RSS
czwartek, 22 stycznia 2009
***
Tak mi smutno od paru dni. Ten dzien nadchodzi wielkimi krokami. Juz tylko pare dni z Mamuska. Choc jeszcze tutaj jest, juz tesknie, bo tak dobrze jest  ja miec tak blisko. I po co ten czas tak szybko do przodu gna?

***

Szkola jeszcze mi sie nie zaczela, a juz zatruwa mi zycie. Wymyslili, ze co tydzien beda zajecia w inne dni tygodnia. Sa dwa przedmioty na semestr. Jednego tygodnia bede miec psychologie rozwojowa we wtorki i czwartki, a na nastepny tydzien wprowadzenie do psychologii szkolnej w piatki i w soboty ( cala sobota do dupy bo zajecia od 8.30am do 5pm) i tak sie beda przeplatac. Bardzo dziwne. Plan jest jeszcze nie do konca zapieczentowany, moze nastapia zmiany, wiec mam nadzieje, ze moze jednak zrobia te same dni w tygodniu, bo czy moj pracodawca bedzie na tyle elastyczny? Mam taka gleboka nadzieje, choc juz widze jej mine. Bo ja dlugo zbieralam moja szczeke, ktora po przeczytaniu emaila opadla z hukiem na ziemie.
05:30, alexxela78
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 19 stycznia 2009
zwiedzania czesc dalsza
A dzisiaj pozno mi sie wstalo. Za oknem swiat przyproszony sniegiem, slonko gdzies tam za chmurami, za bardzo nie chcialo mi sie wstawac z cieplego lozeczka. Ale niedziela, to trzeba wykorzystac dzien wolny i zobaczyc/pokazac cos nowego. Takze po kosciolku, gdzie ksiadz opowiadal i zapraszal do Waszyngtonu na marsz zycia, ktory odbedzie sie w czwartek i zjedzeniu drugiego sniadanka wyruszylysmy z Mamuska do centrum, metrem oczywiscie.
Na stacji, 'City Hall', ktora jest jedna z najbrudniejszych stacji jakie znam, ogolnie metro w Filadelfii do czystych i pachnacych nie nalezy, wysiadlysmy i tym razem nawet dobrze z niego wyszlysmy. Plan mialysmy taki, ze wrocimy do Art Museum dokonczyc zwiedzanie. Po drodze do muzeum, zrobilysmy sobie zdjecie z figurka Love, nie tylko nam je zrobiono, ale i trzem osobom je zrobilysmy. Tak bardzo popularna jest figurka Love. Potem spacerkiem udalysmy sie w strone muzeum i zamiast prosto do Art Museum weszlysmy do Rodin Museum. Muzeum jest przepieknie polozone wsrod drzew i krzewow, wiosna jest tam przepieknie. Przywital nas pomnik mysliciela.



A wchodzac do srodka przylaczylysmy sie do grupy, ktora na czele z pania przewodnik ogladala rzezby. Posluchalysmy opowiesci przy kazdej rzezbie, a potem juz same wrocilysmy do poczatku i juz na spokojnie ogladnelysmy cala kolekcje. A kolekcja spora. Augustyn rzezbil w gipsie i w marmurze. Zapomnialam napisac, ze tuz przy wejsciu do muzeum Rodina stoi jego, mysle, ze jedna ze slawniejszych rzezb, a mowie o Wrotach do piekla. Jest niesamowita, ile tam szczegolow, pieknie i precyzyjnie wyrzezbionych glowek, cial. Niemal wszystkie jego rzezby maja pieknie wyrzezbione pupy, na ktore naprawde nie mozna niezwrocic uwagi. To tak jakby rzezbiarz chcial wlasnie nasza uwage w ta strone skierowac, jak przy rzezbie kobiety, ktora lezacac na kolanach, z wywroconym obok niej wiadrem wody, jej mokre wlosy, pieknie wyrzezbione plecy i ta pupa! Bardzo podobala mi sie rowniez rzezba przedstawiajaca reke Boga trzymajacego skorupe, a w niej wyrzezbione postacie Adama i Ewy, ktore splataja sie ze soba. Albo rzezby przedstawiajace rece: dwie prawe rece, albo reke mezczyzny i kobiety w lekkim uscisku.

Po muzuem poszlysmy na tyly Art Musuem gdzie polozony jest piekny park, z bardzo ladnym tarasem widokowym, z jednej strony na rzeke, maly wodospad i domki, w ktorych mieszcza sie kluby kajakarskie, a z drugiej strony na Art Museum i wiezowce.








