RSS
sobota, 20 kwietnia 2013
zielono mi i wesolo
Nie moge uwierzyc, ze niedlugo minie rok jak tu mieszkamy. Ale ten czas leci! Ostatnio pomyslalam sobie, dlaczego wczesniej sie tutaj nie przeprowadzilismy. Zupelnie inaczej sie tutaj zyje! Spokojniej...i ludzie mniej nerwowi i milsi... i usmiechnieci i nie sa to przyklejone usmiechy. Dobrze mi tu, na tej 'wsi' z dala od zgielku i krzyku, i papierosow na oknem. Wieczorem moge znowu podziwiac gwiazdy na niebie, a w dzien zapachy nowo rozkwitajacych roslin, krzewow i kwiatow. Zielen bije po oczach. Wiosna zawitala do nas na poczatku lutego, wszedzie bylo bialo i pachnaco, potem rozowo, a teraz ta niesamowita zielen.

Mialam to szczescie, ze trafilam na super aktywna i bardzo fajna grupe kobiet. Dzieci mamy w podobnych wieku, spotykamy sie czesto, mamy o czym rozmawiac i fajnie jest! Wczoraj bylysmy na pikniku w pieknym parku z superowym placem zabaw i w przepieknej okolicy. A wieczorem bylam na babskim, juz nie pamietam kiedy tak dobrze sie bawilam. Bylo nas z 10 i pelno tematow do obgadania i nie wiem kiedy zrobilo sie po jedenastej.

W niedziele spotykamy sie w winiarni na testowaniu win razem z naszymi polowkami i dziecmi oczywiscie.

Jak bym chciala to moglabym sie socializowac codziennie, ale czasem lubie spedzic dzien tylko z moim kochanym chlopczykiem, ktory rosnie szybko i nowe nabywa nowych umiejetnosci.

Fajny jest. Zabawny. Flirciarz i uwielbia sie wyglupiac, dawac calusy i wtulac sie, ale tez opluc i za wlosy wytargac. Porwac papier i szybko wpakowac go sobie do buzi, dlatego zostal nazwany nasza domowa koza ;) Fajnie jest go podgladac jak otwiera szafke, wyciaga koszyczek z przyprawami, wysypuje je na podloge, potem pokolei wklada z powrotem, potem znowu wysypuje i bierze jedna otwiera szuflade ze sciereczkami i wklada do srodka, zamyka, bierze nastepna przyprawe i wsadza ja do innej szafki, a potem sie okazuje, ze znajduje jego skarpetki w koszu na pieluchy, a puzzle w garnku ;) Przeklada, chowa i biega z wozeczkiem trzymajac w jednej rece dwa balony. Po urodzinach mamy mala obsesje balonowa ;))

Wracajac do miejsca, jest czysto! Och jak mi tego brakowalo w Filadelfii!

A i pomarancze, dla takich soczystych i slodkich pomaranczy ( nie wspominam juz o innych owocach, ktore sa tutaj przepyszne) warto sie tutaj przeprowadzic. Jemy w tonach. Nigdy w zyciu nie jadlam tylu rodzai. Ba, nawet nie wiedzialam, ze istnieje tyle roznych rodzai pomaranczy, mandarynek, nie mowiac juz o grejfrutach, ktore tutaj sa dobre! Nawet Mlody potrafi zjesc cala pomarancze na jedno posiedzenie. I paluszkiem teraz pokazuje, ze chce, tu i teraz! Ostatnio nawet zona pana, od ktorego kupujemy te pomarancze na targu zapytala sie dla kogo my kupujemy tyle pomaranczy. Nie mogla uwierzyc, ze dla naszej trojki tyle kupujemy ;))

06:35, alexxela78
Link Komentarze (5) »
środa, 30 stycznia 2013
Co potrafi dziesieciomiesieczniak?
Umie sie usmiechac od ucha do ucha szczerzac zeby i przymruzajac oczy w tym samym momencie. Zawsze mi sie smiac chce jak to robi, bo z jednej strony to tak slodko wyglada, a z drugiej wyglada jakby chcial odstraszyc przeciwnika. Ale jedno jest pewne "Amerykanski usmiech" panuje u nas od dlugiego juz czasu. I tylko zebow przybywa ;) Tak, dzieciomiesieczniak ma juz ich szesc, ostatnio wyszly mu gorne dwojki.

