RSS
niedziela, 28 listopada 2010
Indyk- gwiazda wieczoru i maniery albo raczej ich brak
W tym roku po raz trzeci zostalismy w Filadelfii na swieto Dziekczynienia i po raz pierwszy mialam upiec indyka. Za bardzo nie przemyslelismy kupna tego indyka, tylko pare tygodni przed jak bylismy w Wegmanie i rzucily sie w oczy indyki, postanowilismy kupic jeden i wsadzic do zamrazalnika. Plan byl taki, by zaprosic paru znajomych i razem swietowac. Z paru znajomych ostala sie jedna odwazna ;)) A 14 funtowy indyk mrozil sie na wieczor. Cztery dni przed swietem indyk zostal przeniesiony z zamrazalnika do lodowki w celu odmrozenia, a ja rzucilam sie w wir wyszukania dobrego przepisu. Przepis znalazlam u Giady i od razu przypadl mi do gustu. W dzien swieta, rano zrobilam babeczki dyniowe, dzemik zurawinowy, a potem wzielam sie za indyka, ktory po wydobyciu z wszelakich workow okazal sie lekko zamrozony w srodku. W celu odmrozenia pana zrobilam mu kapiel w umywalce kuchennej. Po pol godzinnej kapieli pacjent byl gotowy do dalszej drogi. Zostal wytarty, w jednym z otworow znalazlam szyje, a w drugim woreczek z 'diamentami', oj tak w tym momencie chwycila mnie glupawka i lekkie obrzydzenie. Innych to nie rusza, mnie tak. Naleze do osob, ktore wola nie wiedziec skad dokladnie cos pochodzi jesli maja to pozniej jesc, dotyczy to miesa. Wyciagajac wiec rozne interesujace rzeczy z pana indyka, powiedzialam M., ze opuscila mnie ochota na niego i ze podziwiam jego mame, ze ona moze potem normalnie jesc. Ja w tym momencie zostalam ponownie wegetarianka ;) Wracajac do gwiazdy wieczoru, kiedy wszystko co mialo byc wyjete zostalo wyjete, indyk zostal polozony w brytfannie i do srodka zostaly wlozone czastki pomaranczy, cytryny, cebuli oraz ziola rozmarynu, oregano i szalwi, potem nastapilo masowanie calego indyka i rowniez pod skora maslem z suszonymi ziolami. Po wymasowaniu calego cialka, indyk zostal wsadzony do piekarnika, w ktorym spedzil cztery godziny. I tak z takiego obrazka:


przeistoczyl sie w gwiazde wieczoru:


Wszystkim bardzo smakowal, nawet znajomi, ktorzy przyszli juz po swojej kolacji zlakomili sie na noge ;) Moj debiut uwazam ze wielki sukces. Matt powiedzial, ze byl to najlepszy indyk jaki kiedykolwiek jadl. Oprocz indyka, dzemiku zurawinowego, bylo takze bardzo dobre nadzienie, sos, ktory niestety z grudkami mi wyszedl ale to zrzucam na brak czasu z ktorym mialam wlasnie problem. Nie do konca dobrze sie zorganizowalam. Byly tez oczywiscie pieczone ziemniaki i warzywka, w planie mialo byc wiecej, ale z braku czasu i miejsca w piekarniku nie bylo. Nastepnym razem ;) Jednym slowem zrobilam M. i P. oraz sobie kolacje dziekczynna z prawdziwego zdarzenia! Dumna jestem z siebie, ze indyk mi wyszedl i ze wszystkim smakowalo. A teraz M. je indyka od czwartku ;))

Tesciowa w tym roku zamowila indyka z farmy, organicznego, opowiadala nam, ze wygladal na bardzo wychudzonego i po odpowiednim czasie spedzonym w piekarniku, wciaz nie byl dobry, wiec ladowal do piekarnika pare razy i po jakims czasie tesciowa miala juz dosyc i go wyciagnela. Z zewnatrz indyk sie powoli robil czarny, a w srodku wciaz byl nie do pieczony. Domyslam sie, ze byl to pierwszy i ostatni raz kiedy tesciowa kupila organicznego indyka.