Domki, w dzien wygladaja tak sobie, dopiero gdy zapadnie zmrok wygladaja przepieknie, zwlaszcza z oddali kiedy wraca sie autostrada do centrum migocza tysiacem swiatelek, ktore odbijaja sie w wodzie.

Woda, jak widzicie, zamarzla w wielu miejscach. Podczas naszego spacerku poproszylo troche sniegiem, wracajac w strone centrum, przeszlysmy sie troche trasa dla biegaczy, tudziez spacerujacych, laczy jedna dzielnice z druga, ale ze sie zaczynalo sciemniac wrocilysmy do glownego chodnika, minelysmy Franklin Institut, fontanne, w ktorej w lecie wszyscy sie kapia od dzieci zaczynajac na bezdomnych konczac, weszlysmy na chwilke do katedry swietego Piotra i Pawla, a stamtad pomachalysmy fladze polskiej i minelysmy pomnik Kopernika i znowu wyladowalysmy w Love parku. Z tamtad na plac z pionkami, dominem i figurka Burmistrza miasta z 1972 roku, upss zapomnialam jak mial na imie. Ogladnelysmy urzad miasta z drugiej strony, wiezowce i spacerkiem do metra.


A wychodzac ze stacji metra juz niedaleko naszego domku, znowu sniezek zaczal proszyc. Potem gotowanie kolacji, wspolne jedzonko, deser-brownies z lodami i majac pelne brzuszki odpoczywamy przed kolejnym tygodniem.

A wczoraj, za pamieci napisze, ze wybralismy sie we trojke do National Constitution Center. Dla wszystkich byl to pierwszy raz. Budynek jest pieknie oszklony. Zwiedzanie zaczyna sie od usadowienia sie w okraglej audytoryjnej sali, gdzie oprocz pani opowiadajacej koleje historii i jak doszlo do napisania konstytucji, sa wyswietlane obrazy na scianach i film na podlodze oraz na siatce spuszczonej z gory, z odpowiednimi glosami w tle. Jest to pierwsze na swiecie muzeum poswiecone uhonorowaniu i wytlumaczeniu konstytucji United States. Muzeum ma ponad 100 interaktywnych wystaw. Szkoda, ze nie mozna robic zdjec. Mozna za to stanac przy katedrze i zlozyc przysiege prezydencka, albo oddac swoj glos na dzisiejsze problemy spoleczne, w stylu, czy jestes za, czy przeciw malzenstwom gejow i lesbijek.
Na koniec zwiedzania, wkroczylismy do sali wypelnionej 39 postaciami z brazu, sygnariuszami konstytucji, mozna nawet zlozyc swoj podpis ;) A Benjamin Franklin z papierowa korona na glowie, wczoraj mial urodziny, skonczyl 303 lata.

Po zwiedzaniu, pojechalismy na south street, chcielismy gyrosa, ale nasza ukochana grecka, byla zamknieta, wiec poszlismy do wloskiej, w ktorej daja bardzo duze porcje. Matt wzial salatke, a my z Mama na pol, piersi kurczaka z grzybami i bialym! makaronem, a na deser tiramisu i sernik. Mniam!
Pare dni temu patrzylam na wage, schudlam trzy funty, nie wiem skad, bo na silowni nie bylam juz od poczatku grudnia i jem duzo weglowodanow, moze te spacerki zwiazku ze zwiedzaniem cos daja, no bo co innego?


03:02, alexxela78
Link Komentarze (2) »
piątek, 16 stycznia 2009
dumna i blada
Wczoraj wieczorem stalam sie dumna posiadaczka iPhonu ;)
Nie jest on najnowszej generacji, bo dostalam go w spadku po 'pradziadku', czyli po M., ale jest w bardzo dobrej kondycji, mysle ze dzieki screen protection i bardzo dobrej oprawie, dzieki ktorej pomimo roznych upadkow przezyl bez zadnego uszczerbku na zdrowiu. Mezulek kupil wczoraj nowy, a swoj stary podarowal mi, poza tym zmienilismy dwa plany, na jeden rodzinny.

Tak sobie ostatnio myslalam o szybko mijajacym czasie, jeszcze nie dawno byl sylwester 2007, potem wycieczka do Baltimore, Polska, wakacje, wrzesien, nie dawno Mama przyleciala, a juz jest 16 stycznia, a za pare miesiecy nasza piata rocznica. Za szybko to leci. Starzeje sie.

U nas bardzo zimno. Dzisiaj mam wolne, wiec sprzatam/piore, umawiam sie na wizyty do lekarzy i jedziemy na zakupy do Wegmana, co by sie  przewietrzyc  przy okazji, bo na spacery za zimno, poza tym zeby juz miec spokoj w weekend i przeznaczyc go na dalsze zwiedzanie. Mamy tez bilety na auto show.