Umie stac i chodzic dokola zabawki, przemieszczac sie od zabawki do zabawki, podciagac, robic pozy jogowe ;) Otwierac drzwi i zamykac.

Lubi dawac opinie czy to na temat owocu, ktory wlasnie zjada, czy tez ze cos chce teraz ;)

Lubi sie przytulac, chowac, flirtowac i zagadywac ;)

Umie zajac sie soba.

Lubi ksiazeczki, ma swoje ulubione, ktore lubi sluchac. Zamiera wtedy i slucha, ewentualnie komentuje. Sa tez takie ksiazeczki, ktorych nie chce sluchac.
Niesamowite jest obserwowac jego reakcje jak czytam mu znany wierszyk w innym wydaniu, poznaje, a z drugiej strony cos mu nie gra, bo na przyklad nie obrazkow.

Od prawie miesiaca chodzimy na basen. Pierwsze zajecia byly oplakane w 99 procentach, i wywolaly uraz do wody, wiec i nasze kapiele wieczorne byly we wrzaskach, ktore po paru dniach ustaly. Duzo oswajania. Drugie zajecia byly juz lepsze, troche placzu, ale tez i uczestniczenia w zajeciach. Trzecie byly niesamowita zmiana, Arturek polozyl sie mi w calosci na wodzie, pisze w calosci, bo jego uszy byly w polowie pod woda, czyli podobno tak jak ma byc. Byl wesoly, plywal na brzuszku i wyl wyluzowany. Zobaczymy jak bedzie jutro. Na razie instruktorka podchodzi spokojnie do niego i daje mu duzo czasu, tez indywidualnego. O tak instruktorzy sa wspaniali, podczas pierwszych zajec pracowala ze mna babka z zewnatrz bo akurat nie byla przebrana, zostalismy oddzieleni od grupy co by inne dzieci nie podlapaly placzu Artura i co chwile przynosila nam inne zabawki, mowila co jeszcze sprobowac. A przed kolejnymi zajeciami zadzwonila do mnie informujac mnie, ze bedzie na basenie w stroju, wiec jakby sie sytuacja powtorzyla to bedziemy dalej pracowac nad oswojeniem Artura. Bylo to bardzo mile z jej strony i zupelne zaskoczenie dla mnie.

Grupe plywacka tworza mamy, ktore poznalam na maminowej grupie. I wszystkie mamy, ktore poznalam tutaj i z ktorymi najczesciej sie spotykam sa mamami coreczek. Wiec pewnie nie bede sie dziwic jak pewnego dnia, moj syn bedzie chcial malowac paznokcie i nosic sukienki, chyba ze do tego czasu poznamy jakies chlopcow.

Arturek wciaz uwielbia wypady na hustawki. Pare razy pozjezdzalismy razem na zjezdzalni.

Nie lubi lezec w miejscu, wiec przewijanie graniczy z cudem chyba ze podzielisz sie z nim mokra chusteczka. Poza wciaganiem wody z mokrych chusteczek, uwielbia jesc kartki, wiec sie zastanawiam co brakuje w diecie mojego syna, ze tak namietnie rzuca sie na wszystkie kartki.

Zaczal testowac...wspina sie i dotyka moich ksiazek i patrzy sie na mnie, wiec kiedy mowie mu, ze nie wolno, to sie cofa, zeby ponownie dotkac i zaraz popatrzec sie na mnie i wykorzystuje okazje jak nie patrze, aby na przyklad pojsc szybko do kuchni i otworzyc szafke, ktorej mu nie wolno, albo otworzyc drzwi na balkon ;) Wychodowalam Czorta ;)

Lubi jak mu sie spiewa i opowiada. Lubi grac na zabawkowym pianinie, najlepsza zabawka pod sloncem. Lubi otwierac i zamykac, grac na butelce...