Czytajac gazete czwartkowa trafilam na rozne smieszne opowiesci/ wpadki glownie z pieczeniem indyka. Jedna babka zapomniala wyjac papieru z wnetrza indyka, a ktorym to wycierala indyka po kapieli. Krojac indyka juz po upieczeniu znalazla ow papier w srodku i mocno zastanawiajac sie co to jest i skad sie tam wzielo. Po nitce do klebka, przypomniala sobie, ze ten zweglowy obiekt znaleziony pomiedzy nadzieniem jest tym papierem. Papier zostal wyjety, a indyk powedrowal na stol swiateczny ;)
Duzo bylo opowiesci o psach, ktore zjadly indyka ;) albo o indykach, ktore wyskoczyly z brytfanny na podloge kiedy to byly wyciagane z piekarnika i oczywiscie wyladowaly na stole. Jedna opowiesc byla o babci, ktora jako potrawe na stol przygotowala salatke, w ktorej jeden z domownikow znalazl kawalek paznokcia i babcia zamiast sie zaczerwienic stwierdzila, ze sie zastanawiala co sie stalo z jej paznokciami a teraz juz wie co sie z nimi stalo ;) taki czarny humor... A wy doswiadczyliscie na swojej skorze jakis wpadek?

Interesujacym wydarzeniem wieczoru byly odwiedziny Matta znajomego z dziewczyna, ktorzy przyniesli winko, pol tarty z jablkami ( o tarcie, ktorej slyszalam juz tydzien wczesniej, dziewczyna Matta znajomego uwielbia piec tarty i zapowiedzieli sie, ze przyniosa jedna) i dwie koncowki dwoch roznych chlebow, prosze sie nie pytac dlaczego, bo nie wiem.

Winko zaraz otworzyli, nie pamietam czy sie spytali czy ktos chce, Paulina, pamietasz moze?
Ja sie 'slynna' tarta poczestowalam-dobra byla, ale zeby taka ach, ach...jadlam lepsze.

Znajomi winko wypili, za bardzo nie chcieli sie ruszac do domu, choc pozno bylo, a my po caly dniu, ja kucharzenia, bylismy zmeczeni i chcielismy isc spac i dawalismy rozne sygnaly, ktore nie zostaly odczytane, wiec ja sie zabralam do sprzatania jedzenia. Indyk byl do rozebrania, wiec zaczelam od niego.
W koncu sie ruszyli, nie bylo juz nic do picia ;) zaczeli sie zbierac i zabrali ze soba reszte swojej tarty, widocznie byli bardzo do niej przywiazani ;)) Smiac mi sie chcialo, bo wygladalo to troche komicznie. Zabrali swoje zabawki do domu. Pewnie jakby nie wypili tej butelki wina i jakby cos w niej zostalo to pewnie tez by ja zabrali, a tak zostawili nam pusta w prezencie ;) Nie, ze sie czepiam, tylko zaobserwowalam inne jak dla mnie zachowania i sie nimi z wami dziele :)

O imprezie urodzinowej i syfie opowiem wam nastepnym razem. Milej niedzieli zycze.


04:41, alexxela78
Link Komentarze (4) »
czwartek, 11 listopada 2010
kuchenne drobiazgi
Kupilam dzisiaj moja pierwsza patelnie w Ikei. Jest z tej nowszej serii 365+ z piecioletnia gwarancja i jestem bardzo ciekawa jak mi sie bedzie sprawiac. Nigdy nie marzylam o garnkach za tysiac, wiec jak sie sprawdzi to kupie wiecej.

Przy kupnie przypomnialam sobie jak z okazji slubu dostalismy piekny zestaw garnkow od mojej hostowej rodzinki. Cieszylam sie, bo nie mielismy wtedy zadnego garnka na nowym mieszkanku,  a tu tyle na raz. Garnki nie dozyly roku, nawet nie jestem pewna czy pol roku wytrzymaly. Pamietam tylko tyle, ze wywalam je jeden po drugim, wkurzajac sie oszczednoscia mojej bylej hostowej rodzinki. Jakby choc raz nie mogla wydac wiecej na kogos spoza rodziny, bo przeciez pieniedzy jej nie brakowalo ;) albo mogla po prostu kupic zestaw szklanek.

