Blog > Komentarze do wpisu
nigdy wiecej
Lubie swieta Dziekczynienia, sa to takie rodzinne swieta, wspolne gotowanie, rozmowy...co roku spedzamy je razem z M. rodzina, albo tesciowa u nas, albo my u niej. W tym roku zapowiadalo sie, ze spedzimy je we trojke z racji naszych przenosin na drugi brzeg. Ale zwiazku z tym, ze mialy to byc pierwsze swieta Artura udalo sie nam namowic i tesciowa i brata M., zeby przyjechali do nas na wspolne swietowanie, wtedy jeszcze nie zdawalam sobie sprawy w co dokladnie sie pakuje. Tesciowa zaniemogla i nie przyjechala. Powoli dochodzi do siebie po zapaleniu pluc, ktore zaatakowalo ja miesiac temu, natomiast brat z zona przyjechali. Spedzilismy bardzo fajny dzien wczoraj. A dzisiaj mieli sie zjawic okolo poludnia na wspolne gotowanie, i spedzenia czasu.
Dzien zaczal sie wczesnie, 5.30 Mlody wstal, wiec wstalam i ja, nie chcial juz lezec i sie bawic, noc byla bardzo interesujaca, bo wczorajsze drzemki byly bardzo krociutkie, wiec wiedzialam, ze noc bedzie wesola i taka byla. Nie pamietam ile razy sie budzilam, nie wazne. Nastal ranek, pobawilismy sie, posmialismy sie, zjedlismy sniadanko i Mlody poszedl spac, nawet ladnie sobie pospal. Po obudzeniu ciag dalszy zabaw, a ja w tym czasie zaczelam przygotowywac pare rzeczy. Przed nastepna drzemka wyslalam M. do sklepu po pare rzeczy i po odbior indyka, bo w tym roku doszlismy do wniosku, ze zamowimy czesc juz upieczona. Okazalo sie w miedzyczasie, ze brat z zona poszli sobie do centrum pochodzic i jak na razie nie zamierzaja przychodzic, wiec pomyslalam, ze przyjda pozniej i pomoga pozniej...

Kolacje planowalam na czwarta, ale biegajac pomiedzy pokojem Mlodego, ktorego polozylam na trzecia drzemke, a ktory nie mogl zasnac, a przygotowywujac dalsze potrawy, sie nie wyrobilam. Brat zjawil sie przed czwarta bez zony, bo sie okazalo, ze zle sie czuje, trwaly rozmowy czy wogole sie pojawi, az w koncu o piatej po nia pojechal...a ja latalam gotujac warzywka, robiac salatki, Mlody towarzyszyl mi w kuchni i powoli robil sie coraz glodniejszy, wiec i jemu przy okazji tez cos robilam. W pewnej chwili mialam lzy w oczach, bo tutaj losos w piekarniku, tutaj probuje odgrzewac indyka i reszte, ktora przyjechala z indykiem, tutaj dla Mlodego, a ich nie ma i na dodatek wszystko sama. Pomyslalam sobie tylko, ze  niezle sie wpakowalam i to na wlasne zyczenie. Tak wygodnie jest przyjsc na kolacje przez kogos przgotowana. Wszystko bylo pyszne i smakowalo i dobrze. Daje sobie odznake super kobiety i nigdy wiecej. Nie czuje wlasnych nog, nie mowiac juz o zmeczonej glowie. Cale szczescie, ze zamowilismy tego indyka.
piątek, 23 listopada 2012, alexxela78

Polecane wpisy

  • zielono mi i wesolo

    Nie moge uwierzyc, ze niedlugo minie rok jak tu mieszkamy. Ale ten czas leci! Ostatnio pomyslalam sobie, dlaczego wczesniej sie tutaj nie przeprowadzilismy. Zup

  • Co potrafi dziesieciomiesieczniak?

    Umie sie usmiechac od ucha do ucha szczerzac zeby i przymruzajac oczy w tym samym momencie. Zawsze mi sie smiac chce jak to robi, bo z jednej strony to tak slod

  • Zdrowego i wesolego 2013

    2012 rok mial byc rokiem konczacym ten swiat, bardzo sie wiec ciesze, ze jednak do tego nie doszlo i moge sie cieszyc macierzynstwem :) Stary rok zegnalam ze st