Kochany jest! Wciaz nie moge uwierzyc, ze juz dziesiec miesiecy mu dzisiaj mija! Kiedy to zlecialo? Przede mna planowanie roczku. Szok, a jeszcze nie dawno byl w brzuszku ;)

05:49, alexxela78
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 stycznia 2013
Zdrowego i wesolego 2013
2012 rok mial byc rokiem konczacym ten swiat, bardzo sie wiec ciesze, ze jednak do tego nie doszlo i moge sie cieszyc macierzynstwem :)

Stary rok zegnalam ze stosem rzeczy do wyprasowania i rownie duzym stosem do wyprania, z brudna lazienka i ogolnie nie posprzatanym mieszkaniem, ale za to udalo mi sie wysprzatac kuchnie na sam koniec, wiec mysle, ze nie bedzie az tak zle w tym nowym roku ;)

Rok 2012 byl to cudny rok, pelen zmian dla naszej malej rodzinki. Najpierw ostatnie szlify domku na urodziny Artura, zostanie Mama, potem pakowanie domu i wyprowadzka, lot do Polski, zmiana stanu i adresu. Duzo sie dzialo. Niech wiec ten nowy roczek bedzie spokojniejszy, dla siebie zycze wiecej motywacji i choc troche myslenia o sobie, i zeby lysinka mi w koncu zarosla ;))

Sylwestra spedzilismy na gorze Diablo, na ktora dojechalismy bardzo waska i kreta drozka, byly chwile grozy jak sie tak na ta gore 'wdrapywalismy' probujac z jednej strony nie przejechac rowerzystow, a z drugiej nie spasc ze skarpy, byly przecudne  widoki, spiacy maluch w samochodzie, a jak juz wjechalismy, bo dlugo sie jechalo na sam szczyt to przywital nas przepiekny krystaliczny widok, wiec udalo sie nam zobaczyc San Francisco i Golden Gate Bridge, widzielismy tez pole wiatrakow i inne gorki, ktore wygladaly jak kopce piasku, pieknie, tylko Mlody nie byl zadowolony, tak to jest jak sie nie spi, potem sie ma nie do konca dobry humor.

Zjechalismy z innej strony, niz wjechalismy, kolo pol z czarnymi jak smola krowami i koniami, blizej domku, a popoludnie spedzilismy na zabawie z Mlodym, a o dziesiatej wieczorem juz spalam, a ze Artur obudzil sie pare minut po dwunastej to wlasnie z nim przywitalam ten nowy roczek. Nie wspomne juz, ze Mlody zrobil nam pobudke o czwartej ( znowu) i nie chcial zasnac, och po kim On ma ten donosny, swidrujacy w uszach glos!, bo jak sie na niego tak czlowiek patrzy to wyglada na spokojnego czlowieczka. A i mamy trzeci zabek na stanie, czwarty pewnie lada dzien tez bedzie. Mam cicha nadzieje, ze i sen powroci do naszego chlopczyka wraz z nowymi zabkami.
 U nas slonecznie dzisiaj, wiec pewnie pojdziemy na spacerek noworoczny jak sie juz z tych poscieli wygrzebiemy ;) Najlepszego Kochani!
20:02, alexxela78
Link Komentarze (2) »
wtorek, 18 grudnia 2012
interesujacy zbieg okolicznosci
Dwa tygodnie temu zapisalam sie na kurs poswiecony spaniu. Mial mi dac pomysly na dluzsze spanie Mlodego i na spanie nocne bez wybudzania. Kurs mial sie odbyc w miniona sobote. Dwa dni po zapisaniu zostalam zaproszona na 'cookie exchange', czyli na ciasteczkowa, babsko-dziecieca impreze. A tydzien potem Arturek zostal zaproszony na urodzinowa, roczkowa imprezke  do nowo poznanej kolezanki. Wszystko w ta jedna sobote i wszystko w prawie tej samej ramie godzinnej od 1-5. Pomyslalam chwile i postanowilam zrezygnowac z kursu, i udzielic sie towarzysko, w koncu nam sie nalezy. I tak tez zrobilam. Mlody wspolpracowal, zasnal na druga drzemke i po niej wskoczylismy do samochodu, wczesniej zapakowawszy wszelkie siateczki do bagaznika. Jedna z prezentem, druga z ciastkami. O bo zapomnialam napisac, ze ta na ta ciasteczkowa impreze,  trzeba bylo upiec ciasteczka na wymiane, wiec dzien wczesniej wieczor spedzilam w kuchni piekac blachy ciasteczek owsianych ;). Wracajac do siateczek, torbe dla Artura i wanienke-na imprezie ciasteczkowej zbierali tez datki dla Mlodych Matek, ktore niczego nie maja, wiec pomyslalam, ze wanienka juz dawno kurzem obrosla wiec na taki szczytny cel oddamy ;)
A akurat jak wychodzilismy z domku to sie rozlalo, wiec jeszcze bardziej interesujaco, ale...pierwsza imprezka byla ta urodzinowa. Duzo dzieci, kolorowych balonow siegajacych sufitu i wesolo. Pobawilismy sie, zaspiewalismy 'sto lat', zjadlam kawalek tortu i trzeba bylo sie zbierac, aby zdazyc na nastepna imprezke. Z instrukcja dojazdu, dojechalismy bez problemu, wygramolilismy sie z samochodu i wkroczylismy do bardzo ladnie urzadzonego domu, z dziewczynami i dziecmi w srodku. Oprocz roznych ciasteczek, ktore staly na honorowym miejscu, byly tez inne przegryzki, w postaci salatki, zupy i napojow, z procentami rowniez ;)
Mlody sie rozgladal dookola, a jak zobaczyl mnie z butelka wody zazadal, ze On tez chce i do konca naszego pobytu bawil sie wlasnie ta butelka. Mam naprawde malo klopotliwe dziecko. Jesc nie chcialo, bo przeciez trudno sie skupic w tak interesujacym miejscu.

