dla Mamuski. Bedziemy zwiedzac.

A wy jakie macie plany na swieta, Sylwestra i Nowy Rok? Wyjezdzacie?czy Zostajecie w domu?
00:09, alexxela78
Link Komentarze (9) »
piątek, 05 grudnia 2008
Nie rozumiem...
Spotkalam sie dzisiaj z moja znajoma (nazwe ja pani S.) i jej mezem. Moja dawna bliska kolezanka. Duzo czasu spedzalysmy ze soba, na zakupach, plotkach, spacerach i kawie. Pozniej poznalam ja z dziewczyna ( pania M.), ktora poznalam w pracy, a ktora tez byla z Izraela, wiec spotykalysmy sie we trzy. Bylo fajnie. Pani M. wychodzila za maz, (prawie juz poltora roku temu), byla tez w ciazy, wiec gadalysmy o dzieciach i jak to bedzie, pani S nigdy, a przenigdy nie byla zainteresowana posiadaniem potomstwa, zawsze zadawala smieszne pytania, dla mnie przynajmniej, bo mnostwo z nich dla mnie to byl common sense, i nigdy od niej nie wyczuwalam takiej checi wewnetrznej. Przed slubem pani M. cos zaczelo sie psuc pomiedzy nami, jednego razu wkurzyla sie na mnie, ze jej o czyms nie powiedzialam, potem na babskim, tydzien przed slubem, nie chciala pojsc z nami na wspolne manicure & pedicure, powiedziala, ze nigdy nigdy nie byla i nie jest zainteresowana, ze spotka sie z nami w restauracji, do ktorej nie moglysmy dotrzec na czas bo korek, szukania miejsca na samochod, w koncu dojechalysmy i zobaczylysmy pania S. z mezem, ktory w tym samym momencie, kiedy weszlysmy do restuaracji z przyszla pania mloda, wreczyl swojej zonie bukiet kwiatow, za to , ze tyle na nas czekala, troche nie na miejscu, ale... Kolacje byla ok, ale jakos z pani S. nie w sosie...potem byl slub-za bardzo nie rozmawialismy i po slubie spotkalismy sie wszyscy w szostke w Starbuksie i wtedy zaczelismy rozmawiac i pani S. wygarnela nam co lezalo jej na sercu, wiec sie troche posprzeczalismy o pierdoly i postanowilam, ze tym razem ja nie robie pierwszego kroku, no i od jej strony sie tez nie doczekalam zadnej odpowiedzi/zainteresowania, choc wiedzialam, na sto procent, ze nie zadzwoni, ze ma w nosie. Pewnie jakbym zadzwonila do niej i zrobila ten pierwszy krok to bysmy dalej rozmawialy, a tak od czasu do czasu sie spotykalysmy na ulicy, na krotkie czesc i tyle, zadnych telefonow, smsow, nic ( dodam, ze tez zerwala kontakt z pania M)..az do pazdziernika, kiedy to pani M. zadzwonila do mnie, z informacja, ze pani S. jest w ciazy, z blizniakami. Szczena opadla mi do ziemi. Nie wiem dlaczego, ale poczulam male uklucie zazdrosci. Tego samego wieczoru zadzwonilam do pani S. z gratulacjami, ktore zostawilam na sekretarce. Po tygodniu odzwonila do mnie i rozmawialysmy godzine, jak za dobrych czasow. Dokladnie o wszystkim. Zaproponowalam spotkanie, bardzo chcialam ja zobaczyc 2 w jednym. Jedno spotkanie przelozyla, nie wazne z jakiego juz powodu, dzisiaj udalo nam sie w koncu spotkac, nie dokladnie razem, bo jej maz tez byl. Wracali z wizyty u lekarza... Slicznie wyglada, bo ma tylko taka malutka 'pilke' i cycki jej urosly i moze troszke uda, a tak reszta jak byla chuda. Bedzie miala dwie dziewczynki...zrobili pokoj dla nich, tesciowa zajela sie wybieraniem kupowaniem lozeczek , fotelikow i innych niezbednych rzeczy...na razie nie kupuja innych bo w tradycji zydowskiej jest tak, ze nie kupuje sie rzeczy dla dziecka przed jego narodzinami...Pani S. nie podjela zadnej decyzji, zajeta ostatnim semestrem na uczelni, ocenami, nie przeczytala nawet jednej ksiazki jak zajmowac sie malenstwami, nie wie nic, nie widac po niej tych emocji, jak widac u innych przyszlych mam, jest w 32 tygodniu ciazy, lekarze mowia jej , ze lada moment moze urodzic, chodza na wizyty dwa razy w tygodniu...Zatrudniaja  dwie osoby-baby nurse- do opieki nad dzieciatkami, jedna na dzien, druga na noc...potem pewnie nianie...