Musze tez zalatwic sobie podwojna szczepionke na zoltaczke A i B, oraz rozyczke.  Na cos jeszcze powinnam sie zaszczepic? Bo zaczynam przygotowania  na wielka wyprawe zyciowa.



18:40, alexxela78
Link Komentarze (9) »
czwartek, 15 stycznia 2009
Aaaaa
Aaaaaa.....Poznalam Cutie-Pie!!!

Tak sie ciesze, ze moglysmy sie w koncu spotkac i poznac. Bardzo fajna dziewczyna z tej naszej Cutie Pie ;)) Blogowe znajomosci to jest to. Mysle, ze na wiosne powinnysmy zrobic jakies spotkanie blogowe, kto sie pisze?

P.S. jestem strasznie wymeczona po wczorajszym, zawiasy mnie bola. Napisze jak przezylysmy trzynastego juz niedlugo :)

04:29, alexxela78
Link Komentarze (6) »
wtorek, 13 stycznia 2009
zimna zima
Pozegnalismy dzisiaj nasza kochana choineczke. Taka byla sliczna, ale juz byla pora, bo w koncu Boze Narodzenie bylo juz dawno temu. Nie chcialam ja wystawiac na ulice do wyrzucenia, chcialam znalezc jakas organizacje/osobe, ktora chciala by ja zabrac, wiec Matt zamiescil ogloszenie na craigslist, ze oddamy zywa jeszcze choinke za darmo. No i jakis Rosjanin sie z nim skontaktowal, ze tak owszem chce i ze dzisiaj wieczorem po nia przyjedzie. Po pracy wzielam sie za sciaganie ozdob i swiatelek i Matt wzial ja na zewnatrz i czekal na faceta i czekal i czekal. Po pol godzinie czekania, facet zadzwonil do niego, czy ta choinka to sztuczna, czy zywa, bo on chce sztuczna. Kurcze, a wyraznie napisane bylo, ze zywa! Byl jeszcze jeden chetny, do ktorego potem zadzwonilismy, przyjedzie i wezmie ja jutro rano. Mam nadzieje, ze przed smieciarka. Pytal sie, czy wypuscila korzonki, wypuscila, wiec jest nadzieja, ze mozna ja wsadzic do ziemi i sie przyjmie, w sumie to nie znam sie na takich rzeczach. Ale mam nadzieje, ze po nia przyjedzie. Bo choineczka jest jeszcze w bardzo dobrym stanie.
Pusto sie bez niej w domu zrobilo, wiecej przestrzeni podlogowej, trzeba skrzydlokwiat przesunac spowrotem. Przydalby mi sie jakis elektryk, ktory przesunal  by mi lampe, ktora powinna wisiec nad stolem, a wisi tak jakos dalej, jakos w dziwnym miejscu, bo za blisko blatu z wyspy kuchennej.

Po swietach zepsul mi sie mikser, taki reczny. Nie chca sie zaczepic palki i tak sobie mysle, czy jego naprawa sie oplaca, poza tym gdzie by go zabrac na taka naprawe, bo po gwarancji juz dawno. Mysle, wiec czy nie sprawic sobie takiego stojacego miksera z KitchenAid (ktos ma?) czerwonego of course. Mamy gift card do macys, wiec w koncu bym ja wykorzystala. Tylko doplacic by trzeba bylo.

Jutro, wymyslilysmy sobie z Mamuska, ze jedziemy podbic NY, ze wstajemy o piatej rano, jak dla mnie bardzo wczesnej godzinie i lapiemy pociag o siodmej, tak zeby po dziewiatej byc juz na miejscu. Jestem bardzo ciekawa czy sie nam to uda, choc wiem, ze jak mam cel, to wstane, nawet o tak zabojczej godzinie, jak godzina piata. Juz sobie szykuje stroj, bo zimno tam, na polnocy. U na zdecydowanie cieplej. A przekonalam sie o tym w sobote, kiedy pojechalismy do Princeton, aby zobaczyc jeden z najslawniejszych uniwerkow na swiecie. Miasteczko studenckie piekne. Samo miasto, ba miasteczko slodkie. Domyslam sie jak pieknie musi wygladac wiosna. Godzina od nas, na polnoc, a jaka zmiana pogodowa, tam troche sniegu lezy, bardzo zimno, a poznym popoludniem zaczelo sypac sniegiem. Przyjechalismy do nas, a u nas cieplej i bez sniegu, zimno, ale nie tak, wiec juz sobie wyobrazam jak jest w Nowym Jorku.