Jak juz mielismy sie zbierac, niestety czas lecial, a Arturek chodzi wczesniej spac niz inne dzieci i choc imprezka miala byc do piatej, to wygladalo, ze dopiero sie rozkreca, wiec szkoda bylo wychodzic. Ale nie o tym chcialam, wiec przyjechala jeszcze jedna matka z coreczka, znam ja z grupy mamowej i sie pyta czy nie mamy nic przeciwko temu, ze jej corka jest przeziebiona i czy moze sie bawic tymi samymi zabawkami co inne zabawki. Pani domu swietnie wybrnela z tego oswiadczajac, ze Ona nie ma z tym problemu, ale ze inne mamy moga miec, wiec moze lepiej aby jej coreczka bawila sie inna zabawka i wreczyla jej inna zabawke. Oj nie rozumiem jak mozna przyprowadzac chore dziecko na impreze, gdzie z gory bylo wiadomo, ze bedzie duzo maluchow. Nie ma jak byc egoista. Zapchany nos i dziecko ktore nie moze spac to co chce kazda matka. W samochodzie Arturek zaczal dawac znac, ze jest bardzo glodny, wiec zaczelam mu spiewac rozne piosenki i tak dojechalismy do domku. W domku szybka kapiel, piers i spanko.

A noc z poniedzialku na wtorek byla ciezka noca z wieloma pobudkami, i ranek Arturek przywital z zapchanym nosem i kichaniem. Super! Nawilzacz wlaczony, nosek zakropiony i mam nadzieje, ze przeziebienie szybko sobie pojdzie. A na razie jak sie mu znikne z horyzontu to jest placz i trzyma sie uczepiony, czerwone oczy i leje mu sie z nosa. Jak nie On. Biedactwo. Na zajecia z muzyki nie pojdziemy, szkoda. Bylismy na hustawkach miedzy drzemkami, zeby poodychac swiezym powietrzem. Troszke nas wywialo, bo dzisiaj zimno, ale slonecznie. I ciekawi mnie skad chorobsko przyszlo? Czyzby od wyzej wspomnianej dziewczynki?
21:56, alexxela78
Link Komentarze (2) »
Odwiedziny
Arturek ruszyl w piatek pelna para i dzisiaj odwiedzil mnie w kuchni ;) i od razu sie w niej rozpanoszyl. Skad On wiedzial jak sie szafki otwiera? ;)