Komentarze
2012/11/23 09:10:05
OLa sorry za pytanie (jeśli nie na miejscu), ale gdzie był twój mąż w tym czasie????
-
2012/11/23 21:58:45
tez chcialam zapytac o meza... ale tak w ogole to kto przychodzi na obiad do matki z malym dzieckiem bez wczesnego upewnienia sie, czy nie potrzebuje czasami pomocy? nie koniecznie w kuchni, ale ktos sie mogl malym przeciez zajac, abys Ty miala wolne dwie rece, nie tylko jedna... szkoda slow.
-
2012/11/24 04:18:02
W sumie nie chodzilo mi o meza, maz albo zalatwial sprawy za miescie, albo bawil goscia, albo bawil sie z Malym, choc Maly wolal siedziec ze mna w kuchni i 'gotowac' ze mna, a na koncu mi pomagal. Chodzilo mi bardziej oto, ze jakbym wiedziala jak sie to skonczy to bym sobie inaczej to wszystko zaplanowala i nie wychodzila az tak na przeciw mojej szwagierce, zrobilabym jedna potrawe plus tego lososia i tyle, a tak przejelam sie tym, ze jest na innej diecie ( wegetarianka, gluten free and dairy free) i wiele rzeczy zrobilam dodatkowo i pod nia. Docenila, ale...myslalam, ze przyjdzie wczesniej i choc troche mi pomoze.
-
2012/11/24 19:34:12
Uhhhhhh... no to niezle Cie urzadzili :) ja kilka razy wkopalam sie tak z wlasna siostra, bo jakos zawsze w danym dniu ona MUSI isc do pracy i wszystko przygotowuje zazwyczaj sama. Ale w tym roku Fabio juz zapowiedzial, ze to MY idziemy do nich :) hehe juz to widze :)
-
2012/11/26 22:27:16
Olu, czytam i jakbym swoje wpisy sprzed 5 lat czytala. tez mialam zal - do tesciowej, ze szwgierki, ze przyjezdzali na gotowe, a nikt sie nie zaoferowal wziac dziecka, a pozniej dzieci np. na specer, zebym ja na spokojnie dokoczyla doprawianie salatki.
teraz patrze juz na to inaczej - ochlonelam, nabralam do tego dystansu i wiem, ze jak ktos nie jest w Twojej sytuacji, to zwyczajnie nie potrafi poczuc tego, co Ty. podejrzewam, ze Twoja szwagierka pojecia nie miala o Twoim zalu, zmeczeniu, o nieprzespanej nocy, o tym, ze marzylas o pomocy. moja szwagierka tez o tym pojecia nie miala, bo raz, ze ani meza, ani dzieci, a dwa, ze ma zwyczajnie inne priorytety. moja tesciowa nieprzespane noce uwazala za moj kaprys, bo ona dzieciom pozwalala sie wyplakac, zamykala drzwi, dzieci plakaly, na spala i dzieci szybko nauczyly sie, ze w nocy sie spi, a nie mame wola. wiec nie miala ochoty wstac o 5.30, zeby mi te kilka porankow sprezentowac. moja mama, luby wiedzieli w czym rzecz i oni dawali mi prawo czuc sie zmeczona, podirytowana.
na pocieche napisze, ze czas leci szybko, za 3 lata Arturek bedzie spal troche dluzej, za 5 lat bedzie Ci pomagal w nakrywaniu do stolu, a i Ty za 5 lat mniej sie bedziesz przejmowac swietami:)))
-
2012/11/26 22:32:55
i tez na poczatku pomyslalam, a gdzie byl maz, ale szybko sobie przypomnialam, ze moj maz niby bardzo duzo pomagal mi przy dzieciach, ale... piersia nie nakarmil, a o prozie zycia, typu zasikana pielucha, czy ulany kaftanik, nie myslal, wiec mimo jego wielkiej pomocy, organizacja zycia rodzinnego byla w 99% na mojej pamietam, gdy luby mial isc z Bizonem na spacer: co mam wziac??? najpierw tluamczylam, co ma wziac. pozniej, gdzie co lezy, luby oczywiscie nigdy nie mogl znalezc TEJ czapeczki albo TEJ grzchotki i konczylo sie na tym, ze pol godziny latalam po domu i pakowalam sprzet dla jednego dziecko, drugiego dziecka, luby wychodzil na plac zabaw, a po 15 min wracal, bo ktorych np. kupe uwalil... teraz sie z tego smieje, wteyd, gdy goscie tuz tuz a luby dzwoni do drzwi, bo kupa, tez miewalam lzy w oczach... ale takie momenty na szczescie szybko sie zapomina:)
-
2012/11/27 05:43:06
:) maz jest z tych nie gotujacych wiec sie w tych sprawach nie udziela, a na nauki nie mialam czasu...lubie gotowac, zawsze przygotowywuje wiecej niz powinnam i pewnie tu ten pies pogrzebany, zawsze sie staram, zawsze chce by wszystkim bylo dobrze..bla bla bla, zupelnie nieegoistycznie podchodze do tematu, ale zostalam doceniona, nawet doszlo do przyszywanej tesciowej ;) o mezu dlugo by pisac, ale za czyta go polowa lub wiekszosc rodziny dam sobie spokoj, napisze tylko, ze usmiechnelam sie do siebie czytac o Twoim ;) co do szwagierki, zaoferowala mi pomoc dzien wczesniej!, a potem sie nie pojawila, poszli poszlajac sie po sklepach, a potem zle sie poczula, a potem jej maz sie mnie pyta o czwartej po poludniu ( kolacja miala byc na czwarta) na moje pytanie to kiedy J. bedzie odpowiedzial mi, a na ktora ja chce by byla. Cholera chyba po polsku nastepnym razem bede rozmawiac, przeciez mowilam, ze na czwarta. Ja juz dawno nabralam dystansu, ale wkurza mnie to, bo teraz mam dziecko i male mieszkanko, wiec...a Mlody fajnie sie z nim gotuje ;)

Kinia, jestem bardzo ciekawa jak w tym roku bedzie, oj tak wproscie sie ;) A tak na marginesie to jestem zaskoczona, bo myslalam, ze Wy, siostry razem kuchcicie.
-
ezydorek
2012/11/29 23:16:41
Jak bym siebie slyszala...zawsze sobie za duzo na glowe wezme, chce wszystkim dogodzic i urypie sie po pachy, niejedno swieto oplacajac bolacym kregoslupem. Jak wszystko wszystkim smakuje i wszyscy sie dobrze bawia mam z tego satysfakcje. Mimo, ze obiecuje sobie "nigdy wiecej", nie potrafie inaczej. Wiec, jak mowi moj maz, katuje sie na wlasne zyczenie... a wtedy mu mnie nie szkoda. Przyznam tylko, ze moi goscie zazwyczaj sie swietnie sprawiaja, doceniaja, dziekuja i zawsze cos przynosza od siebie, tak wiec nie jest tak zle.... Trzymaj sie. Dziewczyny maja racje... z wiekem dziecka bedzie coraz latwiej. Edi.