Mezulek mial dzisiaj wizyte u specjalisty od alergii i astmy. To ja znalazlam miejsce, lekarza, zabukowalam wizyte, zalatwilam skierowanie, wyslalam. Poszedl, wrocil z siatka lekow i z pustym porftelem. Dostal leki i na alergie i na astme. Za tydzien zaczyna serie zastrzykow na alergie,  przez pierwsze osiem tyg. co tydzien, potem co trzy tygodnie. Podobno tak do konca zycia. W sumie chodzilo mi bardziej o astme, bo to jest bardziej grozniejsze dla zycia.  Oczywiscie lekarz opieprzyl go, ze sie nie zaszczepil jeszcze na grype, bo jak na nia zachoruje, to jako astmatyk ma w najgorszym przypadku 50% przezycia. Bardzo pocieszajace. Do lekarza pierwszego kontaktu idzie w czwartek, mam nadzieje, ze go zaszczepia. Dostal tez rozpiske lekow, co o ktorej godzinie ma zazywac. Mam nadzieje, ze mu sie polepszy.

Ide wydrukowac rozklad jazdy, mapke i przyszykowac sobie rzeczy na jutro i powinnam pojsc do lozeczka wczesniej, co by sie wyspac.

03:11, alexxela78
Link Komentarze (10) »
piątek, 09 stycznia 2009
Styczniowa wysprzedaz
w REI okazala sie hitem nad hitami. Sklep znalazlam na przedmiesciach Filadelfii, jakies 45min od nas. Bylysmy we wtorek i przy mierzeniu kurtek, pomagajacy nam chlopak oznajmil nam, ze w piatek jest wielka wysprzedaz juz przecenionych rzeczy. Oczywiscie wykorzystalysmy ta wiadomosc i dzisiaj z rana pojechalysmy. Przed sklepem bylysmy za piec dziesiata, a tam juz kolejka, niezly czad. Wrocilysmy przed chwilka z dwoma torbami, ja wydalam stowe, za piec bluz. Ceny super. Myslalam przez chwilke o kupnie jakis dzieciecych rzeczy, ale doszlam do wniosku, ze bezsensu, za wczesnie. Co roku sa przeciez przeceny. Teraz lunch i do pracy. Ciesze sie, ze Mamusce udalo sie cos kupic. Chcialam jeszcze kupic spodnie na snowboard, ale nie bylo juz mojej rozmiaru.


19:17, alexxela78
Link Komentarze (5) »
niedziela, 04 stycznia 2009
Pomozecie?
Postanowilam, ze w nowym roku zabiore sie w koncu za wydrukowanie zdjec. Mamy ich mnostwo. Wlasnej drukarki meczyc nie bede, bo drozej mnie to wyniesie. Jest duzo stron, ktore sie tym zajmuja, ale nie mam doswiadczenia, wiec zwracam sie z prosba do Tych, ktorzy danej strony uzyli, zadowoleni sa z jakosci, ceny itp. Prosze o szczegoly! I z gory dziekuje.
01:47, alexxela78
Link Komentarze (5) »
sobota, 03 stycznia 2009
Czas leci i juz 2009
Dawno nie pisalam, a przeciez tak duzo sie dzialo i dalej sie dzieje. Mam troszke czasu, wiec skrobne Wam slow kilka. Zaczne od konca, czyli od dzisiaj.
Piatek,
Mialam spotkanie z fryzjerka w samo poludnie, wiec zjadlysmy sniadanko, ubralysmy sie cieplo, bo zimno u nas od paru dni i pojechalysmy metrem na south street, przy okazji pokazalam Mamie "Magic Garden". Ja do fryzjerki, a Mamuska przeszla sie w ta i z powrotem South Street i zalegla w Starbucksie, gdzie po fryzjerze tam ja zastalam. Akurat jak wyszlysmy chmury sie rozeszly, przestal padac snieg i zaswiecilo sloneczko, poszlismy w kierunku starego miasta, po drodze mijajac liberty bell, odwiedzilismy grob Benjamina Franklina, potem, dom Betsy Ross, przeszlysmy sie po sklepikach,z zewnatrz i przez okno Christ Church i robilo sie coraz zimniej, wiec zaczelysmy wracac w strone kolejki i tak w domku wyladowalysmy okolo siodmej, zziebniete i glodne.