06:13, alexxela78
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 grudnia 2012
Dla Anety ;)
Niestety nic lepszego nie znalazlam, a skanera mi sie nie chce wyciagac, moze przy nastepnej okazji cos lepszego uda mi sie ze skanowac. Mam nadzieje, ze kolezanki sie nie obraza, ze je wstawiam ;)

studia, pewnie czwarty rok


a tu tez studia Lotwa, chyba pomiedzy trzecim, a czwartym, ale nie pamietam.



nastepnym razem bedzie troszke nowsze, z sprzed dziesieciu lat w okularach, jak znajde badz zeskanuje.

I jakie wrazenia?
04:40, alexxela78
Link Komentarze (5) »
niedziela, 02 grudnia 2012
Okragla rocznica
Mija mi dzisiaj 10 lat odkad przybylam na te amerykanska ziemie.
Jak sobie przypomne siebie dziesiec lat temu z wielka waliza, w niebieskim plaszczyku, w czerwonych okularach i w bardzo krotkich wlosach to sie usmiecham pod nosem. Bylam taka zagubiona dziewczynka, znajaca troche jezyk, na tyle by sie jako tako dogadac.

Do samolotu wsiadalam ze lzami w oczach, z jednej strony ciekawa tego co mnie czeka, a z drugiej strony lekko przerazona. Pamietam, ze lecialam najpierw do NY na czterodniowe szkolenie, a potem mialam bilet na samolot do Filadelfii. Szkolenie odbywalo sie w jednym z hoteli blisko lotniska.  Jak przez mgle pamietam, ze musialam, zadzwonic po samochod, zeby mnie odebral z lotniska. Pamietam, ze wykrecalam numer i rozmawialam i jakos sie dogadalam, ze mnie odebrali..pamietam, ze spalam w pokoju z jedna dziewczyna z Litwy, ale w srodku nocy okazalo sie, ze przyjechala jeszcze jedna i ze ma razem z nami spac i ze pokoju dla niej nie bylo? Oj tak i spalysmy razem w jednym lozku ;)) Nie pamietam skad ona byla. Pamietam nasza pierwsza wyprawe na Manhattan, jechalysmy i jechalysmy z tego hotelu, pamietam, ze strasznie sie mi sie ta droga dluzyla jakbysmy jechaly na koniec swiata:)...zwiedzalysmy centrum finansowe w ciemnosci, pamietam te puste ulice, jak strasznie bylo, tak pusto, bez zywej duszy...a potem szostego grudnia malutkim samolotem do Filadelfii...zastanawialam sie czy rozpoznam mojego host tate i pamietam moja mysl przebiegajaca mi przez glowe kiedy go w koncu zobaczylam, ze jaki niski on jest, haha i pamietam tez juz przez mgle droge do domu host rodzinki i mijace krajobrazy za oknem, a potem osiedle w ktorym mieszkali, potem ich dom, taki wielgachny i host mame i blizniaki, takie slodkie szesciomiesieczne maluchy i caly salon wypelniony zabawkami, przeroznymi zabawkami i hustawkami...nie pamietam czy szybko tamtej nocy zasnelam, czy nie w 'moim' duzym lozku i w 'moim' nowym pokoju z wielgachna szafa wnekowa.

Niesamowite jak ten czas leci...a wydawaloby sie, ze bylo to wczoraj...tamten rok byl niesamowity wciaz go wspominam z usmiechem na twarzy i smiac mi sie chce z moich przygod.

Niesamowite jest to jak mnie ten rok zmienil...z niesmialej dziewczynki w pewna siebie kobiete...dalam rade i nadal daje sobie rade...ciekawe co przyniosa nastepne lata.