Z prezentow slubnych pamietam jeszcze dwie rzeczy , z ktorych sie usmialam jak je rozpakowalam. Jeden to byl maly prostokatny, szklany talerzyk z rysunkiem wina i serow, wiec pewnie na przystawki. A drugi to kubelek na lod ze szczypcami. Zwlaszcza ten ostatni prezent bardzo czesto jest uzywany w naszej kuchni ;)) Te dwa prezenty dostalismy od bardzo bogatych znajomych mojej przyszywanej tesciowej i tescia. A Wy mieliscie jakies wpadkowe prezenty slubne? macie je jeszcze? czy wyrzuciliscie/sprezentowaliscie?

Z takich najwazniejszych kuchennych dupereli musze kupic sobie slow cooker, food procesor, i wage. Ide odpoczac chwilke z katalogiem duperelek kuchennych, a potem ogarnac dom i upiec miesko ;)
21:19, alexxela78
Link Komentarze (10) »
środa, 10 listopada 2010
ciemno wszedzie... co to bedzie?
Wlasnie wyslalam $500 na rzecz mojej pozyczki i za kazdym razem mam nadzieje, ze moja miesieczna suma sie zmniejszy jak juz zaczne ja splacac w styczniu ;) Ach, milo by bylo sobie cos za to kupic ;(

Po suchej skorze na rekach wiem, ze juz zima idzie, bo to pierwsza taka moja oznaka. Wcieram wiec krem nalogowo.

Ciesze sie, ze zyskalismy w ten weekend dodatkowa godzine snu, ale ciemno o godzine w pol do piatej jest szalenstwem. Wracam z pracy i mam ochote wskoczyc pod koldre i spac. Zupelnie mi sie nie chce nic pichcic.

Kartki na swieto Dziekczynienia wypisane, znaczki kupione. Zbieram przepisy na odswietna kolacje, bo po raz pierwszy w swym zyciu bede piekla indyka! Indyk juz jest, mrozi sie w lodowce i czeka na swoj wystep za dwa tygodnie. A ja w myslach ukladam menu ;)

W niedziele zabralismy sie za projekt miesiaca, a dokladnie za usprzatniecie piwnicy. Powyrzucalismy niepotrzebne graty, zrobilismy miejsce na meble ogrodowe, dla ktorych musielismy zdjac specjalnie drzwi do piwnicy bo sie z nimi silowalismy a to w jedna strone, a to w druga i nie chcialy sie przez rame przejsc. Juz myslelismy co my tu zrobimy z tymi meblami, ale weszly!

Przerobilismy na mialke trzy kartony papierow, glownie przestarzale juz rachunki. Nasza niszczarka w pewnym momencie zdechla, by po godzinie stanac na nogach i walczyc do konca z papierem ;) W stercie papierow, znalezlismy papiery z inspekcji trzech domow z czterech, o ktore sie staralismy, ale nie kupilismy z roznych wzgledow. Niesamowite, ze bylo ich az cztery, dokladnie pamietam trzy z nich. Jeden z nich byl niesamowity pod wzgledem wielkosci, ale strasznie duzo pieniedzy i pracy potrzebowal aby go przywrocic do zycia. Po prawie trzech latach ciesze sie, ze go nie kupilismy.

Fajnie jest przegladac stare rachunki i patrzec na co sie wydawalo pieniadze piec lat temu i ile za czynsz placilismy jak wynajmowalismy mieszkanie. I tak spedzilismy milo dzien.

