RSS
piątek, 26 lutego 2010
chwila
W zeszla srode zakonczylam moj zimowy, trzeci semestr. Zostaly jeszcze dwa. Zimowy byl ciezkim semestrem, bo trzy klasy, bo pelno prac do pisania, w tym wlasnie dluga, prawie jak magisterka, praca, case study, neuropsychologia, ktora naprawde lubilam, niestety ogolny brak czasu na przetrawienie i delektowanie nie bylo, a szkoda bo bardzo ciekawy to przedmiot. Mozg, najwazniejszy organ czlowieka, od ktorego wszystko sie zaczyna. I po raz kolejny uzmyslowienie sobie jak wazny jest porod i jak wazny jest lekarz z glowa, ktory podejmie dobra decyzje, a nie na przyklad na sile bedzie wyciagac dziecko kleszczami, zamiast zrobic cesarke, bo dziecko za duze. I jak z bez problemowej ciazy mozemy miec bardzo ciezki porod i na koniec dziecko, z powiklaniami zdrowotnymi. Az strach w ciaze zachodzic. Zycie.

Mam chwile oddechu, bardzo dziwne uczucie, chwile bo w nastepna srode zaczynam czwarty semestr i praktyke w szkole. Mam dluga liste, co mam zrobic, jakie obserwacje przeprowadzic, z kim wywiad zrobic. Szkola wybrana, kontakt z tamtejsza pania psycholog nawiazany, za dwa tyg. pewnie bedzie moj pierwszy raz, spotkanie z dziecmi. Nie wiem dlaczego, ale troche mnie to przeraza, bo pierwszy raz bede przeprowadzac testy sam na sam z dziecmi pod okiem pani psycholog. Takie sprawdzenie siebie, czy to jest to co bede chciala robic w przyszlosci, czy jednak nie.

Przez ostatnie dwa miesiece jestem chora. Domyslam sie, ze zarwane noce i stres, spowodaly obnizenie mojego systemu immunologicznego. Najpierw bylam chora przez trzy tygodnie, potem na chwilke mi przeszlo, zeby znowu za pare dni zlapac raz jeszcze, potem dostalam wirus zoladka-takie wirusy fajne sa, bo nic nie jesz przez dwa dni, tylko na wodzie, zmuszaja cie do lezenia plackiem ( mialam do napisania pare prac itp.), na trzeci dzien stajesz na wadze i piec funtow mniej, zyc nie umierac ;) To powinna byc moja nowa dieta, woda propel i krakersy z macy. I pare dni po tym obudzilam sie z nowym przeziebieniem. I na koniec zostalam wyslana do lekarza, a ze akurat skonczylam semestr to moglam pojsc, dostalam spray do nosa i tabletki. Jest lepiej, juz mnie nie boli jak oddycham i kaszle tylko juz wieczorami. Poza tym probuje sie zrelaksowac. Byloby milo gdyby stres spowodowal brak checi do jedzenia, a nie ciagle choroby, bo przy nich apetyt mi sie nie zmienia.

Co jeszcze... snieg. O tak. Nikt juz chyba na swiecie nie skarzy sie, ze nie ma u niego zimy, bo chyba wszyscy w tym roku dostali snieg. My juz trzy razy mielismy burze sniezna. Razem chyba 57", zdecydowanie przekroczylismy wynik ostatniej zimy stulecia, sniegu stulecia, ktory byl w 96'. Teraz wszyscy marza o wiosnie, a ja tez, choc chyba bardziej o lipcu, dokladnie o koncu lipca, kiedy znowu bede mogla wrocic do delektowania sie zyciem, a nie zyc zyciem na wariackich papierach...

Moja przerwa jest taka, ze zamiast po kolacji, o osmej zasiasc przed ksiazkami, ja organizuje moje uczelniane papierzyska, skladam, wynosze na dol ( z sypialni do salonu), przydalby mi sie nastepny regal, zamawiam ksiazki, sprzatam dom, ktory byl zaniedbany przez ostatnie trzy miesiace, ogladam filmy, jak Amelie z Hilary Swank, to ostatnio, probuje przerobic stos czasopism, ktory pietrzy mi sie dokladnie wszedzie. No i probuje sie umowic z przyjaciolkami, na ktore nigdy czasu nie mam, ale sie okazalo, ze jednej nie pasuje, a druga zachorowala, szkoda, choc taka bylam podekscytowana wizja babskiego. No coz, wezme Matta na zakupy, on zawsze chetny na takie szalenstwa ;)

A, jeszcze sie nie pochwalilam super mezem, ktory sie tak troszczy o mnie i pomaga w trudnych chwilach, jaki on mi prezent na Walentynki sprawil ( nie wspomnie, ze akurat trzy dni przed finalowym z neuropsychologii). Ano, Matt doszedl do wniosku, ze chce abym sie wreszcie zrelaksowala i wyslal mnie w Walentynki do spa, na masaz ( ach, jak ja masaze uwielbiam!) i na facial. No i bylo super. Tak mnie dziewczyna wymasowala, ze nie chcialo mi sie ruszac z tego loza. Facial-mnhmmnhm...nie jest to to co tygryski lubia najbardziej i miewalam lepsze wydania, ale...







01:16, alexxela78
Link Komentarze (2) »
piątek, 05 lutego 2010
bystry chlopczyk
Jestem dumna z 'mojego' dwu i pol latka, ktory zna wszystkie litery male i duze i potrafi przeliterowac wyrazy. Bawimy sie w alfabetowa zabawe, ktora polega na nazwaniu literki i znalezieniu odpowiedniego wyrazu na nia. No i ostatnio uwielbia bawic sie w te puzzle:


wybiera literki, uklada, przeliterowuje np. c-a-r i na koniec wykrzykuje car! Jest niesamowity.

05:38, alexxela78
Link Komentarze (2) »
środa, 03 lutego 2010
marzenie glowy
Praca badawcza lezy na stole, pare rzeczy musze poprawic, w tym APA style. Jest po dwunastej w srode i zupelnie nie mam weny tworczej. Prace musze oddac w sobote, kiedy konczy nam sie jedna z klas. Musze rozbudowac troche czesc dyskusyjna pracy, skleic, sprawdzic gramatyke i wydrukowac. Na sobote rowniez musze przeczytac artykul i napisac refleksje na jego temat i przygotowac sie na dyskusje. Ale nie ma sil. Glowa mi leci, oczy sie zamykaja spac mi sie chce-skutki choroby. Wzielam pare dni wolnego w tym tygodniu, zeby sie nie pogorszylo, dni wolne mialy byc na spanie i zadbanie o siebie zostaly wykorzystane zupelnie w inny sposob-odrabianie zadan domowych, ktorych konca nie widac. Pewnie jakbym miala wene, poszloby szybciej. Jestem na koncowce i nie mam sil aby dobiec do mety, w glowie dwie mysli kraza, jedna mowi odpusc, a druga, no jak to, dasz rade, wyspisz sie w niebie ;)skoncentruj sie na wygranej.

zdecydowanie lepiej mi sie mysli po poludniu, zwlaszcza po latte, albo jakims energetycznym napoju, ktorych tez ostatnio duzo pije ;)
no wiec ide, podejscie numer dwa. Milego dnia.

17:34, alexxela78
Link Dodaj komentarz »