04:32, alexxela78
Link Komentarze (8) »
sobota, 01 grudnia 2012
Pracoholik
Dzisiaj kończysz osiem miesięcy! Z tej okazji Mama podała Ci nowy owoc-persimmon. Owoc ten w Polsce wystepuje pod nazwą hurma japońska, albo kaki, niektórzy nazywają go także persymoną. W Filadelfii nie widziałam i związku z tym nigdy nie jadłam, natomiast tutaj obok pomarańczy, cytryn i granatu, w przy domowych ogródkach i ten owoc można spotkać. Po raz pierwszy zobaczyliśmy ten owoc na targu, na który jeździmy co sobotę, kupiliśmy i posmakował nam, ale dla mnie nie była to miłość. Persimmon, jak dla mnie nie pachnie jak owoc, a raczej jak warzywo, kojarzy mi się ze słodkim ziemniakiem. Jest słodki, ale nie jak owoc.  Jest tutaj, w Kalifornii, bardzo popularnym owocem. Owoc jest koloru pomarańczowego, trochę w wygladzie przypomina pomidora, ale skórę ma twardszą, a na górze cztery listki. Dobry jest ze skórką i bez. Ostatnio dodałam go do sałatki razem z jabłkiem, granatem i pestkami z dyni. Pycha. Ale wracając do Ciebie, mój Chłopczyku i wartości persymony. Owoc ten ma dużo witaminy C. Jeden owoc zawiera aż 17mg witaminy C! I najważniejsze jest to, że Ci posmakował. Jak na razie żadnej negatywnej reakcji nie zauważyłam. Na kolację też dostałeś i wszystko zjadłeś, aż musiałam się rozglądać za czymś dodatkowym, bo jeszcze chciałeś a ja już nie miałam.

Tak, ostatnio wydajesz się bardziej głodny i jesz więcej.

Jesteś bardzo aktywnym chłopczykiem, znowu nastapiła redukcja snu, drzemki były godzinne, czasem połtora godzinne, teraz są pół godzinne i  zaraz po obudzeniu jesteś gotowy do następnych ćwiczeń. Na dzień dzisiejszy cały czas  ćwiczysz pozycję wyjściową do raczkowania, na kolana i się bujamy, no i chcesz się również wspinać. Bardzo jesteś zdeterminowany i z tego wynika, że nie masz czasu na spanie. Mój pracuś ;)

Umiesz się też sam bawić przez dłuższy czas. Najlepsze zabawki to pusta butelka po wodzie, muszę zmierzyć czas ile potrafisz się tak nią bawić, w rączkach obracać, macać, walić jak w bęben, należąco czy na siedząco, nie ważne. Drugą zabawka jest książeczka plastikowa. Obie rzeczy są bardzo lekkie i pewnie dlatego łatwo jest Ci je obracać w rączkach.

Jestem ciekawa ile ważysz, więc muszę pamietać aby Cię jutro zważyc, zmierzyć mogę w domu, tylko pamietać muszę ;)

Ładnie się nam rozwijasz, na zajeciach mamowo-dziecięcych turlasz się do dzieci, przygladasz się, jesteś zainteresowany co robią. Za Tobą pierwsze zdjecia z innymi dziećmi, zrobione przez inną matkę, które Cię zaczepiają, fajnie jest podgladać poznające się dzieci.