Wczoraj bylismy na paradzie Mummerow. Wstalysmy pozno, bo Matt zawsze wstaje wczesnie, ubralismy sie bardzo cieplo, bo bardzo zimno bylo na dworze, odziani i wyposazeni w aparaty fotograficzne wyszlismy na dwor. My mieszkamy bardzo blisko glownej ulicy (Broad Street), ktora na skrzyzowaniu z nasza( Oregon Ave) jest miejscem od ktorej parada sie zaczyna. Co jakis czas , pokolei kazda grupa sie przygotowywuje, co pare ulic odtancowuje swoj taniec idac w dol do City Hall przed ktorym siedzi komisja, tam tez skupia sie wiekszosc ludzi, reporterow, telewizja itp i tam kazda z grup prezentuje sie w calej okazalosci. W tym roku udalo sie nam podpatrzec ich od, ze tak powiem kulis, ile ludzi jest w kazda grupe zaangazowana, od tych przebranych, po ludzi pchajacych wszelkie tla, az po wozy, ktore na koniec imprezy przewioza calosc z powrotem.
Jak tutaj:


A my spacerujac powoli idac w dol Broad Street, mijajac tlumy, ktore wylegly na chodniki ogladac tak jak my parade,przystawalismy co jakis czas i ogladalismy wystepy Mummerow i tak doszlismy do samego centrum, czyli City Hall, niesamowity, dlugi spacer.



My tez bylysmy przystrojone, kapelusz, boa i gwizdki ;)


No i oczywiscie robilismy zdjecia Mummerom, stroje jak co roku piekne:


najlepiej pojsc na koniec parady, zaczaic sie na takiego fajnie ubranego Mummera i zrobic sobie z nim zdjecie ;)


bo takie zdjecia przeciez najlepsze sa ;) zwlaszcza, ze pan sam zaklada ciezka czapeczke na glowe i przeszczesliwy jest jak mu takie dwie, sliczne Polki stoja przy boku.



patrzcie na te szczesliwe minki!



Aby sie ocieplic i zapelnic glodne brzuszki poszlismy do marathon grill na zupke-maja najlepsza w Philly zydowska zupke, wiec przy okazji Mamuska sprobowala czegos innego- i na kanapke, porcje duze, wiec zostala podzielona na trzy, dla nas po pol kanapki i frytki dla Matta, fajnie jest jak sie ma z kim dzielic ;)
A po dalej na ogladanie parady i w koncu do domku, bo co niektorzy mieli juz dosyc i zziebnieci byli. A wieczorkiem dokonczylysmy piernikowy tort, ktory mial byc na na nowy rok, a zostal w koncu ukonczony poznym wieczorem, z niespodziankami. W sumie od poczatku, placki pieklam w Sylwestra, niezbyt nam wyrosly, juz zamieszone dwa tygodnie teu ciasto sie lepilo, wiec inaczej jak Babci wychodzi, potem placki nam nie wyrosly, wiec zamiast trzech, zrobilysmy piec, dwa z nich przelozylysmy powidlami sliwkowymi, a reszte masa kakaowa. Z masa tez byly jaja, bo mikser mi sie zepsul, widelki nie chca pozostac w dziurkach, nie wiem co sie stalo, wiec wymyslilam, ze tluczkiem od mozdzieza maslo wymieszam i powiem jedno, musze pomysl opatentowac, bo masa wyszla super, perfekcyjna! Niestety na boki do konca niem nie starczylo, ale tort jest super wysoki i donosle sie prezentuje ;) Musze mu zrobic zdjecie.
A ze mamy tort, to trzeba gosci, zaprosilam wiec znajomych na jutro, na pierniczki i herbate ;) ewentualnie cieply apple cider, ha!

A na Sylwestra poszlismy do meksykanskiej, oczywiscie zabralismy Mamuske ze soba, bo przeciez wszedzie ja ze soba zabieramy ;), Matt zaprosil pare znajomych z pracy, fajnie bylo. Cale szczescie odkrylam moj stary, ale za to bardzo cieply plaszcz, ktory ubralam na siebie i mimo spodniczki cieplo mi bylo.
Nowy Rok przywitalismy nad rzeka, odliczajac, a potem ogladajac piekne fajerwerki, tyle nowych i pieknych w tym roku. Miejsce znalezlismy super, bo bardzo blisko, wiec fajerwerki tak blisko, jakby tylko dla nas.

A potem zlapalismy taksowke z zakreconym Hindusem, ktory najpierw zaczal sie z Mattem klocic jak najszybciej do nas dojechac, a na koniec twierdzac, ze klient nasz pan, i puscil nam hinduska muzyczke, smial sie i zartowal i wypytywal sie o dzieci...

No to wszystkiego najlepszego na ten Nowy Rok!


02:34, alexxela78
Link Komentarze (1) »