Za tydzien przychodzi nastepna firma aby wycenic nasza lazienke. Trzy tygodnie temu byl facet, fajnie sie nam gadalo o tym co chcemy, mial nam dac znac i do tej pory nie dal. Skreslimy wiec go z listy. Znalezc dobrego fachowca za dobra cene to dopiero sztuka!
00:20, alexxela78
Link Komentarze (2) »
wtorek, 02 listopada 2010
zimno...zimno...
Podsumowanie wczorajszego wieczoru, czyli halloween mam takie, ze po cukierki przyjezdzaja rodzinny z dziecmi z innych, mniej bezpiecznych rejonow miasta, wlasnie w nasze strony. Z jednej strony sie ciesze, ze milo ze strony rodzicow, ze zabieraja dzieci na cukierki w bezpieczne rejony i ze chociaz raz do roku bedzie dzieciakom fajnie, a z drugiej strony te rodziny do milych nie naleza. Bo prosimy, aby dzieciaki poczestowaly sie i wziely po jednym, co by starczylo dla wszystkich i mowimy otwarcie, ze dla dzieci, a tu jedna, druga i trzecia matka bezczelnie wsadza reke i bierze dla siebie i nawet nie podziekuje. A szczerze patrzac sie na nia, cukierkow jesc juz nie powinna ;) Ja cierpliwosci do takich nie mam, wiec Matt siedzial i rozdawal i co chwile slyszalam ta sama spiewke...ach szkoda gadac. A i wiekszosc takich wlasnie niegrzecznych, grubych bab przychodzilo z dziecmi, ktore zamiast koszyczkow mialy worki, takie po brzegi wypelnione, wiec nie wiem czy one maja to zamiar zjesc od razu, czy to na rok? Bo tak wlasnie wygladalo jak na rok. A jak sie ma w domu z piatke, piec takich workow, a rodzice raczej nie wygladaja na takich co przestrzegaja by dzieci jednak tych slodyczy nie jadly, wiec wizyta u dentysty murowana...dzieciakow z sasiedztwa byla garstka, bardzo grzeczne...tak zaobserwowalam.

Bylam przed chwilka w cvs po tabletki i co widze, mikolaje, balwanki i choinki, czas na swieta. A przeciez jeszcze Swieto Dziekczynienia, prawda? Po co przyspieszac przeciez to zycie i tak leci tak szybko!!

Czas leci, a ja mam nastepna liste do zrobienia i zero czasu na chorowanie w weekend! Musze w koncu zgrac wszystko z laptopa na dyskietki i zresetowac, wsadzic nowe programy bo w koncu powinnam miec  czas, prawda? Szkoly nie mam, to powinnam, a nie mam.

Rozgladam sie od jakiegos czasu za kurtka zimowa i sie tak zastanawiam z ktorego sklepu kupic, czy ktos zamawial z Eddie  Bauera? podoba mi sie kurtka i kolory.

Za tydzien w sobote jedziemy na urodzinki coreczki przyjaciela Matta, trzecie urodzinki. Musze pojechac do sklepu z zabawkami i kupic prezent dla niej, potem przed swietami mamy jeszcze jedne urodzinki, nastepnej trzy latki i nastepny prezent. Jednej trzylatce mniej wiecej wiem co kupic, drugiej nie mam zielonego pojecia co ma, a czego nie ma. Listopad znowu zakrecony i krotki sie wydaje. Za dwa tygodnie przyjezdza do nas kolezanka blogowa z mezem i z coreczka. Faceci wybieraja sie razem na barcamp a kobietki beda plotkowac i sie bawic. Bedzie wesolo ;))

Czeka nas tez generalne sprzatanie piwnicy, ktore sie nie odbylo w zeszly weekend, mycie mebli ogrodowych i generalne sprzatanie drugiego pokoju.

A i sie wkurzam bo mialam dostep do ogladania polskiego serialu i nagle mi ten dostep zostal uniemozliwiony, ale o co chodzi? wiec szukam innych stron z dostepem i na razie nie znalazlam, ktos pomoze?

I juz dziesiata wieczor, gdzie to zlecialo? spac by nalezalo pojsc. Dobranoc.
03:10, alexxela78
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 01 listopada 2010
Pamietajmy...zapal swieczke.

W Stanach nie ma tradycji odwiedzania grobow pierwszego listopada. Wszystkich swietych jest dniem pracujacym, poprzedzajacym dniem wyborow, ktory dla nie ktorych jest dniem wolnym od pracy. Zadnych zaprzyjaznionych grobow odwiedzac jutro nie bede bo nie mam, na cmentarzu bylam ponad miesiac temu. Jutro bede wspominac ukochanych, ktorzy odeszli i rodzinne odwiedzanie ich grobow, zapalanie swieczek,  widok na zamkniety cmentarz, ktory rozposcieral sie z okien kuchni mieszkania, widok mieniacych sie swiatelek, ktory co roku byl slabszy. Wspominac bede z usmiechem wyelegantowane panie i panow na cmenatrzu, tlum ludzi, spotykanych co chwile znajomych, dalsza rodzine, wspolne opowiesci. Ze lza w oku swiatelka krzyzy, malutkie groby i pochylonych rodzicow nad nimi...  


01:46, alexxela78
Link Dodaj komentarz »