RSS
niedziela, 22 listopada 2009
koncert, nowy semestr i swieto dziekczynienia.
Mialam napisac wczesniej, ale znowu czas przelecial mi przez palce. Jutro rano wylatujemy do Polnocnej Karoliny, tam lecimy, ale tak docelowo to spedzimy niecaly tydzien w Poludniowej Karolinie. Szczerze, to nie moge sie doczekac. Choc ksiazki i papierzyska zabieram ze soba, to przynajmniej odpoczne troche od Philly ;) I jedzonko bedzie mi podawane regularnie, a to zawsze mile jest.

W zeszly wtorek bylismy na koncercie The Cranberries, po dwudziestoletniej przerwie, po raz pierwszy zobaczylam ich na zywo. Bylo wspaniale. Blisko sceny, widok piekny, super muza, spiewy na caly glos! A na drugi dzien do szkoly, nowy semestr. Nowe, trzy plany prac i cotygodniowych czytanek. Z tej okazji kupilam sobie kalendarz na nowy rok, co by wszelkie zadanie zapisac, teraz pieknie sie prezentuja i wszystko widze, kiedy co i ile ;) W tym semestrze mam neuropsychologie, ksiazki sa dwie, jedna bardzo barwna, mnostwo obrazkow mozgu itp.; druga, autorstwa profesora, bez obrazkow, ale podobno przystepna w odbiorze, pozyjemy, poczytamy i ocenimy, czy prawda. Druga klasa, to teorie psychologiczne, ciekawa, z mnostwem zadan, papierow do napisania. Zwlaszcza koncowa praca na temat wlasnego rozwoju psychologicznego na dwanascie stron...haha.
Trzecia klasa, w soboty, dwa razy w grudniu, raz w styczniu i raz w lutym, duzo do czytania, prezentacji i oczywiscie, reflection papers ;) Ostatni semestr do przodu, na piatkach. Z jednej strony sie ciesze za sa, a z  drugiej wciaz cos mi wisi nad glowa, ze w pelni cieszyc sie nie moge. Za duzo stresu bylo, tylko tyle powiem.

Dzisiaj, skorzystalam z wolnosci, zrobilam wloski, poszlam na pedicure & manicure i brwi, urodzinki i troszke lepiej sie czuje.

pewnie odezwe sie jeszcze w grudniu, ale teraz zmykam, zycze Wam, no co niektorym ;)

Wesolego Swieta Indyka,
spedzcie go z rodzinka i z przyjaciolmi,
wesolo i radosnie!!

papapa
05:15, alexxela78
Link Komentarze (4) »
czwartek, 05 listopada 2009
Witam po przerwie!
Oh..dawno mnie tutaj nie bylo! Dzisiaj zakonczylam moj zakrecony dwunastotygodniowy semestr prezentacja narzedzia testowego ;) Dwanascie tygodni wyciete z zyciorysu. Nigdy w zyciu nie doswiadczylam tak intesywnej pracy mozgowej, ze tak sie okresle. Pomijam juz stres, ktorego na poczatku nie bylo, ale zajwil sie na koniec w calej okazalosci. Nie przypominam sobie, zebym kiedykolwiek sie tak duzo uczyla. Dzien w dzien. Weekendow nie cierpie. Uwielbiam poniedzialki-bo znowu do wspanialej pracy, choc dlugie godziny, ale sie relaksuje. Od kwietnia mam dwie fajne szefowe, wiec praca nabrala innego wymiaru, spelniam sie w stu procentach, mimo tego ze zmagam sie z roznymi problemami, jakimi rodzic sie spotyka w wychowaniu swojego wlasnego dziecka. Na przyklad, zazdrosc miedzy rodzenstwem, czy bunt dwulatka. Nie jest latwo, jak kazda matka dwulatka moze przytaknac/ czy podpisac sie pod moimi slowami, ale usmiech i duzy uscisk na koniec dnia wynagradza wszystko. A najlepsze sa wiadomosci zostawione na mym telefonie w dniach, w ktorych mnie nie ma. Cos w stylu, "hi Ola, I miss you, have fun at school ( maly czlowieczek mowi o sobie), ate veggies for lunch, I love you" przez mojego kochanego dwu i pol latka. Slodkie nie? Nie jedna lza w oku mi sie zakrecila. Tak zdecydowanie spelniam sie macierzynsko.
Uwielbiam tez czwartki, kiedy pracuje pol dnia. Jest dniem po srodowych zajeciach i moge choc chwilke odpoczac. W czwartki, zazwyczaj co dwa tygodnie bywalam na korkach uczelnianych albo w mojej study group, tak wiec zjezdzalam do domku na osma, czasem po, rzucalam w kat torbe i zasiadalam na trzy godziny przed tv, ogladajac moje ulubione seriale.

Minusem studiowania jest balagan w domu, czasem dzien, czasem dwa bez obiadu, minimalny kontakt z wlasnym mezem. Z czasem wiec ustalilismy, ze piatki wieczorem beda nasze. Zjezdzalismy do domu, strolilismy sie i spacerkiem szlismy na poszukiwanie jakiejs nowej restauracji w naszej okolicy.
Do minusow nalezy tez brak czasu na silownie, czy tez domowe cwiczenia. Zaczynalam juz dwa razy szostke Weidera i po kilku dniach przestawalam...bez komentarza. Minusem jest wiec moja waga. Wagowo nie przytylam, ubraniowo widze roznice, co nie napaja mnie pozytywnie. Ale to inna juz para kaloszy.
Minusem jest powiekszajacy sie stos czasopism i tych kolorowych i tyh psychologicznych, na ktorych brak czasu.

Na poczatku semestru panowalam nad wszystkim, po paru tygodniach robilo sie coraz wiecej i wiecej..zwlaszcza w jednej z klas. Babka jest wariatka... naprawde nie bylo za duzo czasu na przetrawienie, a juz nastepny temat, a tu nastepny test, quiz co tydzien, gora do czytania, praca do napisania, jedna druga. Praca badawcza, cos ala magisterska, tylko badania sa teoretyczne.

Teoretycznie zaczelam przerwe semestralna, praktycznie jutro musze wrocic do szkoly, oddac test, ktory wypozyczylam aby przygotowac prezentacje, doplacic do semestru, mam zastrzyki nastepna ture do odbebnienia. Rano wstac, bo komunikacja miejska jest w strajku od poniedzialku, podwiezc meza do pracy. A potem do malla, na zakupach nie bylam wieki, a to jedyna szansa na wypad.

Za tydzien w czwartek mam test, wspomniany pare notek wczesniej, Praxis. Na nastepny juz semestr prace do napisania, artykul do przeczytania. To na jedna klase, o dwoch innych jeszcze nie wiem. Wiem tylko, ze sa ciezkie. Neuropsychologie mialam na studiach, ciezka byla po polsku, w wersji angielskiej pewnie bardziej zakrecona ;)

Zmeczona jestem. Nie wiem czy mozg bedzie mial mozliwosc pelnego relaksu do 18 listopada, bo choc wylatujemy na tydzien do Poludniowej Karoliny na swieta dziekczynienia, ksiazki musze zabrac.

Jest przed jedenasta wieczorem, kolacji nie jadlam...ide spac.
04:26, alexxela78
Link Komentarze (11) »