Spytalam sie jej to dlaczego w koncu sie zdecydowali na dzieci, a bo sie starzejemy. Nie mieli zadnych problemow z zajsciem w ciaze, wszystko przebiega prawidlowo, dzieci zdrowe. Tylko tych emocji jakos brak. Jakos za bardzo mechanicznie. Jakos smutno mi sie zrobilo po tym spotkaniu, znajac mnie to ja bym szukala, wybierala i kupowala lozeczka, foteliki itp. Juz czytam pisma na temat dzieci, bo mnie to interesuje.  Nie chcialabym miec obcych osob przy moich slodkich malutkich dzieciach, sama chcialabym je  otulac, karmic itp.
Chcialabym sie nauczyc wczesniej. Przy dwojce pewnie poprosilabm o pomoc, ewentualnie moze moja mama moglaby przyleciec...
Pewnie znowu zostane tutaj 'zlinczowana' przez was, mamy!, ale mysle, ze choc znam to z innej strony, i wiem, ze po cesarce boli i wiem, ze ciezko z dwoma na raz, ale nie rozumiem tego braku zainteresowania, tak chyba bym to mogla nazwac. Mam duza niedzieje, ze sie jej odwroci po porodzie, ze ten instynkt nagle sie pojawi, bo teraz bardziej przypomina mi osobe, ktora nosi dzieci dla innej osoby...niz przyszla mame.
02:51, alexxela78
Link Komentarze (10) »
środa, 03 grudnia 2008
Sarah Mclachlan
Uwielbiam jej piosenki, ostatnio ta.





17:09, alexxela78
Link Komentarze (2) »
Na swieta
Firma bliss wypuscila nowy product, bielizne korygujaca. Mi najbardziej podobaja sie pasy, np. taki:

ktory oprocz funkcji korygujacej ma tez funkcje chudnaca ;)
Co mi sie podoba w tym produkcie oprocz ceny to to, ze nie ma niewygodnych zatrzaskow, itp. Trzeba tylko wciagnac to na siebie.
02:01, alexxela78
Link Komentarze (2) »
wtorek, 02 grudnia 2008
mile uczucie
Wygrzebalam sie z pizamy i poszlam na silownie. Wrocilam i zostalam zasypana smsami od mojego trenera, z ktorym notabene nie cwiczylam juz rok, czy chce znowu trenowac, i co mnie powstrzymuje od tego i ze mozemy sie dogadac co do ceny. Chetnie bym mu odpisala, ze naprawde tesknie, ale mysle, ze byloby to zle odczytane ;) Powiedzialam, ze przemysle i ze dam mu znac. A u niego wszystko dobrze leci, trenuje na swoja walke, ktora niedlugo bedzie mial. W sumie to musze sie wziac za siebie bo mam szesc miesiecy aby zrzucic to sadelko, bo mam slub w czerwcu! Wiem, juz teraz, ze oprocz treningow musze jesc regularnie i zdrowo, co to pierwsze za bardzo mi nie wychodzi, wiec ide zrobic sobie pozny lunch. Ahoj!
21:00, alexxela78
Link Komentarze (2) »
Kolejna rocznica
Szesc lat minelo jak jeden dzien....jak przylecialam do Stanow, dla niektorych kraju marzen, dla mnie mial byc przedluzeniem wakacji po zdaniu magisterki i przed normalna praca Psychologa. Wyjazd mial byc tylko na rok, wszystkim co do joty mowilam, ze nie zostane bo chce wrocic i mieszkac i pracowac w Polsce i Stany nie sa moim marzeniem, to sie zdecydowanie nie zmienilo ;)...Tato sie smial i powtarzal, zostaniesz..zostaniesz...No i zostalam, bo poznalam Matta, bo jakby nie On, mnie juz by tu nie bylo ( pewnie bylabym w Toronto ;)), nie latwo jest zaczynac zycie od poczatku, zwlaszcza samemu, odcietym od rodziny, starych znajomych. Stany zmienily mnie...umiem walczyc o swoje, stalam sie bardziej zdecydowana, odwazniejsza. Z kazdym rokiem moj angielski sie polepsza, pamietam czasy kiedy to nie rozumielam o czym dwie osoby mowia przez telefon, za szybko gadaly, teraz  slysze roznice pomiedzy angielskim brytyjskim a amerykanskim. Jeszcze wiele do nauki, ale juz nie buduje w glowie zdania, ktore chce wypowiedziec, mysle po angielsku, i automatycznie odpowiadam. Niesamowite. Czytanie nie sprawia mi klopotu, oczywiscie wciaz sa slowka, ktorych nie rozumiem, albo wymowic nie umiem, ale jak znajde ksiazke, ktora mnie wciagnie, to siedze i  czytam do konca.

 A dzisiaj dostalam ksiazke od znajomej z NY "Marley & me" i juz nie moge sie doczekac aby usiasc i poczytac. Milego dnia!
17:08, alexxela78
Link Komentarze (13) »
 
1 , 2