I jeśli rozpieszcza się człowieka miłością, to jesteś bardzo rozpieszczonym Chłopczykiem ;) Jestem zakochana po uszy w Tobie, w Twoich wielgachnych niebieskich oczętach, świdrujących i czarujących mnie i w tym uśmiechu łozbuzerskim i kochanym. To w jaki sposób na mnie patrzysz i jak się we mnie wtulasz. Przekochany jesteś i tyle, nawet jeśli nie śpisz.
05:12, alexxela78
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 listopada 2012
tarta dyniowa
Pamietam jak dziewiec lat temu sprobowalam tarty dyniowej, i ledwo przelknelam kawalek. Bylo to jedno z tych ciast, ktore nie trawilam. Zawsze odmawialam. Lata plynely. W tym roku jak nigdy zamowilismy zestaw z upieczonym juz indykiem, a w srodku oprocz dan na kolacje byla tez i tarta. Tarta dyniowa jest bardzo typowym ciastem podawanym/jedzonym w czasie swiat Dziekczynienia. Pomyslalam, ze sie zmarnuje, bo nie lubimy. W czwartek w tym calym wirze kolacja/kapiel/spanie zapomnialam wystawic ja na stol po kolacji, a w piatek Matt sprobowal, ale jemu nie podeszla, wiec i  ja postanowilam, ze sprobuje. Sprobowalam kawalek i zaskoczylam sama siebie, bo posmakowala mi ;) I zjadlam ze smakiem nie jeden, a pare kawalkow na przestrzeni tego dlugiego weekendu. Wychodzi na to, ze  smaki sie zmieniaja.
22:27, alexxela78
Link Komentarze (4) »
piątek, 23 listopada 2012
nigdy wiecej
Lubie swieta Dziekczynienia, sa to takie rodzinne swieta, wspolne gotowanie, rozmowy...co roku spedzamy je razem z M. rodzina, albo tesciowa u nas, albo my u niej. W tym roku zapowiadalo sie, ze spedzimy je we trojke z racji naszych przenosin na drugi brzeg. Ale zwiazku z tym, ze mialy to byc pierwsze swieta Artura udalo sie nam namowic i tesciowa i brata M., zeby przyjechali do nas na wspolne swietowanie, wtedy jeszcze nie zdawalam sobie sprawy w co dokladnie sie pakuje. Tesciowa zaniemogla i nie przyjechala. Powoli dochodzi do siebie po zapaleniu pluc, ktore zaatakowalo ja miesiac temu, natomiast brat z zona przyjechali. Spedzilismy bardzo fajny dzien wczoraj. A dzisiaj mieli sie zjawic okolo poludnia na wspolne gotowanie, i spedzenia czasu.
Dzien zaczal sie wczesnie, 5.30 Mlody wstal, wiec wstalam i ja, nie chcial juz lezec i sie bawic, noc byla bardzo interesujaca, bo wczorajsze drzemki byly bardzo krociutkie, wiec wiedzialam, ze noc bedzie wesola i taka byla. Nie pamietam ile razy sie budzilam, nie wazne. Nastal ranek, pobawilismy sie, posmialismy sie, zjedlismy sniadanko i Mlody poszedl spac, nawet ladnie sobie pospal. Po obudzeniu ciag dalszy zabaw, a ja w tym czasie zaczelam przygotowywac pare rzeczy. Przed nastepna drzemka wyslalam M. do sklepu po pare rzeczy i po odbior indyka, bo w tym roku doszlismy do wniosku, ze zamowimy czesc juz upieczona. Okazalo sie w miedzyczasie, ze brat z zona poszli sobie do centrum pochodzic i jak na razie nie zamierzaja przychodzic, wiec pomyslalam, ze przyjda pozniej i pomoga pozniej...

Kolacje planowalam na czwarta, ale biegajac pomiedzy pokojem Mlodego, ktorego polozylam na trzecia drzemke, a ktory nie mogl zasnac, a przygotowywujac dalsze potrawy, sie nie wyrobilam. Brat zjawil sie przed czwarta bez zony, bo sie okazalo, ze zle sie czuje, trwaly rozmowy czy wogole sie pojawi, az w koncu o piatej po nia pojechal...a ja latalam gotujac warzywka, robiac salatki, Mlody towarzyszyl mi w kuchni i powoli robil sie coraz glodniejszy, wiec i jemu przy okazji tez cos robilam. W pewnej chwili mialam lzy w oczach, bo tutaj losos w piekarniku, tutaj probuje odgrzewac indyka i reszte, ktora przyjechala z indykiem, tutaj dla Mlodego, a ich nie ma i na dodatek wszystko sama. Pomyslalam sobie tylko, ze  niezle sie wpakowalam i to na wlasne zyczenie. Tak wygodnie jest przyjsc na kolacje przez kogos przgotowana. Wszystko bylo pyszne i smakowalo i dobrze. Daje sobie odznake super kobiety i nigdy wiecej. Nie czuje wlasnych nog, nie mowiac juz o zmeczonej glowie. Cale szczescie, ze zamowilismy tego indyka.
05:12, alexxela78
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 58